To w jaki sposób przygotujecie i zorganizujecie stanowisko do łowienia na plaży, zadecyduje o komforcie oraz przyjemności, które będziecie czerpać z łowienia. Ze stanowiskiem wędkarskim, jest tak jak z poukładaniem swoich codziennych spraw. Brak dobrej organizacji i systematyczności, skutkuje problemami, które pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie. A o tym jak uniknąć błędów i prawidłowo zorganizować stanowisko, opowiem w kolejnym, już 10 odcinku poradnika surfmaniaka.
Samo życie
Czym w takim razie jest stanowisko? W surfcastingu, jest to wycinek-obszar plaży (z reguły kwadrat, prostokąt lub trójkąt) bezpośrednio przylegający do linii wody, który swoim zasięgiem obejmuje miejsce rozłożenia całego wędkarskiego ekwipunku. W granicach tego obszaru – w czasie łowienia – się poruszamy. W przypadku naszej bałtyckiej specyfiki i braku pływów, możemy sobie pozwolić, na bardziej stacjonarne łowienie i poniższe wskazówki odnoszą się właśnie, do takiego typu wędkarstwa. W specyfice łowienia na pływach, stanowisko musi mieć charakter czysto mobilny, ale o tym opowiem przy innej okazji.
Z doświadczenia wiem, że początki nie są łatwe i potrzeba sporo czasu, żeby wypracować w sobie prawidłowe odruchy właściwej organizacji. Właściwie, dobra organizacja, zaczyna się w momencie przygotowania do wyjazdu na plażę. Nasz cały misterny plan – jak to mawiał osławiony „Siara” – może pójść….hm….w nieodpowiednią stronę i nadto się skomplikować, w przypadku, gdy zapomnimy zabrać ze sobą nawet jednen, za to kluczowy element plażowego wyposażenia.
Przyjmijmy więc zatem, że na plażę zabraliśmy ze sobą wszystko, co potrzebne. W tym wypadku pozostaje nam tylko popracować nad najlepszym i pasującym nam schematem, do przygotowania stanowiska.
Nawet, gdy jesteście tylko wakacyjnymi łowcami, wszystko musi być dokładnie przemyślane. Nie martwcie się swoimi początkowymi niepowodzeniami, bo to nie jest tak, że po wyjściu na plażę, zawsze wiecie jak i co. Mimo wypracowanych przez lata schematów, sam bywam niejednokrotnie zaskakiwany. Zarówno negatywnie jak i pozytywnie. Dlaczego? Bo na plaży, nic nigdy się dwa razy nie zdarza i nigdy nie jest takie samo. Dynamika na plaży, to jedyna pewna rzecz. A my – tak po ludzku – mamy te lepsze i te gorsze dni. Coś nie wyjdzie. Coś się poplącze. Złamie. Przewróci…tak jak w życiu. Nie zniechęcajcie się. Co nas nie zabije… to nas wzmocni! Może brzmi to mało pozytywnie, ale przecież na plaży, jest jak w życiu. Tu zawieje, tam popada, zafaluje i sypnie piaskiem po oczach…samo życie.
Koniec końców, wypracowanie swoich schematów, odpowiednich odruchów oraz dobra organizacja bardzo pomaga i pozwala szybko zareagować. Także w kontekście naszego bezpieczeństwa. Pamiętajcie, bo jest to sprawa nadrzędna. Właściwa organizacja, pozwala podjąć odpowiednie decyzje, a przede wszystkim, czerpać z łowienia przyjemność.
Jeżeli macie taką sposobność, obserwujcie i uczcie się od najlepszych. Otrzymacie bezcenną wiedzę i szkołę, na którą wielokrotnie musielibyście pracować latami. Ale uwaga! Nie powielajcie wszystkiego od „a” do „z”. Każdy jest inny, ma inne przyzwyczajenia i preferencje. Powielając najlepsze schematy, próbujcie wypracować własny, plażowy styl.
Plażowe puzzle
O ilości elementów sprzętowej układanki, decydujecie sami. Często, idzie to w parze, ze stopniem zaawansowania. Z reguły (choć nie zawsze) – na początku naszej plażowej drogi – ilość elementów jest znikoma. Ogranicza się zwykle do wędek lub wędki, pudełka z zestawami, sztyc albo tripoda (tudzież rur PCV). Potem dochodzi: wózek, skrzynia, stolik, namiot, siedzisko, grzebień na zestawy i dużo innych przedmiotów, o których – a także o celowości ich zabierania na plażę – pisałem we wcześniejszych odcinkach.
Pozycjonowanie
Bez względu na to, ile i jakie zabawki zabierzemy do wędkarskiej piaskownicy, jedno jest pewne. I tu trafiamy w sedno tematu. Wszystko musi mieć swoje miejsce. W głowie, musicie mieć ułożony plan działania tak, żeby zaraz po wejściu na plażę i szybkiej ocenie panujących warunków – wiedzieć jak się zachować. Dlaczego? Po pierwsze względy bezpieczeństwa. Po drugie, bo często łowimy w nocy, a w świetle lamki czołowej, nasza wędkarska perspektywa, zmienia się o 100%. Po trzecie, bo w innym wypadku będziemy „latali” po plaży, jak przysłowiowy „kot z pęcherzem”. Zwłaszcza w przypadku gdy mocniej zawieje. Mocnej zadrży wędka, a nam skoczy lekko ciśnienie…Trzeba wtedy umiejętnie opanować emocje, do czego podstawą jest dobra organizacja stanowiska. Najlepiej, żebyście z zamkniętymi oczami, potrafili ocenić co jest i gdzie. I na zasadzie odruchu, dostać się do tego czego chcemy, w określonej chwili. Przynęta, nitka, wyhaczacz, nożyczki, latarka, stolik, grzebień, ciężarek, pudełko z zestawami……to tylko kilka z elementów.
Ci bardziej dociekliwi zapytają: „no dobrze, w takim razie, co decyduje o tym, jak, gdzie i dlaczego, rozstawiamy zabawki w piaskownicy”? No właśnie te: „jak, „dlaczego” i „gdzie”, to są trzy kluczowe aspekty dobrej organizacji.
Jak?
W miarę możliwości, starajmy się zawsze zachowywać taki sam (lub podobny) układ rozmieszczenia elementów wyposażenia tj. wędek, skrzyni, wózka, stolika, namiotu, tripoda\sztyc, grzebienia na zestawy, pojemnika na złowione ryby itp. Oczywiście im mniej wyposażenia zabieramy, tym łatwiejsza logistyka. Taki sam układ, to te same odruchy i dobrze wypracowane przyzwyczajenia. Mamy ściśle określone miejsce na przygotowanie przynęt, zestawów, uwolnienia złowionej ryby. Chwilę odpoczynku, „przycupnięcie” na skrzyni, na łyk ciepłej herbaty, schronienie się przed silnym wiatrem i zacinającym deszczem. To oczywiście tylko kilka elementów plażowej układanki.
Dlaczego?
Bez względu na ilość sprzętu, ustawienie całego ekwipunku w obrębie stanowiska, uzależniamy głównie od kierunku, siły wiatru oraz falowania. Mówiąc najprościej, zmieniamy tylko kąt ustawienia sprzętu w tym głównie naszego wiatrochronu – w stosunku do kierunku wiatru i linii brzegowej. Tak, aby „summa summarum” z naszego siedziska, wiatrochronu, swoim wzrokiem, obejmować część pasa wody z wędkami oraz większość (a najlepiej całość) swojego ekwipunku.
Ustawienie stanowiska wędkarskiego przy wietrze wiejącym z kierunków wschodnich
W naszych bałtyckich warunkach, pod innym kątem posadowimy sprzęt, gdy wieje wiatr północny, zachodni lub wschodni. Gdy jest bezwietrznie, lub wieje z południa (zza wydmy) z reguły nie mamy większego problemu i ustawiamy się tak, jak nam w danej chwili pasuje. Zaskakujące? Generalną zasadą jest to, że w naszym plażowym centrum dowodzenia, nie wystawiamy się twarzą do wiatru. Przebywając na stanowisku, robimy wszystko, aby wiało nam z boku lub z tyłu. Nigdy prosto w twarz. Jeżeli dysponujemy namiotem, parawanem, parasolem musimy je umieścić go w taki sposób, aby ochronić jak najwięcej wyposażenia przed uciążliwym wpływem wiatru. Z kolei posadowienie namiotu i siedziska, zdeterminuje miejsce ustawienia wędek. Lub na odwrót. Tak, aby tę najważniejszą cześć naszego ekwipunku, mieć cały czas na oku. Zwłaszca w czasie przygotowywania zestawów i przynęt. Sam wędkarz nie może być zbytnio oddalony od wędek (tak aby szybo zareagować), ale też nie może „siedzieć na wędkach” i zadzierać głowę ciągle do góry, patrząc na szczytówki. Nie możemy być też odwróceni do wędek tyłem.
Ustawienie stanowiska wędkarskiego przy wietrze wiejącym z kierunków zachodnich.
Z wiatrołapu - namiotu lub parasola - warto korzystać nawet przy bezwietrznej pogodzie. Zaletą jest ochrona przed deszczem, wilgocią i a także słońcem.
Gdzie?
Stanowisko na plaży musi znajdować się w najbardziej dogodnym dla wędkarza miejscu. Sprzęt nie może znaleźć się w wodzie, ale też nie może być zbytnio oddalony od brzegu. Ideał posadowienia wyposażenia, to obszar około 10-30 metrów od linii wody lub najwyżej wychodzącej fali przyboju. Przy czym wędki, ustawiamy z reguły na pierwszej linii frontu – najbliżej wody – a resztę ekwipunku w niewielkiej odległości w głębi plaży. Stanowisko musi znaleźć się w miejscu bez żadnych przeszkód, wystających korzeni, betonowych bloków, wielkich głazów – bo jest to po prostu niebezpieczne i wcześniej czy później źle się skończy (zwłaszcza w nocy). Z reguły stanowisko umieszczamy w okolicy najlepszej znanej nam miejscówki (blisko położona rewa, dołek itp.). Na lokalizację, wpływa sama specyfika, budowa plaży, w tym towarzyszących umocnień plażowych oraz charakterystyka samego dna. To czy plaża jest piaszczysta, kamienista. Czy jest wąska szeroka, wysoka. Czy zawiera pokłady torfu, korzenie. Czy w okolicy są łamacze fal oraz inne umocnienia takie jak: wydmy opaski, ostrogi oraz inne budowle (związane ze zrzutem wody), w tym także podwodne rafy. Jaka jest głębokość łowiska. Ale o tym i o tzw. dynamice plaży, porozmawiamy przy okazji następnego – ostatniego już – odcinka poradnika surfmaniaka.
