Polska Liga Surfcastingu

Zapraszamy wszystkich do udziału i współpracy w nowym projekcie , którego to logo odkrywamy właśnie przed Wami.

Polska Liga Surfcastingu (PLS), to projekt non-profit, który na celu popularyzację wędkarstwa plażowego w formule integracyjnych, towarzyskich spotkań plażowych, w tym plażowych zawodów sportowych.

Projekt kierujemy do wszystkich tych, którzy zetknęli się z wędkarstwem plażowym oraz tych, którzy chcieliby spróbować tej formy aktywnego wypoczynku wędkarskiego, zwłaszcza w formule integracji sportowej: FISH&FUN. Wszystkich tych, którzy chcą podnosić swoje wędkarskie umiejętności oraz dzielić się swoją wiedzą z innymi.

Do projektu, szczególnie zapraszamy młodzież, dorosłych zainteresowanych tą formą aktywnego, wędkarskiego wypoczynku, połączonego z promocją polskiego wybrzeża, jako miejsca całorocznego, rodzinnego wypoczynku.

Szczegółowych informacji szukajcie na profilu FB Polska Liga Surfcastingu https://www.facebook.com/profile.php?id=100088881241557 , do którego polubienia i udostępnienia szczególnie zachęcamy.

Już wkrótce uruchomimy stronę www projektu, a także będziemy Was na bieżąco informować o szczegółach projektu, w tym min. o kalendarzu spotkań, przepisach oraz o mnóstwie innych, niezbędnych informacji.

Plażowe abc – czyli poradnik SURFMANIAKA – ODCINEK 1 – Luty’23

Odcinek 1 – Słowem wstępu. Dlaczego wędkarstwo plażowe?

W cyklu ”Plażowe ABC”, który będzie się na ukazywał na stronie Polskiej Szkoły Surfcastingu regularnie, postaram się przybliżyć wszystkim temat wędkarstwa plażowego. Wędkarstwa, które w naszym kraju, zdobywa coraz większe rzesze zwolenników.

Cykl pisany, postaramy się uzupełnić w dodatkowe cykle – wywiady, z czołowymi polskimi wędkarzami plażowymi, uczestnikami Mistrzostw Świata, które „dotkną” czysto praktycznej strony wędkarstwa plażowego, przygotowania się do sezonu i wiele, wiele  innych. Szczegółów szukajcie także na naszym profilu YT https://www.youtube.com/@polskaszkoasurfcastingu7391 . Odwiedzajcie także na bieżąco nasz profil na FB, po świeże informacje znad wody i nie tylko.

W związku z tym, że oprócz nielicznych publikacji w prasie wędkarskiej, nie znajdziecie w sieci zbyt wiele materiałów, które pozwolą przestawić tę metodą wędkarstwa w systematyczny i bardziej wszechstronny sposób, postanowiłem przygotować dla Was poradnik, do którego mam nadzieję, będziecie sięgać regularnie. Poradnik, będę na bieżąco modyfikować, zmienić tak, aby dopasować do Waszych potrzeb i tematów, które Was szczególnie interesują. Gdybyście mieli czas i dostęp polecam także lekturę archiwalnych numerów WW z ostatnich trzech lat. W każdym archiwalnym numerze, znajdziecie coś z plaży.

Od lat – wraz z grupą przyjaciół i znajomych – staram się przybliżyć (nie tylko wędkarzom) temat wędkarstwa plażowego. Zebrało się trochę doświadczeń i spostrzeżeń, które miło będzie „przelać” na papier. Podzielić się z innymi swoją wiedzą i doświadczeniami, które pochodzą wszak nie tylko z bałtyckich łowisk.

Mam szczerą nadzieję, że uda się Was zachęcić do łowienia z plaży i zarazem przeprowadzić, przez podstawy oraz drobne zawiłości „plażingu”.