Widok z wnętrza namiotu i rzut na stanowsko wędkarskie z zewnątrz.
Z początkiem maja i kwitnącym wszechobecnie rzepakiem, zdaję sobię sprawę, że większość z Was wybierze się zapewne na „słodkowodne zębate”. Niemniej wszystkich tych, których nudzą lub znudziły szczupakowe potyczki, zapraszam nad nasz przepiękny, rodzimy Bałtyk. W maju, na bałtyckiej plaży, nie ma jeszcze tłumów, więc jest szansa żeby odpocząć i przy okazji zmierzyć się ze słonowodnym „zębatym”, czyli beloną.
W tym i następnym odcinku belonowej serii, opowiem o najczęściej stosowanych metodach połowu „bałtyckiego bociana”. Wszak nie samym spinningiem człowiek żyje, więc może będzie okazja do zmiany nawyków i porzucenia spinningu, na rzecz morskiej gruntówki, a może też i morskiej “przepływanki”? Kto wie?
Serię tych dwóch artykułów, dedykuję wszystkim uczestnikom naszych spotkań plażowych, które organizuję corocznie pod nazwą “Beloniada dla każdego”. Rok do roku, staramy się wybrać inne miejsce na plaży, a szczegóły znajdziecie każdorazowo na naszej stronie www oraz na profilu FB.
Na żółto
Przyjmuje się, że czas kwitnienia rzepaku, to ten właściwy moment na połów belon. Czy naprawdę? Zwłaszcza w dobie zmieniającego się klimatu, wcześniej kwitnących odmian rzepaku w różnych rejonach kraju, zmian temperatury wody Bałtyku na różnych odcinkach naszego wybrzeża, czas ten może się miejscowo skracać lub wydłużać. Jedno nie ulega wątpliwości. Belony przypływają pod koniec kwietnia oraz w maju w okolice brzegu, żeby odbyć swój doroczny taniec godowy.
Początek kwitnienia rzepaku, to nieodzowny czas, żeby ruszać z wędkami na plażę. Uwzględnijcie to koniecznie, w planowaniu przyjazdów, zwłaszcza z odleglejszych rejonów kraju.
Klucz do sukcesu
Z moich obserwacji wynika, że najlepsze wyniki połowu, osiągniemy rano i wieczorem przy słonecznej pogodzie. Ryby, z reguły przesuwają się wtedy bliżej brzegu. Godziny południowe, duże zachmurzenie, a zwłaszcza mgła, powoduje z zasady, odsuwanie się żerujących ryb od brzegu. Co nie znaczy, że słabiej żerują. Są po prostu dalej od brzegu. Co ciekawe, belony wcale nie boją się falowania, pod warunkiem, że w strefie przybrzeżnej, nie tworzy się tzw. „betoniarka” z ogromną ilością unoszącego się piachu i morskiego zielska. Przy ładnej pogodzie, w szczególności rano i wieczorem, ryb szukajmy raczej blisko brzegu. Niemal „pod nogami”. W szukaniu najlepszej miejscówki, pomoże Wam obserwacja wody i widok spławiających się ryb.
„Bałtycki bocian” – nazwa ta pochodzi od „dzioba” ryby, który przypomina do złudzenia dziób bociana. Jest długi z olbrzymią ilością – wyjątkowo czepnych – małych ząbków. Belona ma duże oczy, dzięki czemu jest czujnym i świetnym wzrokowcem.
Kluczem do sukcesu – bez względu na metodę połowu – jest umiejętna lokalizacja ryb, „czytanie wody” i umieszczenie przynęty tam, gdzie ryby powinny być. Czasami trzeba rzucić przynęty w inne miejsce, przesunąć się kilkadziesiąt metrów. Stąd „czytanie wody” jest podstawą, bowiem nawet aktywne łowienie, w obszarze gdzie belon nie ma, nie przyniesie pożądanego efektu.
Przejrzysta, czysta woda o temp. 10-12 *C sprzyja składaniu ikry na dnie, z dużą połacią roślin i glonów. Zapłodnione jaja, składane w porcjach, wyposażone są w czepne wypustki, które pomagają w przytwierdzaniu się, do roślinności.
Ewolucja źródłem rozwoju
Nie ukrywam, że spinning był kiedyś moją ulubiona metodą połowu, tej wyjątkowo sportowej i walecznej ryby. Odsyłam wszystkich także do lektury artykułu, który napisałem kilka lat temu, ale który jest nadal aktualny. https://www.polskaszkolasurfcastingu.pl/?s=w+maju+jak+w+raju
Szukając innych możliwości – a zwłaszcza minimalizując ograniczenia spinningu – poszedłem w morską gruntówkę, która do dzisiaj zawładnęła moim sercem. Po drodze – nie ukrywam, zdarzał się także morski spławik, który też ma swoje wymierne zalety.
W zeszłym roku, po kilku latach przerwy, dałem się ponownie skusić – za namową mojego serdecznego kolegi – na spinning. No i przysłowiowo mówiąc, znowu w sercu „pykło”, ale… jak to się mówi ”stara miłość nie rdzewieje..”. Co gruntówka, to gruntówka.
Nie przechwalając się, ale mając dosyć bogate doświadczenie w łowieniu „strzały Neptuna”, chętnie podzielę się swoją wiedzą. Dużo już w temacie napisano (zwłaszcza spinningu), ale ja postaram się przedstawić temat przekrojowo, pokazując wady i zalety każdej ze stosowanych metod połowu. Także – w mojej ocenie – najskuteczniejsze rozwiązania.
Zacznijmy więc od tej metody, która mojemu sercu jest jednak najbliżej, a więc morskiej gruntówki.
Zmieniający się klimat i ocieplenie Bałtyku spowodowały, że belony łowię od kwietnia, nawet do początku października. Zaś w gorące lato, stada „baby belon”, wpływają bezpośrednio w okolice brzegu, wraz z zimnymi prądami. Od konca 2023 roku belona ma wymiar ochronny 60cm, więc nie zapominajcie o wypuszczaniu małych, niewymiarowych ryb. Te ze zdjęcia, oczywiscie powędrowały w dobrej kondycji do wody.
Belonowe grunciarstwo
Metoda ta, ma właściwie same zalety i wcale nie jest taka statyczna, jak na pierwszy rzut oka, mogłoby się zdawać. Nie liczcie na to, że usiądziecie na krzesełku, odpalicie papieroska, otworzycie piwko….co to to nie! Tu trzeba myśleć i łowić bardzo aktywnie. Niejednokrotnie zmieniając miejsce, koncepcję podania przynęt oraz zestawy.
Czy ta metoda ma w ogóle jakieś wady? W opcji łowienia bardzo aktywnego, pewnie nie. Wydaje się , że jest pozbawiona jakichkolwiek ograniczeń, bowiem nawet zła pogoda oraz wyjątkowo mocne falowanie i wiatr – co dosyć często zdarza się w maju – wcale nie ogranicza połowu. Zaś ryby – jeżeli woda jest choć trochę przejrzysta i prześwietlona słońcem – niejednokrotnie żerują wręcz wyśmienicie. Podczas, gdy ze spinningiem przy dużej fali i silnym wietrze, nie ma co marzyć o wejściu do wody, nie mówiąc tylko o dalekim rzucie, ale względach bezpieczeństwa. Tak więc gruntówka daje nam tę alternatywę i luksus zabawy, nawet w ciężkich warunkach.
Mówiąc w pełni otwarcie, widziałem za dużo rozczarowanych i zawiedzonych spinningistów, którzy przy silnej fali, a zwłaszcza silnym wietrze, uciekają z plaży bezradnie rozkładając ręce. Nawet, gdy ryby żerują dosyć blisko, nie są w stanie ich dosięgnąć, utrzymać błystki, a nie mówimy tu wcale o odległościach rzędu 80-100 metrów. Co w takim razie począć? Przecież niejednokrotnie przyjeżdżacie kilkaset kilometrów. Na kilka dni. Pogody – wiadomo – nie da się zaprogramować.
W takim przypadku, nie ma co się zamykać w swoich utartych schematach i trzymać się tylko jednej, jedynej metody. Przecież wszyscy jesteśmy po trochu, grunciarzami. Niby nikt się nie przyznaje, a każdy po cichu praktykuje? Coś Wam to przypomina? Tak więc zawsze trzeba mieć plan awaryjny i być zawsze przygotowanym na najgorsze…..co ja gadam! Jakie najgorsze. Na najlepsze!!
Wędziska
Do beloniady metoda gruntową, nie potrzeba wcale wyrafinowanego i drogiego sprzętu. Ceny naprawdę przyzwoitych wędzisk plażowych – na dzień dzisiejszy – to już wydatek kilkuset złotych. Zamiast typowo plażowych kijków, możecie zabrać ze sobą mocniejsze karpiówki lub feedery. Takie z ciężarem wyrzutowym, co najmniej 100 gram (3.5 lbs). Najlepsza długość, to ta powyżej 350 cm. Niemniej jak się nie ma co się lubi….wiadomo. Pakujcie kijki na wszelki wypadek do samochodów.
Osobiście wybieram wędziska typowo plażowe (o długości co najmniej 4.10m i ciężarze wyrzutowym ponad 120g). Takie wędki, dają sporą wszechstronność, w świetle zmieniającej się pogody i silnego falowania, a także konieczności dalszego zarzucenia przynęty. Zwłaszcza wtedy, gdy ryby znajdują się ponad 100-120 metrów od brzegu.
Kołowrotki i linki
Na kołowrotki (najlepiej mocniejsze i o większej szpuli) nawińcie na początek żyłkę o średnicy 0.22mm do 0.25mm. Osobiście stosuję żyłki od 0.18 mm wzwyż, ale na początek nie przesadzajcie. Przy silnym falowaniu i uciągu, cienkie żyłki sprawdzą się znacznie lepiej, bowiem opór linki, nie będzie tak duży i nie będzie szybko znosiło zestawów. W przypadku naprawdę ciężkich warunków kiedy pojawia się zielsko, zmieniam szpule, na te z grubszą linką. Zamiast żyłek można stosować z powodzeniem plecionki. Nie grubsze niż 0,13 mm.
Belona jest bardzo sprawnym i aktywnym drapieżnikiem. Wbrew panującej opinii, żeruje aktywnie w każdej głębokości toni. Lubi ruch przynęty, ale w wielu przypadkach bierze bardzo ostrożnie i chimerycznie. To kolejna przewaga gruntówki, w przypadku gdy belona słabo reaguje na ruch, bowiem czasami ryba przedkłada spokój nad ciągłą gonitwę, za czymś błyszczącym. Nie ma się co dziwić. Przecież głównym cel tej ryby w maju, to zajęcie się tańcami godowymi? W takich przypadkach metodą wyjątkowo efektywną – nawet lepszą od gruntówki – jest morska przepływanka, o której opowiem w następnym odcinku.