W poradniku, zdradzę Wam wiele tajników i udzielę wielu praktycznych porad. Wszystko od zupełnych podstaw tak, aby nasze plażowe abc było ciekawe, inspirujące oraz bezpieczne. Żeby każdy czuł się dobrze przygotowany i żeby nikt z Nas nie miał wątpliwości, w jakim celu jedzie na plażę.

Jeżeli będziecie mieli uwagi lub będziecie chcieli jakiś temat w szczególności rozszerzyć, piszcie sugestie i uwagi w komentarzach na stronie Polskiej Szkoły Surfcastingu. Projekt Szkoły jest właśnie tym miejscem, w którym mają spotkać się sympatycy surfcastingu. Miejscem wymiany doświadczeń, praktycznych porad tak, aby dać Wam podstawy do odnalezienia się w bałtyckiej scenerii. Dodatkowo – dla wszytskch zaintersowanych – tych mniej i bardziej doświadczonych – przygotowalismy nowy projekt , ktory rusza od kwietnia bieżacego roku, a umożłiwi integrację towarzyską w duchu sportu dla wszytskich, bez ograniczeń. Informacje już wkrótce!

Poradnik nie jest skierowany tylko do nowicjuszy, ale także bardziej zaawansowanych. Mam nadzieję, że także starzy wyjadacze, znajdą dla siebie też coś ciekawego i zachęci ich to także, do dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem.

W surfcastingu najbardziej cenię to, że o wyniku wędkarskim, nie decydują tony zanęt, elektroniki i sprzętu, który z dokładnością do centymetra, pozwoli zlokalizować rybę i sprowokować ją do brania, spuszczoną w okolicę paszczy przynętą. Takie wędkarstwo – w mojej ocenie – jest dalekie od prawdziwej sztuki wędkarskiej, w której liczy się prawdziwy wędkarski kunszt i kontakt (niekoniecznie elektroniczny) z niewidzialnym przeciwnikiem. Gdzie o wyniku, decyduje naprawdę wiedza i „wyczucie” przyrody.

Wędkarstwo plażowe, to wędkarstwo w czystej postaci. To ciągła nauka, bez zbędnego blichtru, ale z dawką mocnego charakteru, które cieszy mnie co dnia swoją zmiennością, nieprzewidywalnością i koniecznością dostosowania całej strategii do żywiołu, jakim jest morze.

W związku z tym nie dziwi mnie, że z plażą w sercu i na co dzień, zostają tylko prawdziwi twardziele, którzy przeszli w swojej wędkarskiej drodze przez różne formy wędkarstwa, w poszukiwaniu wędkarstwa idealnego, które będzie pasować do ich wędkarskiego charakteru. Jeżeli nadal czegoś szukacie, to zapraszam Was serdecznie nad bałtycką plażę. Zapewniam, że odnajdziecie tam swój prawdziwy – i nie tylko wędkarski – charakter. A poradnik pozwoli ten charakter uformować i umocnić.  

Na koniec postaram się opowiedzieć także o tym, co w wędkarstwie plażowym jest piękne, ale i interesujące. Zarazem fascynujące i zaskakujące. 

Warto wspomnieć, że wędkarstwo plażowe – o czym często wspominam – to wspaniały sposób, na połącznie przyjemnego z pożytecznym. Połączenie rodzinnego wypoczynku, z odrobiną wędkarskiej przygody i relaksu. Czy do szczęścia potrzeba więcej? Nabytą wiedzę i umiejętności, wykorzystacie podczas weekendowego wypadu ze znajomymi „po kiju”. Czy też przy okazji wyciszenia się i wyjazdu do plażowej samotni.  Wierzę w to, że każdy znajdzie w poradniku coś dla siebie. Zarówno „plażowy szarak” jak i stary bałtycki „wyjadacz”.  

Na koniec wstępu warto wspomnieć, że nasz projekt Polskiej Szkoły surfcastingu, to także spotkania na bałtyckiej plaży, które organizujemy już regularnie od paru lat. Jeżeli jesteście zainteresowani organizacją spotkań, szkoleń, zapraszamy do kontaktu, przez formularz kontaktowy.  Obserwujcie też nasz profil FB  – znajdziecie tam na bieżąco informacje o planowanych spotkaniach i o tym, co dzieje się na plażach.

Co to takiego ten „surfcasting?

Surfcasting, (ang. shore angling) zwany potocznie wędkarstwem plażowym, to jedna z najpopularniejszych form wędkarstwa i sportu wędkarskiego na świecie. Zaskoczeni? Okazuje się, że w wielu krajach łowienie w morzu ma zdecydowanie dłuższe tradycje, niż „moczenie kija” w wodach słodkich. W niektórych krajach traktowany niemalże jak sport kwalifikowany. Nie dość powiedzieć, że relacja z mistrzostw świata w Walii z 2019 roku, ukazała się w najbardziej medialnym brytyjskim kanale sportowym BBS sport news, na równi z takimi relacjami jak tenis, czy piłka nożna.

Wędkarstwo plażowe przypomina do złudzenia – w kontekście budowy zestawu i techniki połowu – zwykłą…gruntówkę. Do takiego łowienia nie jest potrzeby wysublimowany i drogi sprzęt. Niejednokrotnie wystarczy – jeżeli warunki pogodowe pozwalają – zwykły feeder, kij karpiowy lub wędka surfcastingowa – niekoniecznie z najwyższej półki. Ale o tym w następnych odcinkach.

Bałtyckie okoliczności

Okoliczności przyrody i sceneria, jakie nam daje wybrzeże Bałtyku, są niepowtarzalne. Zdjęcia nie zawsze oddają głębię naszych doznań. Trzeba zobaczyć to własnymi oczami i poczuć na policzkach smagający wiatr, szczypiący w oczy piasek, czy poczuć smak słonawej, bałtyckiej wody. Każdy, kto choć raz był na naszym wybrzeżu, wie o czym mówię. Ci którzy zjeździli cały świat i widzieli niemal wszystko, twierdzą, że nasze polskie plaże są najpiękniejsze. Trudno się z nimi nie zgodzić.

Mam to szczęście, że mieszkam kilka kilometrów od plaży, ale znam nam wielu takich, którzy zachorowali na „plażowego wirusa” i do dnia dzisiejszego, pokonują corocznie setki kilometrów, tylko po to, aby spędzić chwilę, na bałtyckiej plaży. Kilka lub kilkanaście razy w roku. To nic, że pod nosem mają piękne rzeki czy jeziora. Kochają Wisłę i Odrę. Mieszkają nad Sanem, czy na Mazurach. Ciągnie ich nad Bałtyk. Nie pomagają żadne lekarstwa.

Zastanawiacie się zapewne, co takiego w wędkarstwie plażowym jest? Gwarantuję Wam, że jak tylko złowicie swoją pierwszą rybę – chociażby taką fląderkę jak na zdjęciu – zrozumiecie.

W kolejnych odcinkach cyklu trochę teorii, która podparta moją kilkunastoletnią praktyką, pozwoli Was przygotować na plażowe wyzwania tak, aby Wasze efekty były nie gorsze niż na zdjęciu.)

Morze nasze morze                                                                                                                                                            

Nie można oczywiście nie wspomnieć, o naszym morzu, sprawcy tego całego zamieszania. Bałtyk, to stosunkowo płytki i bardzo specyficzny zbiornik (średnio 52,3m głębokości). Brak tu – typowych dla innych mórz – widocznych pływów. O specyfice morza i dynamice plaży, będę pisał przy okazji jednego z odcinków, ale warto wspomnieć, że Bałtyk stanowi w istocie, dużą zlewnię wód słodkich. Z niewielką ilością wlewek wód słonych, z morza Północnego. Woda jest tutaj słonawa, a nie słona. Średnie zasolenie to około 7,5‰. Takie zasolenie, decyduje w głównej mierze o składzie fauny i flory. A przede wszystkim – o tym co nas interesuje nas najbardziej – o stałej obecności ryb słodkowodnych, takich jak: leszcz, płoć, okoń i wielu innych. Właśnie gatunki słodkowodne – oprócz gatunków typowo morskich, takich jak: płastugi, dorsz, belona, turbot – stanowią nie lada atrakcję. Nie wspominając o rybach typowo dwuśrodowiskowych, takich jak: łosoś, troć, sieja czy węgorz. Nie dość powiedzieć, że wszystkie te ryby można złowić z plaży!