Do końca linki głównej, dowiązuję każdorazowo koniczny przypon strzałowy, dopasowany średnicą do linki (od 0.18-0.25 mm do 0.50-0.60 mm w swojej najgrubszej części). W przypadku połowu feederem lub karpiówką, możecie nie montować przyponu strzałowego, jeżeli będziecie łowić blisko, z zastosowaniem lekkich ciężarków i bardzo grubej żyłki lub plecionki. Niemniej namawiam to użycia „strzałówki” w każdym przypadku. Będzie po prostu bezpieczniej, zwłaszcza gdy założycie większe obciążenia. Uchroni Was to przed zerwaniem zestawów podczas zarzutu.
Wędki (można łowić na dwie zgodnie z przepisami), opieracie o dedykowany plażowy stojak lub sztyce. Można użyć rur PCV wbitych w ziemię, w które wkładacie dolniki wędek. Brania ryb z reguły są dosyć widoczne i spektakularne. W zasadzie nie da się ich przeoczyć. Chyba, że przy silnym wietrze i sporym uciągu wody.
Ciężarki
Zestawów belonowych – które sam przygotowuję – z reguły nie umieszczam na dnie ze zbyt dużym obciążeniem. Belony lubią ruch przynęty, ale ruch kontrolowany, więc zestawy z powodzeniem można puszczać w lekki, kontrolowany uciąg, który pozwoli na penetrację większych obszarów łowiska. Z tego powodu stosuję określone gramatury (od 60 gram do 150 gram) i kształty ciężarków (portugalki, hiszpanki, które rolują, przesuwając się po dnie) w zależności od warunków pogodowych.
Najczęściej stosuję ciężarki typu torpeda oraz „hiszpanki” oraz „portugalki”. Zwłaszcza te, które mają zdolność toczenia się i są fosforescencyjne. Niemniej, na początek, możecie wykorzystać takie cieżarki, jakie macie w swoim wędkarskim pudełku.
Moje zestawy do połowu
Jeszcze do końca 2023 roku zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami, belony można było łowić na zestawy z jednym tylko trokiem bocznym (przyponem), haczykiem. Po zmianie przepisów, belony możemy już łowić na dwa lub więcej troków bocznych (przyponów). Przepisy wprowadziły także limit długościowy 60 cm na belonę. Jeżeli chcecie posłuchać więcej o zmianach w przepisach, zapraszam na materiał video, ktory przygotowałem dla Was na początku 2024 roku, w czasie wprowadzania istotnych zmian. zmiany w przepisach – Polska Szkoła Surfcastingu.
Jeden z najprostych, klasycznych zestawów, jest na tyle nieskomplikowany, że bez problemu wykonacie go sami. Prezentuję go na poniższej rycinie nr. 1. Większość komponentów, z pewnością znajdziecie także w swoich grunciarskich pudełkach. Co jest wyjątkowo istotne – odległość podstawy mocowania dwóch troków bocznych (przyponów) musi być większa niż sama długość jednego z troków. Zestawy możecie wykonać zarówno z monofilamentu lub karbonu. Albo metodą łaczoną. Monofilament plus troki z karbonu.
Co ważne, przynętę należy lekko unieść w toni, przy zastosowaniu elementów wypornościowych, montowanych bezpośrednio przed haczykiem. Można je “przystopować” gumowym stoperem, ale nie jest to wcale konieczne. Nie zalecam stosowania na tyle dużych elementów wypornościowych (tj. ok 15mm), żeby przynęta dryfowała po powierzchni, w przypadku gdy łowimy dosyć płytko. Raczej skłaniam się na utrzymywaniu przynęty w toni, za pomocą mniejszych pływaków, które dodatkowo łatwiej wejdą do „dzioba” tego żarłoka (zdjęcie poniżej). Kolorystycznie najbardziej sprawdzone są wszelkie odcienie fluo, seledynu czerwieni i pomarańczy. W czasie słonecznej pogody, dobrze działają pływaki w kolorze srebrnym, które refleksują promienie słoneczne, dodatkowo „kłując” naszego “bociana” w oczy.
„Belonowe pikusie” czyli pływaki. Nie zawsze duże znaczy lepiej. Często elementy subtelniejsze, będą efektywniejsze i łatwiej przejdą w głąb wąskiego i głodnego „dzioba”. Dominują kolory drażniące oczy.
Dysponując dwoma wędkami, zawsze stosuję dwa różne zestawy, także z różnymi pływakami, dopasowane do charakterystyki dna oraz głębokości. Umieszczam je w zupełnie dwóch rożnych miejscach łowiska. Oceniam, na który w danym dniu są lepsze brania.
Drugi z klasycznych zestawów na który często łowię – bardzo efektywny – ale z jednym trokiem (przyponem) prezentuje poniższa rycina nr. 2. Trok boczny może mieć długość nawet do 250 – 300 cm. Zestaw jest naprawdę prosty w budowie i nie powinien sprawić Wam większego problemu z przygotowaniem. W przypadku, gdy zastosujecie wędki, o długości około 3-3.5 metra może być problem z zarzutem, więc nie silcie się w takim przypadku na zbytnie wydłużanie troka. Nas początek, spróbujcie z długością maksymalnie 80-120cm. Też będzie dobrze. Jak to się mawia: “piersze koty\belony za płoty”. W tym zestawie w zasadzie nie ma co sie plątać. Jeżeli – na początek- trok boczny nie będzie zbyt długi, a zestaw zarzucicie sprawnie do wody, to już połowa sukcesu. W przypadku zestawu o długości 2,5-3 metrów trzeba się nim nauczyć zarzucać, bo nie jest to takie proste.
Autorski zestaw Arkadiusza Kąkola
Dzięki uprzejmości Arkadiusza Kąkola, jednego z najbardziej doświadczonych wędkarzy plażowych w Polsce, uczestnika Mistrzostw Świata we Francji oraz wielokrotnie nagradzanego uczestnika zawodów polskich i zagranicznych, prezentujemy sprawdzony i autorski zestaw Arka na belonę. Zestaw dotychczas nie by nigdzie publikowany, ale z wiarygodnych źródeł wiemy, że był kopiowany, modyfikowany i jest używany przez wielu wędkarzy oraz zawodników surfcastingowych w Polsce. Arek do budowy głównej cześć zestawu, używa żyłki o średnicy 0.50mm. Reszta elementów oraz całą koncepcja jest widoczna na schemacie, narysowanym piórem Arka. Myślę, że będzie okazja do wspólnego spotkania z Arkiem w tym roku na plaży i omówienia szczegółów budowy tego zestawu.
Bocianie menu
W menu tego bałtyckiego drapieżnika króluje mięsko. W zasadzie w każdej postaci – filecik (śledź, belona, szprot), kawałki lub całe rybki (tubisy, dobijaki). Byleby świeże i ładnie zaprezentowane. Jest to sprawa kluczowa, o czym często zapominamy. Niechlujna prezentacja śmierdzącego śledzika, nie gwarantuje sukcesu. Przynęta musi być świeża, super jakości i do tego odpowiednio przytwierdzona do haczyka, najczęściej typu Aberdeen w rozmiarze nr 6. Zwykle używam przynęt z mrożonek przygotowanych na jesień. Jeżeli nie macie mrożonek, w maju najłatwiej będzie o świeżego śledzia, którego dostaniecie w każdym nadmorskim sklepie rybnym w okolicach portów.
Przynętę zazwyczaj „gumkujemy” przy użyciu elastycznej, rozciągliwej nici tak, aby nie spadła w czasie rzutu i wytrzymała degustację, przez setki drobnych ząbków „dzioba bociana”. Są wyjątkowo ostre i nie wybaczają naszych błędów. Kawałek przynęty na haczyku, nie może być zbyt wielki, bowiem nie przejdzie przez wąski dziób bociana. Jeżeli ma być duży, to powinien być wąski, ale nie szeroki. Belonie łatwiej będzie łyknąć wąską rybkę, ale nie szerokiego burgera śledziowego.
Fragment fileta z belony, który widzicie na powyższym zdjęciu – po gumkowaniu – pomniejszam na tyle na ile jest to możliwe, za pomocą nożyczek. Jeżeli chcecie więcej poczytać o bałtyckich porzynętach zapraszam do lektury 9 części poradnika surfmaniaka.
Jak widać na jednym z poniższych zdjęć, w degustacji sporych rybek, nie przeszkadza długi i cienki dziób. Ja z reguły jednak zakładam na haczyki kawałki tubisów, które dzielę na 3-4 części. Jednak moim ulubionym patentem i przynętowym „killerem” zamiast tubisa lub śledzia…jest cienki paseczek fileta z… samej belony. Najlepiej tej świeżej. Mam też kilka ulubionych przynętowych trików, ale zostawię je na inną okazję.
Surfing na fali
Nie wiem czy wiecie, ale „bałtycki bocian” świetnie surfuje na szczycie fal. Jak się o tym przekonać? Po braniu – które widać w spektakularny sposób na szczytówkach – pozwólcie rybie powalczyć, podnosząc ją szczytówką skierowaną do góry, w górne partie wody. Przy falowaniu, niejednokrotnie zobaczycie belonę wyskakującą na szczycie fal. Nie pozostaje wtedy nic innego, jak pozwolić na surfing, a rybka wpadnie wyślizgiem na bałtycki piasek szybciej, niż zdążycie się zorientować. Przy okazji zaoszczędzicie sobie sił, a przede wszystkim rybie męki, związanej z siłowym holem. Trzeba się tylko szybko uwijać się ze zwijaniem linki. Wtedy łatwiej rybę w dobrej kondycji wyhaczyć i uwolnić.
Nie ukrywam, że łowienie belon na morską gruntówkę jest spektakularne i widowiskowe zarazem. A jeżeli jeszcze w doborowym towarzystwie, czegóż pragnąć więcej? Wspólne łowienie belon, to najlepsza motywacja do spotkania na plaży, nawet dla płci pięknej, która zawsze chętnie aktywnie uczestniczy, w wydawałoby się typowo “męskich” zmaganiach. Emocje każdorazowo towarzyszące łowieniu tych pięknych i walecznych ryb, są wręcz nie do opisania. Musicie sami poczuć bałtycką bryzę i zobaczyć to na własne oczy. Jeżeli spróbujecie, obiecuję, że “wpadniecie jak śliwka a w kompot”.
W drugiej części, omówię inne metody połowu tej wyjątkowo sportowej, bałtyckiej ryby. Zapraszam serdecznie do lektury i jak najczęstszych wizyt na bałtyckiej plaży.
Po kilku pobytach na plaży, nie zapomnijcie wymienić zestawy na te nowe. Hol belony zawsze je znacznie nadwyręża. Zestawy tracą swoje właściwości, skręcają się, nie mówiąc o ostrości haczyków, która jest w tym wypadku kluczowa
Jeżeli zapytacie mnie, co w wędkarstwie plażowym decyduje o sukcesie, odpowiem bez wahania: jakość, rodzaj oraz sposób prezentacji przynęty. Pamiętajcie, że najlepszy nawet sprzęt, nie zastąpi Wam odpowiedniej jakości tego, co założycie na haczyki. W związku z tym, że w trakcie sezonu wędkarskiego nie zawsze dysponujemy świeżymi przynętami, musimy pamiętać o tym, aby morską stołówkę przygotować zawczasu. Tu nie ma miejsca na kuchnię wegetariańską, bo wszędzie króluje mięcho! O tym jak przygotować się do tematu logistycznie i praktycznie, opowiem w dzisiejszym odcinku.
Szkoła życia
Na początek historia, która całkowicie zmieniła moje podejście do tematu bałtyckiej stołówki. Niby proste i oczywiste, ale…. Był maj. Stałem ze spinningiem po pas w „solance”, polując na belony. Za którymś z kolei rzutem, wyłowiłem pięknego dorodnego i dużego dobijaka. Nadział się biedaczek na kotwiczkę, więc bez wahania skróciłem jego cierpienia. Zapakowałem go do kieszeni spodniobutów i po powrocie do domu, znalazł się w lodówce. Pomyślałem, że może się przyda? Minęło kilka dni. Pojawiam się nad wodą ponownie, żeby zapolować na belonę. Tym razem z wędkami plażowymi, bo ryby od kilku dni stoją poza zasięgiem rzutu spinningiem. Mija godzina, dwie i nic się nie dzieje. Zmieniam przynęty jak rękawiczki, ale bez efektu. W pewnym momencie doznałem olśnienia, bo w pudełku zabrałem przecież ze sobą owego dobijaka, którego nie zamroziłem, a po prostu przetrzymałem w lodówce! Odciąłem kawałek rybki. Owinąłem nitką i założyłem na hak. Rzut. Nie minęło 5 minut. Pierwsze branie. Potem były następne i następne. Efekt był taki, że marnej jakości mrożonkami podzieliłem się z bałtyckim ptactwem, a ja od tego czasu, całkowicie zmieniłem taktykę pozyskiwania i przechowywania przynęt.
Świeża za czy mrożona?
Sprawą oczywistą jest to, że zastosowanie świeżej, bałtyckiej przynęty jest ideałem. Myślę tu głównie o śledziach, tubisach, dobijakach, szprotach czy nawet samej belonie. W związku z tym, iż świeże mięsko nie zawsze jest osiągalne przez cały sezon, pojawia się potrzeba przygotowania mrożonek. Wyjątkiem są oczywiście dendrobeny, rosówki czy białe robaki, które z powodzeniem możecie stosować i są właściwie osiągalne, przez okrągły rok.
Tubisy oraz dobijaki pozyskacie głównie – choć nie tylko – późną jesienią, brodząc z podbierakiem z drobniutką siatką przy brzegu. Możecie też spróbować łowić je wczesną wiosną, a nawet w środku lata, w szczególności, gdy woda w lato w szybki sposób się ochładza do temp. ok 8-10*C. Jedna z moich ciekawszych przygód, w jaki sposób zaopatrzyłem się w przynęty, wydarzyła się w zeszłym roku. Wybrałem się na plażę z wędkami na początku września. Temperatura powietrza miała około 28*C. Woda była lodowata, bo w ciągu jednej doby temperatura spadła z 18*C do około 9-10*C. Pod brzegiem wręcz gotowało się od tubisów i dobijaków. Dzieci wraz z rodzicami biegali z siatkami „na motyle” przy brzegu i mieli ogromną frajdę, łowiąc ich spore ilości. W ten sposób – całkowicie nieoczekiwanie – zapełniłem sobie zamrażarkę. Po powrocie do domu, zrobiłem paczuszki i jestem przygotowany do łowienia.
Świeże śledzie, złowicie w kwietniu, maju lub zakupicie od rybaków przez okrągły rok (może z wyjątkiem gorącego lata). Filet z belony, najłatwiej zdobyć w maju. Ze świeżym szprotem jest trochę trudniej, ale w mrożone szproty – dobrej jakości- zaopatrzycie bez problemu, od maja do września.
Generalną zasadą przygotowania mrożonek jest to, że mięso po rozmrożeniu musi być niemal tak świeże, jak przed jego zamrożeniem. Aby osiągnąć ten cel, świeża przynęta musi być odpowiednio przygotowana do mrożenia, a potem przechowywana w odpowiednich warunkach i stosunkowo niskiej temperaturze. Najlepiej poniżej minus 20-25*C.
Zapytacie się pewnie, jak to zrobić? Przecież – na pierwszy rzut oka – nie ma żadnej filozofii w prostym wrzuceniu przynęty do zamrażarki? Nic bardziej mylnego. Jeżeli nie zrobicie tego tak, jak opisałem poniżej, z biegiem czasu, mięsko rybie szybko zjełczeje, utleni się, zżółknie, a przede wszystkim zacznie wysychać. Na koniec, zacznie podśmierdywać.
Moja metoda
Moja metoda przygotowania jest prosta, ale wymaga drobnego nakładu kosztów oraz czasu. Ten realny koszt, to najtańsza zgrzewarka próżniowa i przeznaczone do tego celu, torebki do zgrzewania. Koszt zgrzewarki z torebkami, to około 150 złotych. Zakładam bowiem, że każdy dysponuje dobrą lodówką ze strefą mrożenia (lub zamrażarką). Podstawową zasadą jest to, że nie mrozimy wszystkiego w całości np. dwa kilogramy śledzia, a potem w trakcie sezonu rozmrażamy wszystko, lub część za każdym razem, chcąc pozyskać ilość potrzebną do łowienia. Każdorazowo przygotowujemy pakunki, które dostosowujemy do naszych potrzeb. Zazwyczaj przygotowuję paczuszki, które swoją zawartością, starczają mi z reguły na kilka godzin łowienia, każda z odrębnym rodzajem przynęty. Ciężko jest bowiem zrobić paczuszki ze wszystkim naraz, z uwagi na dostępność poszczególnych przynęt w ciągu roku.
Jeden pakunek na jedno łowienie, który zabieram ze sobą na plażę, zawiera osobno torebki zawierające: kilka śledzi, kilka lub kilkanaście tubisów, filet lub część korpusu belony oraz kilka lub kilkanaście szprotek. Przed wyjściem nad wodę otwieram zamrażarkę i wiem co, gdzie oraz w jakiej ilości mam. A także co i w jakiej ilości zabrać nad wodę, bowiem każdą paczuszkę staram się opisywać markerem z datą mrożenia przynęty.
Mrożenie w torebkach do zgrzewania, z których wcześniej usuwamy większość powietrza, daje jedyną gwarancję na w miarę długi okres przechowanie przynęt.
Skądinąd wiem, że część z Was stosuje torebki strunowe lub zwyczajne sklepowe „zrywki” do mrożenia. Sprawdza się to tylko na krótką metę, bowiem nawet w środku takich torebek, w niskiej temperaturze przy dostępie tlenu, zachodzą nieodwracalne procesy zmiany tekstury przynęt. Mrożenie próżniowe, pozwala na zdecydowanie dłuższe przechowania przynęt i spowolnienie procesów zmiany tekstury oraz wysychania przynęty.
Odpowiednia prezentacja
Skoro nasza morska stołówka jest już przygotowana, warto wspomnieć o odpowiedniej prezentacji przynęty. Jest to tak samo istotne, jak jej jakość. Wielokrotnie przekonałem się, że jej niefachowe a zwłaszcza niechlujne i mało estetyczne przygotowanie, jest powodem niepowodzeń. To trochę tak jak ze zrobieniem ładnej i świeżej kanapki, na którą każdy z nas się połakomi. Na tą brzydką, nieświeżą z obeschłą kiełbaską i przywiędłą sałatą – niekoniecznie. Gdy filety są zbyt duże, nieodpowiednio dopracowane, poszarpane – z trudem znajdą bałtyckiego amatora. W związku z tym, namawiam każdego z Was, do zaopatrzenia się w zestaw nici elastycznych, które przy odrobinie wprawy, pozwala zrobić z każdego kawałka mięska, istne cudo anty-wegetarianizmu. Dzięki zastosowaniu nici o różnej elastyczności, przynęty możemy uformować w odpowiadający nam sposób.
Szwedzki stół
Rodzaj przynęt powszechnie stosowanych w naszych bałtyckich warunkach, dostosowujemy oczywiście do gatunku poławianych ryb. Niemniej doświadczenie pokazuje, że różne wariacje smakowe, są jak najbardziej wskazane. Nie trzymajcie się zawsze i wszędzie schematu jednej przynęty i nie bójcie się stosować przysłowiowych „kanapek”, bowiem sprawdzają się bardzo dobrze. W przypadku stosowania zestawów z dwoma lub trzema trokami bocznymi – w połowie fląder – na początek zastosujcie różne mięsko, na różne haki. Wbrew panującej opinii – flądra jest dosyć wybrednym smakoszem – i nie tak łatwo utrafić w jej wysublimowane gusta. Więc lepiej podać coś zróżnicowanego, co podpowie nam, jaka przynęta w danym dniu, może okazać się kluczem do sukcesu.
Oczywiście przedstawione rodzaje przynęt to nie jedyne, którymi można skusić nasze bałtyckie ryby, ale o morskiej kuchni egzotycznej i o bałtyckich „żyjątkach”, porozmawiamy przy następnej okazji. Zwłaszcza o ryzyku wprowadzania obcych gatunków i warunkach prawnych.
Zestaw nici elastycznych ze specjalnym „urządzonkiem” jest nieodzowny na bałtyckiej plaży. Pozwala na bezawaryjne wyciąganie nitki – której koniec zawsze zostaje na zewnątrz – nawet wtedy, gdy warunki wietrzne są niesprzyjające, a ręce wychłodzone. Dodatkowo w zależności od potrzeb – dosłownie w moment zdejmujemy wieczko – i podmieniamy szpulkę na nić, o wymaganej grubości i stopniu elastyczności.