Odcinek nr 2 już wkrótce!

opr. Andrzej Jaw Esox

Podsumowanie 2022 w obiektywie Polskiej Szkoły Surfcastingu

Czy chcecie zobaczyć cały 2022 rok w kalejdoskopie Polskiej Szkoły surfcastingu?

Jeżeli tak to zapraszamy na nasz profil YT (link poniżej), gdzie znajdziecie filmowe podsumowanie mijającego roku.

Czy będziemy za nim tęsknić? No coż. Czas pokaże? Niemniej pozytywnych emocji nie brakowało, co widać na filmie, na którym udało się umieścić zaledwie garść materiałów.

W nowy 2023 Rok, wchodzimy z bagażem nowych znajomości, doświadczeń i planów, które mamy nadzieję – uda się zrealizować wspólnie. Życzymy wszystkim sympatykom i przyjaciołom taaakiej ryby i Do Siego 2023 Roku.Pozdrawiamy serdecznie i do zobaczenia na plaży!!

Łowimy z Polską Szkołą Surfcastingu – Wiadomosci Wędkarskie część czwarta

W numerze grudniowym druga część opracowania o łowieniu bałtyckich płastug piórem Andrzeja Jaworka. Zapraszamy do lektury.

Łowimy z Polską Szkołą Surfcastingu – Wiadomosci Wędkarskie część trzecia

W numerze listopadowym pierwsza część opracowania o łowieniu bałtyckich płastug. Zaproszenie od autora znajdziecie na naszym kanale YT.

Dodatkowych materiałów, filmów, ciekawostek, szukajcie na naszych mediach społecznościowych i kanale YT klikając poniższe ikony.

Łowimy z Polską Szkołą Surfcastingu – Wiadomosci Wędkarskie część druga

W numerze pażdziernikowym poznacie tajniki łowienia mnorkich leszczy czyli „bałtyckiego złota”. Zapraszamy do lektury.

Dodatkowych materiałów, filmów, ciekawostek, szukajcie na naszych mediach społecznościowych i kanale YT klikając poniższe ikony.

Bałtyckie, wrześniowe złoto

Na sam koniec swojego urlopu postanawiam sprawdzić co dzieje się na mojej przydomowej plaży.

Tego dnia już od samego rana miałem ‘wczutkę’, wszystko składało się w spójną całość – przyszło ochłodzenie, niebo było w pełni zachmurzone i powoli wzmagał się północny wiatr, a razem z nim falowanie. Leszcze to lubią. Mam wrażenie, że wyczekiwały tej zmiany pogody tak samo mocno, jak ja.

Na bałtyckiej plaży nie było mnie prawie dwa miesiące, co miało związek z trwającym sezonem wakacyjnym. Po prostu łowienie w tłumie nie sprawia mi przyjemności, dlatego dałem sobie odpocząć i spokojnie wyczekiwałem schyłku lata.

Nad wodą pojawiam się około godziny 17, nie spieszyłem się. Wiedziałem, że jeżeli ma się coś wydarzyć, to godzina nie będzie miała znaczenia.

Miejsce losowe, blisko zejścia, trudne technicznie. Przy samym brzegu jest duże wypłycenie sięgające kilkanaście metrów w głąb morza, po którym przewalają się fale przyboju.

Od jakiegoś czasu staram się wychodzić ze swojej strefy komfortu na prywatnych wypadach i łowić w niewygodnych miejscach. Procentuje to później w trakcie połowów, zwłaszcza na zawodach, gdzie liczy się zlądowanie każdej zaciętej ryby.Po rozłożeniu wędek szybko typuje miejsce do położenia zestawów.

Rewa jest blisko, nie dalej niż 80 metrów od brzegu.

Pomiędzy nią a brzegiem jest kocioł, za nią spokojne morze. Zestawy kładę w pianie na wewnętrznym stoku rewy. Wiem, że leszcze lubią takie miejsca.

Po kilku minutach przerzucam zestawy, żeby nie spalić dnia rybą z pierwszego rzutu.

Na branie nie musiałem długo czekać, chwilę po przerzuceniu zestawów na plaży ląduje pierwszego leszcza. Po jego wyglądzie i kondycji wiem, że ryby pomału zaczynają już czuć zbliżającą się jesień.

Od tego momentu zaczyna się prawdziwa zabawa, notuję branie za braniem. Łącznie wyciągam 13 leszczy i 3 spinam na wypłyceniu pod nogami.

Największy leszcz tego dnia ma ponad 65 cm. Oprócz tego mam kilka pustych brań, głównie w trakcie holi ryb na drugim kiju.

Pomimo przeczucia, że coś się zadzieje, nie sądziłem, że będzie aż tak dobrze. Po 3 godzinach kończę, ryby wraz z szarówką znikają, za to wraz z rosnącą cały czas falą pojawia się duża ilość zielska.

Myślę, że Bałtyk po przerwie przywitał mnie w najlepszy, możliwy sposób. Spełniony i wyłowiony wracam do domu.

opracował. Michał Abramczuk

Dodatkowych materiałów, filmów, ciekawostek, szukajcie na naszych mediach społecznościowych i kanale YT klikając poniższe ikony.

Łowimy z Polską Szkołą Surfcastingu – nowy cykl w magazynie Wiadomości Wędkarskie

We wrześniowym magazynie otwieramy nowy cykl ” Łowimy bałtyckie gatunki z Polską Szkołą Surfcastingu”. W kolejnych numerach, znajdziecie opracowania wszystkich bałtyckich gatunków, piórem Andrzeja Jaworka, byłego Trenera Kadry oraz członka komisji sportowej międzynarodowej federacji sportów wędkarskich CIPS. Serdecznie zapraszamy do lektury i odwiedzania naszego profilu na FB, po bieżące i interesujace informacje.

Dodatkowych materiałów, filmów, ciekawostek, szukajcie na naszych mediach społecznościowych i kanale YT klikając poniższe ikony.

Wypad nad Adriatyk – „nic tylko jeździć i łowić!!”

Przy okazji tegorocznych wakacji w Dolomitach udało mi się wygospodarować dwa dni na krótki wypad nad Adriatyk.

Od samego początku pomysł ten wiązał się z różnego rodzaju przeciwnościami, m.in. z brakiem miejsca na wędki i sztyce w aucie, czy (jak się później okazało) dosyć wymagającą trasą przez góry. Na szczęście dla chcącego nic trudnego i finalnie udało mi się powędkować z włoskiej plaży.

Proces przygotowawczy rozpocząłem od wybrania palcem na mapie (dosłownie) miejscówki. Wybór padł na plaże w miejscowości Lignano.

Po upewnieniu się, że w okolicy znajduje się sklep wędkarski, wziąłem się za teorię. Co się aktualnie łowi, na jakie zestawy i na jakie przynęty. W dobie internetu i przy odrobinie chęci można zebrać naprawdę wiele cennych informacji, które zaprocentują później w postaci wyników w trakcie połowów.Teraz kiedy byłem już odpowiednio nakręcony, musiałem rozwiązać problem spakowania wędek i sztyc do samochodu. Z pomocą przyszły mi pasy do transportu wędzisk pod sufitem auta nabyte, jakiś czas temu na pewnym portalu oferującym produkty wszelakie z Chin i muszę przyznać, że spisały się świetnie. Z pozostałą częścią ekwipunku nie było już problemu, kołowrotki, pare ciężarków, kilka gotowych body do zestawów i materiały do przewiązania przyponów zmieściły mi się w jednej torbie, która była jednocześnie… lodówką na przynęty. Minimalizm w czystej postaci.