Największym „zabójcą” rybiego mięsa, jest dostęp powietrza i nieodpowiednia temperatura mrożenia. Z biegiem czasu traci ono wilgotność, wysycha oraz zaczyna jełczeć. Dodatkowo traci swoją sprężystość oraz właściwości „smakowe”, przez co po rozmrożeniu, jest zdecydowanie mniej atrakcyjne dla ryb. Przechowywanie mrożonek w “zrywkach” lub zwykłej foli kończy się na dłuższą metę tak samo – spójrzcie na zdjęcie na dole po prawej stronie . Czy ktoś ma ochotę na taką smażoną rybkę? To jest typowy przykład na to, jak nie należy przygotowywać i przechowywać przynęt.
Świeże przynęty wystarczy umieścić w torebce, włączyć zgrzewarkę próżniową, wyciągnąć pożądaną ilość powietrza i już! Po takim zabiegu pakunki umieszczamy w temperaturze nie mniejszej niż minus 20*C. Tak zamrożony materiał przechowuję maksymalnie rok, bo w cyklu rocznym zastępuję go na bieżąco, nowymi mrożonkami. Co wyjątkowo ważne – każdą torebkę dokładnie opiszcie z datą oraz zawartością za pomocą zwykłego markera.
Zarówno zamrożone jak i świeże przynęty, zawsze zabieram nad wodę w „plażowej lodówce”, do której wrzucam wkłady chłodzące, aby cały czas utrzymać niską temperaturę.
A teraz kilka słów o rodzajach stosowanych przynęt. Oczywiście nie wszystkich, ale tych najczęściej stosowanych na bałtyckiej plaży.
Śledź jest dobry na wszystko. Nie pogardzi nią zarówno flądra, turbot, belona, dorsz (pamiętajcie o obecnym zakazie połowu), a także bałtycka troć. Jest przynętą numer jeden na bałtyckiej plaży, z uwagi na jego powszechną dostępność. Z reguły tuszkę kroję ostrymi nożyczkami (a nie nożem!), na podłużne 3-5 cm paski, o grubości ok.1cm i przewlekam kilka razy przez haczyk. W związku z tym, iż śledź to z reguły dosyć miękka przynęta – aby uchronić go przed spadaniem w czasie rzutu – owijam go obowiązkowo nitką elastyczną. Znaną metodą poprawy tekstury śledzi, które „pójdą” później na haczyk, jest ich moczenie….w soli. Sól wyciąga z ryby wodę, tuszka robi się zdecydowanie bardziej twarda i nie spada tak łatwo z haczyka.
Tubis i dobijak – to wyjatkowo skuteczne przynęty w połowie fląder, turbotów, dorsza (zakaz połowu), troci oraz belony. Bardzo duże dobijaki i tubisy filetuję, stosuję mniejsze połówki lub mniejsze kawałki. Najczęściej staram się zakładać całe rybki dopasowując ich wielkość, do poławianego gatunku. Po założeniu, zalecam dodatkowe mocowanie z użyciem nici elastycznych. Zapobiegnie to zerwaniu się przynęt, przy energicznym zarzucie oraz pozwoli na odpowiednie uformowanie przynęty. Z reguły staram sie przewlec całe rybki przez haczyk i nawlec na żyłkę, po czym owijam cały pakiet nitką elastyczną na całym przebiegu. Należy to robić dokładnie, bo jeden błąd i rybka przy rzucie zniknie z haczyka.
Filety z belony to wyjątkowo skuteczna przynęta w połowie większości bałtyckich gatunków. Najlepsze wyniki osiągam w połowie płastug, które w niektórych porach roku przedkładają belonę, ponad wszystkie inne smakołyki. Filety z belony, to także wyśmienita przynęta…na samą belonę. Zarówno świeże jak i rozmrożone filety są dosyć wdzięcznym materiałem – są sprężyste i mają twardą skórę, przez co bardzo dobrze trzymają się na haczykach. W połowie fląder, stosuję paski o długości 3-4cm i szerokości maksymalnie 1cm. W większości przypadków filety nie potrzebują „nitkowania”. Jednak ja z reguły stosuję nitkę, aby przynętą osiągnęła pożądany przeze mnie kształt. Zwłaszcza, gdy ma się zmieścić w wąski pyszczek „bałtyckiego bociana”.
Szprot jest wyśmienitą przynętą na bałtyckiego dorsza, troć, turbota oraz flądrę. Jest jednak wyjątkowo „niewdzięczny” w obróbce i trzeba mieć dużą wprawę, żeby poradzić sobie z odpowiednim przygotowaniem i założeniem tej przynęty na haczyk. Jest wyjątkowo miękki – zarówno świeży jak i rozmrożony – i bezwzględnie wymaga zastosowania nitki elastycznej tak, aby uformować przynętę i przymocować ją gęstym oplotem do haczyka i do żyłki troka bocznego, tak jak na zdjęciu poniżej. Z reguły stosuję całe szproty, bo w trakcie przygotowania, a także po zarzucie szybko tracą swoją objętość i strukturę.
Czerwone robaki są przynętą numer jeden w połowie bałtyckiego białorybu – leszczy oraz płoci. Dobrze sprawdzają się także w połowie bałtyckich okoni, węgorzy (obecnie całkowity zakaz połowu), a także płastug. Z czystej wygody i sklepowej dostępności, bałtyccy łowcy stosują hodowlane dendrobeny, o rozmiarze 3 i 4. Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem własnych „kompościaków”, które mają nieocenione walory smakowe (oczywiście dla ryb). Przekonałem się o tym wielokrotnie w połowie bałtyckich leszczy. Niemniej w trakcie sezonu także wspomagam się kupnymi dendrobenami, ale tylko ze sprawdzonych źródeł. Na haczyki nadziewam reguły większy pęczek – bo zazwyczaj w czasie rzutu coś się urwie lub spadnie. Znam wędkarzy, którzy stosują taśmę PVA, owijając pakiety robaków przed zarzutem, ale ja osobiście nie praktykuję tej metody. Zamiast tego zazwyczaj stosuję białe robaki (które notabene, są też bardzo dobrą przynętą, w połowie biłaorybu i nie tylko) , nadziewane na grot haczyka, które pełnią funkcję naturalnego stopera, wzbogacając smakowo pęczek „czerwońców”. Jeżeli chcecie zwiększyć jędrność czerwonych robaków przed ich założeniem na haczyk, koniecznie wrzućcie je na chwilę do pojemniczka z chłodną, morską wodą. Zmniejszycie ryzyko, że spadną z haczyka podczas zarzutu.
Rosówka jest niedocenianą przez plażowych wędkarzy, ale wyjątkowo skuteczną przynętą w połowie leszczy, okoni oraz węgorzy (przypominam o obecnym całkowicie zakazu połowu). W połowie leszczy i okoni, stosuję kawałki nadziane kilkakrotnie na haczyk. W przypadku węgorzy – kiedy jeszcze można je było poławiać – używałem z dobrym skutkiem całych, dużych rosówek, które nadziewałem na haczyki przy użyciu długich igieł i nawlekałem na żyłkę. Pamiętajcie o tym, że rosówki wymagają częstej podmiany na nowe!
Krewetki, które zakupicie świeże lub mrożone to częsta alternatywa gdy jedziecie na ryby i nie ma cie ze sobą nic. Po drodze w planach jedziecie do sklepu, kupić świeżego śledzia. A tu klops. W sklepie nie ma nic. Ale ciągle jest otwarta “biedronka”, w której dostaniecie zamrożone krewetki od ręki. To jest niewątpliwa zaleta. Drugą jest to, że rozmrażają sie one dosyć szyko. Są też dosyć wdzięczne w obróbce na haczykach, ale wymagają koniecznie zastosowania nici tak, aby nie spadały z haczyka podczas rzutów. Nie ukrywam, że świeża krewetka, ta z pancerzykiem, w niektorych okolicznościach to przynęta “killer”. Spróbujcie sami. Warto zainwestować w tą dosyć drogą przynętę, zwłaszcza w połowie bałtyckich płastug. Niemniej mrozóne, sprawdzają się także.
Przynęty na haczykach wymagają regularnej zmiany zgodnie z zasadą: jeden rzut jedna przynęta. Kilkugodzinne moczenie tego samego „robaka” w wodzie, jest najczęstszym błędem popełnianym przez początkujących wędkarzy.
Kilka słów o haczykach
Aby dobrze zaprezentować przynętę, koniecznym wydaje się zastosowanie odpowiedniego typu i rozmiaru haczyków do rodzaju stosowanego mięska. Używajcie haczyków przeznaczonych do połowu w „solance”. Najczęściej stosuję haczyki typu Aberdeen (z długim trzonkiem i z uszkiem) w rozmiarach od 6 do 2. W połowie białorybu stosuję rózne wariacje haczykowe, w zależności od tego co akurat mam.
Zasada stosowania haczyków jest prosta. Muszą być ostre i odpowiednio dowiązane. Znam także takich wędkarzy, którzy po wrzuceniu do wody jednego zestawu, nigdy go już nie wykorzystują ponownie z uwagi na to, że haczyki się już stępiły. Oczywiście nie namawiam do takiego radykalizmu, ale zalecam styl zdroworozsądkowy. Częstsza zmiana haczyków i zestawów, to mniejsza liczba splątań i większa ilość ryb na brzegu.
W zasadzie, to by było na tyle, tej krótkiej wariacji na temat przynęt i ich przygotowania.
Jak zwykle, gorąco pozdrawiam oraz zachęcam do lektury, także wcześniejszych części mojego poradnika.
Oczywiście zapraszam do wspólnych spotkań na plaży. Szczegółów szukajcie na naszej stronie oraz na profilu Szkoły na FB.
To kolejne już szóste, plażowe, integracyjne otwarte spotkanie na bałtyckiej plaży ”DARŁOWSKA BELONIADA DLA KAŻDEGO” . Zapraszamy na spotkanie, które tak jak zwykle, będzie miało charakter spotkania otwartego, integracyjnego dla wszystkich sympatyków wędkarstwa plażowego i wszystkich chętnych.
Będzie okazja, do wspólnego łowienia i wymiany doświadczeń. Pomożemy, odpowiemy na wszystkie pytania, podzielimy się swoim doświadczeniem.
Jeżeli nie macie sprzętu, a chcielibyście zacząć swoją przygodę z wędkarstwem plażowym, także serdecznie zapraszamy.
Wszystko w doborowym towarzystwie zespołu Polskiej Szkoły Surfcastingu i Darłowskiego Towarzystwa Turystyczno-Wędkarskiego przy oprawie medialnej Radio Gozdawa. Zapewniamy miłą atmosferę i dawkę pozytywnych emocji!
Data: 17 maj 2025
Start: godz. 9:00
Miejsce: plaża Darłówko wschodnie
Więcej szczegółowych informacji pojawi się na naszym profilu FB (klikając w poniższa ikonkę) oraz na naszej stronie www w kolejnych postach.
Ciężarki plażowe to wyjątkowo istotna część plażowego wyposażenia, która nie zawsze traktowana jest z należytą atencją. Brak określonego kształtu czy gramatury, często się mści i uniemożliwia efektywny połów. Dlaczego tak się dzieje i jakie ciężarki zabrać ze sobą na plażę, dowiecie się w dzisiejszym już ósmym odcinku naszego plażowego abc – czyli poradnika surfmaniaka. W dzisiejszym odcinku, omówię podstawowe modele ciężarków, które używam.
Ciężkie wybory
Czy ciężej znaczy lepiej? Jaką gramaturę dobrać do określonych warunków? Czy kształt i kolor ma znaczenie? Ile i jakie ciężarki zabrać na plażę? Odpowiedzi na te pytania, tylko z pozoru są proste. Często będziecie stać przed dosyć ciężkim wyborem, bo sprawa jest dosyć skomplikowana. Dlaczego? Wybór odpowiedniego ciężarka, uzależniony jest, od bardzo wielu czynników, takich jak: warunki wietrzne, siła falowania i uciąg, ukształtowanie dna i typ łowiska, technika rzutowa, ciężar wyrzutowy wędziska, gatunek poławianej ryby, a co za tym idzie także rodzaj zestawu. Także tego, czy łowimy w dzień czy w nocy. W związku z tym, że ciężarki to jedna z cięższych części naszego wyposażenia, trzeba znaleźć złoty środek tak, aby mieć na plaży to co trzeba, ale żeby nie brać ze sobą na plażę sklepu z ołowiem. Na początku waszej plażowej drogi, możecie wykorzystać wszelkie gramatury i kształty, które posiadacie i przywieziecie ze sobą na plażę. W przypadku małego falowania morza, zarówno kształt i gramatura nie będą miały większego znaczenia. Najważniejsze, żeby zarzucić i zacząć zabawę. Sytuacja komplikuje się – gdy zaczyna dmuchać i wiatr napędza fale. W sezonie letnik dodatkowym „przeciwnikiem” będzie oczywiście wszechobecne „zielsko”.
Gramatura
Ciężej nie znaczy wcale lepiej i dalej. Błędem początkujących wędkarzy, jest stosowanie zbyt dużych gramatur. Pozornie wydaje się, że jak cięższe, to da się dalej zarzucić i ciężarek będzie lepiej trzymał się dna. Nic bardziej mylnego. Masa ciężarka, musi być każdorazowo dopasowana do ciężaru wyrzutowego i specyfiki wędki oraz techniki rzutu. Najbardziej uniwersalnymi gramaturami – które polecam w najprostszej technice rzutu znad głowy – jest zakres pomiędzy 80-150g. A o tym, czy ciężarek będzie dobrze leciał, świadczy głównie technika rzutu i jego kształt, a nie tylko ciężar. To, czy ciężarek będzie lepiej lub słabiej trzymał się dna, nie zależy tylko i wyłącznie od jego ciężaru, ale kształtu dopasowanego do specyfiki dna. Niejednokrotnie lżejsze ciężarki, o określonych kształtach, np. piramidy, stożki o masie 120-140g, trzymają się dna o wiele lepiej niż inne kształty, ale cięższe nawet o 40-50g.
Z biegiem czasu doszedłem do wniosku, że stosowanie lżejszych ciężarków ma więcej zalet, niż stosowanie zbyt ciężkich. Tak więc coraz częściej schodzę poniżej 150g i uważam, ze stosowanie cięższych, powinno być zarezerwowane na „szczególne warunki”.
Kolor i fosforescencja
Czy kolor ma znaczenie i wypływa na ilość brań? Uważam, że w określonych okolicznościach takich jak: natężenie światła, przejrzystość wody, ukształtowanie i typ dna, może mieć znaczenie. Niewątpliwie ciężarki fluorescencyjne (fluo), a zwłaszcza fosforescencyjne (fosfo), które świecą światłem o różnym natężeniu i kolorze, mają znaczenie zwłaszcza w nocy. Jasną sprawą jest, że ciężarki same nie łowią, bo koniec końców, głównie liczy się rodzaj i jakość przynęty.
Coś uniwersalnego, czyli najlepszy kształt
Zapytacie zapewne, co w takim razie polecam? Poniżej przedstawiam moje ulubione i sprawdzone kształty oraz gramatury. Jeżeli szukacie czegoś sprawdzonego i uniwersalnego, wybierzcie coś z poniższej listy, dopasowując każdorazowo – tak jak już wcześniej wspomniałem – do warunków pogodowych, specyfiki wędki i zdolności rzutowych. Oczywiśćie to nie są wszytskie dostępne kształty, kolory itp.
Z biegiem czasu, każdy z Was, zdobędzie na tyle dużo doświadczenia, że dokładnie będzie widział, w jaką gramaturę, kształt czy kolor, zaopatrzyć się przed wyjściem na plażę. Eksperymentujcie, nie ograniczajcie się tylko w jednego kształtu. „Żonglujcie” kolorami i gramaturami. Odkrywajcie zalety określonych kształtów i kolorów. Nie ma nic gorszego, jak stosowanie tylko jednego typu ciężarka. Pamiętajcie, że źle dobrany kształt i ciężar, to częsty powód powrotów znad wody „o kiju”.
Pocisk (włoski) w kształcie grzybka widoczny na poniższym zdjęciu, to mój ulubiony kształt. Leci daleko i dobrze kotwiczy zestaw. Jego właściwości toczenia się – w przypadku fali i uciągu – wykorzystuję do aktywnego poszukiwania ryb w łowisku. Przy okazji jest wyjątkowo funkcjonalny, bo bardzo łatwy w „operowaniu” i nie stawia większych oporów, przy ściąganiu zestawu. Stosuję gramatury od 125g do 150g max. w kolorze czystego ołowiu. Kiedyś stosowałem 175g, ale już od kilku lat zaniechałem tak ciężkich gramatur. Dla mnie ten ciężarek, to numer jeden na bałtyckiej plaży.
Piramida to ciężarek, którego po prostu, nie wypada nie mieć. Uwielbiany przez bałtyckich wędkarzy, ale w mojej ocenie często „nadużywany”, bowiem jest stosowany zawsze i wszędzie. To zdecydowany błąd! Piramidy przydają się głównie, w przypadku silniejszego falowania i mocniejszego uciągu, a nie na spokojne warunki! Przekonacie się o ich wartościach użytkowanych, kiedy potrzebne jest aktywne zakotwiczenie zestawów na dnie. Stosuję gramatury 120g do 150g. W przypadku wyjątkowo silnego falowania przechodzę maksymalnie do 160-185g zamiast stosować ciężarki z „wąsami”. W połowach nocnych, dobrze sprawdzają się, jedno lub dwukolorowe odmiany fosfo.
Piłka jest po piramidach, najbardziej lubianym ciężarkiem, na bałtyckiej plaży. Jednak stosowanie piłek, wymaga szczypty doświadczenia, żeby znaleźć złoty środek, pomiędzy wagą i właściwościami tocznymi tego ciężarka. Jeżeli nie dopasujcie masy ciężarka do uciągu i fali, piłka będzie przesuwana zbyt szybko……lub wcale. Z reguły stosuję gramatury rzędu 80g do 140g. Większość z moich piłek, jest z reguły wyposażona w dłuższą antenkę. Zapytacie dlaczego? Dlatego, że lekkie falowanie na twardym dnie, powoduje ruch wahadłowy antenki i delikatne podciąganie, czyli „pracę” zestawu. Dodatkowo antenka ułatwia uwolnienie ciężarka, który ma nadzwyczajne właściwości wpadania w miękki piasek. Stosuję piłki w różnej gamie kolorystycznej, w tym fosfo. Moje ulubione kolory, to czerwień hiszpańska oraz biały i żółty fosfo. Lubię także czysty ołów.
Stożek, zwany często wiadrem, świetnie mocuje zestawy na dnie, ale przy uciągu i fali, pozwala na lekkie toczenie się zestawów, zatrzymując się na dnie tam, gdzie jest lekkie zagłębienie i nierówność. W mojej ocenie, jest o wiele bardziej wszechstronny niż piramida. W naturalny i kontrolowany sposób „wędruje” do miejsc, gdzie możemy się spodziewać żerującej ryby, a właściwości toczące pomagają wielokrotnie w samo zacięciu niezdecydowanej ryby. Stosuję je zazwyczaj w formie fosfo, w gramaturach 135g do 160g. Szczególnie lubię kolor biały i pomarańczowy. Stożki „latają” wcale nie gorzej niż piramidy, dlatego zachęcam bardzo do ich stosowania. Stosuję stożki zarówno z dłuższą antenką, jak i bez (tylko z uszkiem).
Dysk (krążek) to wyjątkowy ciężarek, który wykorzystuję głównie w połowie fląder. Często mówię, że ten płaski ciężarek jest dla „płaskich”. Stosuję małe gramatury od 60g do 120g. Świetnie nadaje się do penetracji piaskowego dna, bowiem podczas podciągania zestawu, wyjątkowo efektywnie tworzy chmurkę piaskową, uwalniając z dna flądrowe smakołyki. Podciągany krążek powoduje min. „wyskakiwanie” z miękkiego piasku dobijaków lub tubisów. Taki sunący po dnie płaski bolid, często wzbudza zainteresowanie ospałej i obżartej oraz zakopanej po „uszy” (znaczy oczy) flądry. Stosuję je w nocy i głównie w opcji białej fosfo.
Ciężarek z kolcami (powszechnie nazywany drapakiem) stosuję wyjątkowo rzadko. Niemniej musicie mieć je w swoim arsenale, bo będą potrzebne przy bardzo silnym uciągu, gdy nie będziecie w stanie utrzymać zestawów na dnie, przy użyciu piramid lub stożków. Wąsy kotwiczą zestawy, ograniczając do minimum przesuwanie. Wadą tych ciężarków jest to, że niejednokrotnie trzeba je wręcz “wyrywać” siłowo z dna, co nierzadko kończy się zerwaniem linki lub nadmiernym „zmęczeniem” żyłek. Gramatura, którą stosuję, to 135g wzwyż. Ciężarki te mają wyjątkowo słabe właściwości lotne.