Moment wyjazdu nad Adriatyk nadszedł bardzo szybko. Z jednej strony mocno go wyczekiwałem, a z drugiej zwiastował szybko nadchodzący koniec wspaniałego urlopu. Trasa, którą miałem do pokonania wynosiła trochę ponad 200 kilometrów, z czego jedna połowa wiodła przez góry, w tym szczyty, a druga po autostradzie. Łączny czas potrzebny na jej przebycie wynosił niecałe 4 godziny, z czego tylko godzina była potrzebna na przejechanie odcinka autostradowego. Odcinek górski był wyjątkowo wymagający, tak samo dla mnie, jak i mojego samochodu, ale widoki po drodze wynagradzały wszystko.

Wyjeżdżam w poniedziałek rano i o 11.00 docieram na miejsce, punkt docelowy to wbity w nawigację lokalny sklep wędkarski. Właściciel bez problemu porozumiewa się po angielsku i bez wahania wskazuje mi na mapie plaże, które warto w tym okresie odwiedzić. I tutaj pojawiają się pierwsze schody.

W związku z trwającym w pełni sezonem turystycznym obowiązuje zakaz wędkowania z plaż na otwartym morzu w godzinach od 8 do 19, ale za to bez ograniczeń można wędkować w lagunie. To zaburza cały mój ambitny plan na wędkowanie 'do bólu’ przez najbliższe dwie doby. Kolejnym problemem jest brak bibi i razorów, które mają pojawić się w sklepie dopiero następnego dnia rano. Na miejscu są tylko robaki koreano i mrożone kalmary – biorę dwa opakowania tych pierwszych i paczkę drugich i wiedząc, że mam jeszcze sporo czasu do 19 ruszam na zwiedzanie samego Lignano.

Na plaży pojawiam się około godziny 15, gdzie od razu robię rekonesans organoleptyczny. Plaże na otwartym morzu od tych przy lagunie oddziela molo z małą latarnią na jego końcu. Od strony laguny od razu zauważam wędkarzy stojących jakieś 30 metrów od brzegu po pas w wodzie z wędkami na sztycach wbitymi w morskie dno.

Pierwsze co rzuca mi się w oczy to sprzęt, którym łowią. Były to mocniejsze feedery z kołowrotkami w rozmiarze 5-6 tysięcy, każdy ma też podbierak. Nie zastanawiając się długo, rozkładam jedną wędkę i rozpoczynam wędkowanie. Odpuszczam sobie jednak wchodzenie do wody i bez problemu dorzucam z brzegu na odległość, na jakiej miejscowi lokują swoje zestawy. Przez niecałą godzinę nie wydarza się nic ani u mnie, ani u „lokalsów”. Szybko dochodzę też do wniosku, że to nie moja bajka, więc kończę łowienie i przenoszę się na część plaży po stronie otwartego morza.

Plaża po tej stronie fary (po włosku latarni, która akurat w tym przypadku jest granicą pomiędzy laguną a otwartym morzem) podzielona jest przez kamienne opaski na nieduże sekcje. Wybieram najbardziej obiecującą w mojej ocenie klatkę i zaczynam odliczać czas, jaki pozostał do godziny 19.Łowienie rozpoczynam dopiero przed godziną 20, bo dopiero o tej porze plaża i co istotniejsze, kąpielisko pustoszeje.