Najbardziej powszechną bazą do budowy ciężarków jest ołów. Do produkcji wykorzystuje się także inne materiały, w tym min. kamień. Z uwagi na stosunek objętości do masy oraz kształt, tracą one swoje dobre właściwości lotne. Niemniej, kiedy potrzebny jest kamuflaż i łowienie pośród kamieni, sprawdzają się znakomicie.
Wzbudzanie ciężarków pokrytych powłoką reagującą na światło – zwane fosforescencją – jest powszechnie stosowane w wędkarstwie plażowym. Najlepszy efekt uzyskacie używając specjalnej, małej latareczki ze światłem UV. W odróżnieniu do zwykłej latarki, efekt świecenia po wzbudzaniu utrzymuje się dłużej.
Kilka słów o bezpieczeństwie
Na koniec kilka słów o tym, o czym bezwzględnie musimy pamiętać, czyli kwestia bezpieczeństwa. Prawidłowa umiejętność posługiwania się ciężarkami, jest podstawą bezpiecznego łowienia. Zaczynając od odpowiedniej techniki rzutu, a kończąc na aspektach technicznych materiałów użytych do mocowania ciężarka, w tym wszelkich klipsów montażowych oraz odpowiedniej umiejętności ich dowiązania. Do tego odpowiednia jakość materiałów użytych, w tym: linki głównej, przyponów strzałowych itp. Popełniony błąd może skończyć się wręcz tragicznie więc pamiętajmy, że w tym przypadku nie ma miejsca na jakiekolwiek kompromisy. Często łowimy na plaży, na której są inni wędkarze lub inni ludzie. Trzeba mieć zawsze oczy dookoła głowy plus włączone myślenie. Absolutnie nie wolno łowić i zarzucać zestawy, po spożyciu alkoholu. Ciężarki wprawione naszą siłą w ruch osiągają niebagatelne prędkości, a wszelkie błędy to zagrożenie dla nas samych i otaczających nas osób.
Stosujmy sprawdzone mocne klipsy do montażu ciężarków, dopasowane swoją wielkością, wytrzymałością do gramatury stosowanych ciężarków. Małe klipsy nie wytrzymują naprężenia. Często strzelają lub wyginają się w czasie rzutu.
2. Wiążmy umiejętnie klipsy! Stosujmy odpowiednie węzły. Jeżeli jesteśmy niepewni zastosowanego wiązania, utnijmy przypon strzałowy i zawiążmy jeszcze raz. Do skutku. Bez żadnych kompromisów.
3. Sprawdzajmy stan techniczny ciężarków przed łowieniem i każdym zarzutem. Wszelkie wady techniczne, zwłaszcza w obrębie zaczepu ciężarków, krętlików, dyskwalifikują taki ciężarek z dalszego użycia.
4. Bezkompromisowo stosujmy przypony strzałowe dobrej jakości i nie przestarzałe, zleżałe. Dopasujmy ich grubość, do charakterystyki wędki, techniki rzutu, planowanej gramatury ciężarka.
5. Nie eksperymentujcie z różnymi technikami rzutu, jeżeli nie jesteście w każdym z powyższych elementów odpowiednio przygotowani. A już na pewno, nie eksperymentujcie na plaży, jeżeli w pobliżu znajduje się dużo ludzi.
6. W przypadku technik rzutu OTG lub pendulum, bezwarunkowo używajcie klipsów, które uniemożliwiają „wyskoczenie” zaczepu ciężarka z klipsa w czasie rzutu. W tym klipsów wsuwanych lub z wsuwanych i blokowanych rurką termokurczliwą. Najlepsze klipsy to te, które po wpięciu uniemożliwiają jakiekolwiek powrotne wypięcie się ciężarka. Najlepsze w tym zakresie są klipsy firmy Breakaway tzw. Fast Link-Clips czy modele do nich podobne.
7. Kontrolujcie i stosujcie odpowiednią grubość i jakość żyłek, plecionek nawijanych na kołowrotki. Słaba jakość, to częste straty ciężarków, zestawów itp.
8. Nawijajcie na kołowrotki odpowiednią długość linki dopasowanej do pojemności szpul. Ani z mało ani za dużo. Nawinięcie zbyt małej ilości linki, spowoduje skrócenie rzutów i ryzyko zerwań w czasie rzutu w tym „odlotu” ciężarka w niekontrolowanym kierunku. Zbyt pełne nawijanie „pod korek”, kończy się zaplataniem linki w czasie rzutu i ryzykiem zerwania w czasie rzutu.
9. Kontrolujcie stan techniczny kołowrotków, wędzisk oraz przelotek bowiem wszystkie te składają się na bezpieczeństwo rzutów.
10. Bezwzględnie dopasujmy gramaturę ciężarków do charakterystyki wędki (jej ciężaru wyrzutowego). Nie przeciążajmy wędek stosowaniem zbyt ciężkich gramatur.
11. Dostosowujmy charakterystykę, kształt i rodzaj ciężarka do warunków wietrznych, falowania oraz charakterystyki dna. Zwłaszcza w przypadku silnego uciągu.
Dobrze skonstruowany zestaw plażowy, to połowa wędkarskiego sukcesu. I choć rynek oferuje sporą ilość gotowych zestawów, zachęcam wszystkich początkujących, do „kręcenia” zestawów we własnym zakresie. Nie dość, że proste i pouczające, to radość podwójna, kiedy na własnoręcznie wykonany zestaw, złowicie rybę. Zapewniam Was, że po złowieniu pierwszej ryby, nie „powąchacie” już nigdy, sklepowych zestawów.
W dzisiejszym odcinku podpowiem, jak zacząć, jakich materiałów użyć i jak skomponować podstawowy zestaw plażowy, na który złowicie większość bałtyckich gatunków. Niemniej, na początku kilka wprowadzających informacji.
Trochę o przepisach
Nasze krajowe przepisy – w kwestii budowy zestawów – jeszcze do końca 2022 roku, dopuszczały stosowanie maksymalnie dwóch przyponów – przy połowie płastug – oraz jednego, przy połowie pozostałych gatunków. Dalczego tylko tyle? Trudno powiedzieć, ale summa summarum, ograniczało to zdecydowanie nasz arsenał i możliwości.
Nowelizacja przepisów rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 27 grudnia 2023 roku (w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego), wprowadziła kluczowe zmiany. Zmiany dotyczące wędkarstwa brzegowo-plażowego, w tym zmianę w budowie zestawów dopuszczonych do połowu, na które czekaliśmy wiele lat. Zmiany te, faktycznie zbliżyły nas do przepisów panujących w innych krajach EU i na świecie. Powiem nieskromnie, że część wprowadzonych zmian, było wynikiem mojej pisemnej petycji skierowanej do Ministerstwa Rolnictwa, na początku 2022 roku. Większość ze zmian – w tym odnoszacych się do zestawów plażowych – zostało zaakceptowaych.
Dlaczego o tym wspominam? Bowiem co najważniejsze, nowe przepisy, umożliwiają stosowanie większej ilości przyponów, zarówno w połowie ryb „płaskich” jak i innych gatunków, co bezpośrednio odnosi się do tematu, który przedstawiam Wam poniżej.
Zachęcam oczywiście, do zapoznania się z przepisami na stronie Ministerstwa Rolnictwa, a także pod poniższym linkiem. Oprócz zmian w samych zestawach, udało się wprowadzić także kilka innych istotnych poprawek, o których warto wiedzieć.
Na koniec wstępu, chciałbym nadmienić, że materiał przygotowałem głównie z myślą o tych najmniej zaawansowancyh “surfmaniakach”. Niemniej mam nadzieję, że i bardziej zaawasowani, znajdą tutaj coś ciekawego dla siebie?
Część główna i przypon
W budowie klasycznych zestawów plażowych, wyróżniamy dwa podstawowe elementy. Część główną (z ang. body) poprzedzielaną przez jeden lub więcej mocowań troków bocznych (z ang. trace). I choć obecne przepisy, odnoszą się do słowa przypon (a nie trok), bardziej właściwe – w mojej ocenie – wydaje się zastosowanie nazewnictwa, nie przypon, a ….trok boczny. Plażowy zestaw, to taka klasyczna choineczka, czy jak kto woli „pater-noster”, gdzie pień choineczki to jest nasza baza (część główna), a gałązki, to troki boczne, czy jak woli ustawodawca, przypony. Detale na zdjęciu poglądowym poniżej.
Materiały
Co będzie potrzebne do budowy najprostszego zestawu? W najbardziej oszczędnej wersji, do budowy, będzie potrzebna tylko żyłka mono i\lub fluorokarbon – 0.50-0.80mm (część główna) oraz 0.35-0.50mm (troki boczne). Widoczne na poniszych zdjęciach materiały, to jedne z kilkunastu dostępnych monofilamentów, które używam. Wiem, że szczególnie amenesia przypadła do gustu bałtyckim łowcom, dlatego ją prezentuję.
W przypadku zastosowania fluorokarbonów, trzeba pamiętać, że nie każdy fluorokarbon ma dużą wytrzymałość na rozciąganie i często bezpieczniejszym od stosowania fluorokarbonu do budowy części głównej, wydaje się zastosowanie monofilamentu. Podczas, gdy troki możemy dowiązać z monofilamentu lub fluorocarbonu, w zależności od upodobań. Osobiście, fluorokarbonu używam do budowy body, ale tylko w lżejszych zestawach (z docelowo mniejszym obciążeniem), bowiem zastosowanie fluorokarbonu do zestawów z ciężarkami powyżej 150-160g – bez względu na jego grubość – może się kończyć zerwaniem zestawu przy energicznym zarzucie. Duża moc w czasie rzutu. Mniejsza rozciągliwość fluorocarbonu. Problem gotowy. Ja przynajmniej – po niepowodzeniach – przestałem tu eksperymentować i z reguły używam monofilamentu. A już na pewno w naszym Bałtyku.
Krok po kroku
Uzupełnieniem potrzebnych materiałów będą także: zaczep do ciężarka, krętlik i\lub zaczep do przyponu strzałowego (tzw. strzałówki) oraz haczyki. W bardziej zaawansowanej wersji, dodamy klasyczne tuleje zaciskowe, krętliki i\lub koraliki dwukanałowe oraz koraliki blokujące (o czym za chwilę) – wszystko dopasowane swoją średnicą, do średnicy żyłki części głównej zestawu. Wybór zaczepów jest przeogromny, a tylko kilka z nich prezentują poniższe zdjęcia.