Od pierwszych minut zaczynam notować brania i lądować pierwsze ryby na brzegu. Dominują dorady, a pomiędzy nimi pojawiają się pojedyncze mormory. Wielkości sportowe i z biegiem czasu malejące, ale to, co muszę oddać tym rybom to ich waleczność. Mormora w rozmiarze +/- 25cm na przyponie 0,16 potrafiło mi już delikatnie zagrać na hamulcu, tak samo podobnych rozmiarów dorada.

W kwestii sprzętu to do tematu podszedłem w mocno filigranowy sposób, ciężarki o gramaturze 80g, długie, ponad metrowe przypony z cieniutkiego fluorocarbonu oraz haczyki w rozmiarze 6-7 do koreano i 4 do kalmarów.

Ryby odławiałem zarówno spod nóg, jak i z dalszego dystansu, a dominującą przynętą był koreano. Na kalmara nie miałem nawet brania, ale to stosunkowo selektywna przynęta.

O 22 wzmaga się wiatr, a brania ustają, więc kończę łowienie i wycieńczony po upalnym dniu udaję się spać do samochodu.

Na plaży pojawiam się następnego dnia o 5 rano, spałem w samochodzie zaparkowanym kilkadziesiąt metrów od plaży, dlatego 15 min po budziku zarzucałem już pierwszy zestaw do wody. Zaczęło się super, z pierwszych rzutów ląduję doradę i mormorę i… to by było na tyle.

Zaliczam mocny falstart, kilkanaście minut od rozpoczęcia wędkowania wzdłuż plaży w kierunku laguny zaczyna płynąć ogromna ilość trawy morskiej. Ma to związek ze zbliżającym się szczytem przypływu. Pływy na Adriatyku, przynajmniej w jego północnej części, występują i są całkiem dobrze zauważalne. Nie trzeba uciekać, nie wiadomo ile metrów do tyłu, przed napływającą wodą, ale jej napór jest dobrze widoczny.

Czas ucieka, o 8 trzeba kończyć wędkowanie, więc zaczynam zagęszczać ruchy, przyjmuje tempo zawodnicze. Zestaw w wodzie utrzymuje się tylko kilka minut, a pod nogami mam coraz mniej piasku i coraz więcej trawy. Walczę do samego końca, ale od momentu, w którym zaczyna płynąć trawa, nie łowię już żadnej ryby.

Od kolejnego okienka połowowego dzieli mnie 11 godzin, więc podejmuję decyzję o powrocie do miejsca wypoczynku w górach. Chętnie bym został na dogrywkę, ale zdrowy rozsądek zwycięża. Nie chciałem wracać późną nocą przez góry, zwłaszcza po całym dniu na rozgrzanej słońcem plaży.

W drodze powrotnej zajechałem jeszcze do sklepu podziękować właścicielowi za wskazanie mi fajnego miejsca do wędkowania. Facet bardzo się ucieszył, że udało mi się złowić kilkanaście ryb. Byłem też świadkiem popularności bibi, które dopiero co przyjechało – kolejka kończyła się poza sklepem.

Na odchodne właściciel powiedział mi, że przyjechałem o kilka dni za szybko, bo sensowniejsze ryby zaczyna się w tym rejonie łowić dopiero na początku września i miał rację, bo widzę co tamtejsi wędkarze, zaczęli wrzucać w ostatnich dniach na lokalną grupę na FB. Ale nic nie szkodzi, główny cel został osiągnięty – dotarłem, złowiłem zupełnie nowe dla mnie gatunki i zdobyłem to, co dla mnie w tym wszystkim najcenniejsze, nowe doświadczenie.

Na koniec chciałbym też pochwalić Włochy, przynajmniej ten rejon, jeżeli chodzi o podejście do plażowiczów. Bez problemu można znaleźć darmowe miejsce postojowe niedaleko plaży, same plaże są czyste, co kawałek są prysznice i toalety. Nic tylko jeździć i łowić!

opr. Michał Abramczuk

Dodatkowych materiałów, filmów, ciekawostek, szukajcie na naszych mediach społecznościowych i kanale YT klikając poniższe ikony.