Na początek, ucinamy odpowiedni odcinek żyłki, będący częścią główną zestawu (z reguły 120-150cm). Na dolnym końcu, zawiązujemy zaczep do ciężarka lub agrafkę (strzałka niebieska na zdjęciu poniżej). Dobrze jest zastosować agrafkę z krętlikiem, zwłaszcza w przypadu, gdy na górze zestawu nie ma krętklika, a jest zwykły zaczep (strzałka zółta).
W prezentowanym poniżej przypadku w krętlik wyposażony jest ciężarek, więc nie ma potrzeby stosowania dodatkowego. Dlaczego obecność krętlika jest istotna? Możecie wierzyć lub nie, ale kręlik zapobiegnie skręcaniu się zestawu, a także przyponu strzałowego, czy żyłki głównej lub plecionki.
Poniższe zdjęcia, przestawiają zestawy demonstracyjne w skali „mikro” tak, aby pokazać ogólną zasadę, co do ich budowy. W rzeczywistości są one oczywiście dużo dłuższe (większe), a odległości od nasady troków są inne. Trzeba zawsze pamiętać, że długość górnego i kolejnego, dolnego troka, nie powinna być dłuższa, od odległości pomiędzy mocowaniami podstawy towarzyszących troków. W innym bowiem wypadku, troki będą się plątały.
Poniżej prawidłowo skomponowany zestaw główny (skrócona wersja demonstracyjna bez dowiązanych troków bocznych), z wykorzystaniem krętlików, do mocowania troków (białe strzałki).
Następnie kroki zależą od tego, w jakiej technice wykonamy zestaw i to, czy będzie posiadał jeden, dwa, czy więcej troków bocznych. Także w jakim wariancie trok boczny będzie montowany. Na poniższym schemacie przedstawiam trzy, najczęściej używane warianty (1, 2 i 3) montażu troka bocznego – oczywiście nie jedyne, ale te najbardziej podstawowe.
Klasyka(wariant 3)
Najprostszą metodą, na zbudowanie zestawu – jest klasyczne dowiązanie troków, do części głównej zestawu. Po dowiązaniu haczyków oraz zaczepu do strzałówki (lub krętlika) – żółta strzałka – oraz zaczepu do ciężarka (strzałka niebieska) zestaw jest gotowy. W zestawach tych, oba troki, muszą być przymocowane co najmniej węzłem ósemkowym i wychodzić w tym samym kierunku, do góry (białe strzałki), wzdłuż zestawu głównego. Na gotowe węzły, zazwyczaj podaję kroplę kleju szybkoschnącego, w celu utwardzenia i dodatkowego mocowania.
W opcji nieco bardziej zaawansowanej – do mocowania troków – stosujemy najczęściej krętliki, koraliki dwukanałowe lub inne mechanizmy.
Krętlik (wariant 2)
W przypadku zastosowania krętlików podczas montażu troków, pozostawiamy niezbędny, 1-2 milimetrowy luz dla krętlika (biała strzałka na zdjęciu poniżej) tak, aby mógł się swobodnie obracać pomiędzy koralikami, które z kolei ograniczamy tulejami zaciskowymi, dopasowanymi swoją średnicą do body. Średnica zastosowanych koralików, nie może być mniejsza od oczka krętlika – w innym bowiem wypadku krętlik przeleci na wylot. Otwory w koralikach, muszą także odpowiadać średnicy zaciskanych tulejek, bo w najgorszym przypadku także przelecą przez nie na wylot. Nawet po zaciśnięciu tulejek.
Bez względu na to czy będziemy łowić na jeden, dwa lub trzy troki zasada jest taka – że na żyłkę główną zestawu (body), po zawiązaniu zaczepu na ciężarek, nanizujemy zawsze elementy na wszystkie komplety mocujące troki, które wydają sie nam konieczne. Ja zazwyczaj trzy pełne komplety.
Zdjęcia przykładowych tulejek o różnej średnicy (którą dopasowujemy do średnicy żyłki głównej zestawu) poniżej. Do zaciskania tulejek najlepiej jest użyć dedykowanych szczypiec, także widocznych na zdjęciu.
W przypadku budowy zestawów z wykorzystaniem krętlików i tulejek, wygląda to następująco.
Po zawiązaniu zaczepu do ciężarka, w kolejności naniuzjemy: tuleję, koralik, krętlik, koralik i tuleję. I znowu: tuleja, koralik, krętlik, koralik tuleja. Na koniec znowu ta sama czynność trzeci raz. Zawiązanie zaczepu spowoduje, że trzy nanizane komplety nie zsuną sie nam, pozostaną na dole i w łatwy sposób rozmieścimy je po części głównej, w zależności od naszych potrzeb. Po nanizaniu wszystkich elementów zawiązujemy u góry krętlik lub zaczep i w zasadzie “jesteśmy w domu”. Pozostaje dowolne rozmieszcznie trzech kompletów po części głównej zestawu oraz zaciśnięcie tulejek i dowiązanie troków bocznych. Możecie zrobić to w domu lub nad wodą. Także w zależności od waszych preferencji – w czasie lub przed wędkowaniem – dowiązujemy tyle troków ile będziemy w danej chwili potrzebować. W omawianym przypadku: jeden, dwa lub trzy. Ja bardzo często zaciskam tulejki oraz dowiązuję troki do krętliów, bezpośrednio nad wodą, gdy warunki na to oczywiście pozwalają. Wielkość krętlików musi zostać dopasowana do średnicy żyłki głównej, troka – i znowu wybór jest ogromy (zdjęcie poniżej po prawej stronie).
Koralik dwukanałowy (wariant 1)
Zamiast klasycznych krętlików, można zastosować koraliki dwukanałowe (białe strzałki na zdjęciu poniżej). Moje ulubione koraliki dwukanałowe prezentuję na lewym zdjęciu powyżej. Dopasowujemy je – tak samo jak krętliki- do średnicy żyłki głównej i przyponu. Te dwa modele prezentowane na zdjęciu są dosyć uniwersalne (średnica 3.3 mm pasuje do żyłki głównej o średnicy do 0,8mm i troka bocznego o średnicy do 0,4mm; średnica 4mm pasuje do żyłki głównej o średnicy do 0,9mm i troka bocznego o średnicy 0,6mm). Blokujemy je z obu stron węzłem ósemkowym i dodatkowo mniejszymi koralikami ograniczającymi, które zapobiegną „wyskakiwaniu” koralików dwukanałowych poza węzły części głównej. W przypadku zastosowania bardzo grubej żyłki- bliskej maksymalnej średnicy przez jaką może przejść koralik – można nie stosować koralików ograniczających, a jedynie pozostać z węzłami ósemkowymi. I znowu zasada nanizania kompletów koralików jest taka sama jak w przypadku krętlików i tulejek. Zamiast tulejek, zawiązujemy węzły ósemkowe i dowiązujemy troki boczne. W związku z tym, że dowiązanie troków i przewleczenie żyłki lub fluorokarbonu przez koralik, nie jest takie proste i wymaga precyzji, w tym wypadku łatwiej jest przygotować wszystko w domu.
Trok boczny mocujemy, przewlekając linkę troka w poprzek koralika dwukanałowego i blokujemy go, węzłem z dodatkowym koralikiem ( biała strzałka). Zamiast koralika można zastosować kilkakrotny węzeł i dodatkowo zabezpieczyć go kroplą kleju szybkoschnącego.
Dowiązanie strzałówki
Gotowy zestaw plażowy, jest połączony z przyponem strzałowym (białe strzałki ponizej) za pomocą specjalnych zaczepów, w które wpina się w krętlik, co pozwala na szybkie wypięcie zestawu i założenie nowego. Na zdjęciu dwa warianty montażu. Zaczep na końcu strzalówki albo górnym końcu zestawu. Obie wersje są poprawne.
Żyłka w czasie wiązania węzła na zaczepie lub krętliku zestawu, powinna przejść podwójnie przez oczko przed zaciśnięciem. Przewlekania „na raz”, może skończyć się zerwaniem zestawu podczas energicznego zarzutu.
Haczyki
Rozmiar i rodzaj haczyka dopasowujemy do gatunku poławianej ryby i rodzaju przynęty. Na początku najlepiej sprawdzą się haczyki typu Aberdeen, które mają dłuższy trzonek. Stosując różne rozmiary, znajdą zastosowanie w połowach większości bałtyckich gatunków.
W swoim ekwipunku posiadam już gotowe, przygotowane troki z haczykami, które nawinięte są na sprytne urządzono (poniżej). Kiedy potrzebuję zawiązać lub wymienić trok, otwieram pudełko, pociągam za haczyk i „hyc” gotowe bez plątania!
Elementy wabiące na trokach
Zastosowanie elementów wabiących, to kolejny etap zaawansowania. Mogą być to elementy pływające, tonące. Róznej wielkości, koloru i kształtu. Świecące lub nie. Opowiem o nich przy innej okazji, ale zdjęcie poniżej powinno dać Wam pojęcie w temacie różnorodności dostępnych opcji.
I to by było w zasadzie tyle podstawowych informacji, ktore w mojej ocenie, powinny Wam pozwolić na zabawę z zestawami. W przypadku jakichkolwiek pytań służę pomocą.
Swoją przygodę plażową, możecie rozpocząć, z wykorzystaniem swojego słodkowodnego arsenału sprzętowego. Nie od razu będą konieczne specjalistyczne wędki i kołowrotki.
Niemniej, kiedy warunki pogodowe zrobią się bardziej wymagające, zawieje silniejszy wiatr i pojawi się większa fala oraz zielsko, będziecie zmuszeni sięgnąć po sprzęt, który jest dedykowany tylko i wyłącznie, do połowów z plaży.
Co tu się zadziało? i co wybrać? co jest lepsze? oto jest pytanie!!
Na dobry początek
Zwykły, ale mocniejszy feeder, teleskop czy karpiówka, będą na początek w pełni wystarczające. Specjalnie, nie wspominam tutaj o parametrach technicznych, takich, jak długość kija, czy gramatura wyrzutu, bowiem każdy z Was posiada coś innego i zabierzecie nad wodę właśnie to, co macie. Kiedy nie ma dużej fali i gdy mocno nie wieje, nad brzegiem zachowujecie się tak, jak nad typowym słodkowodnym zbiornikiem. Bałtyk, to przecież takie większe, słonawe jezioro. Zestawy (o których nota bene opowiem przy okazji następnego odcinka), zarzucacie na taką odległość, jaką możecie i umiecie. Z zastosowaniem takich ciężarków, jakie obecnie posiadacie. Które są dopasowane ciężarem wyrzutowym do Waszych wędek. Żyłka i kołowrotek, też nie ma większego znaczenia. Przecież wszystko macie dopasowane, do Waszych typowych słodkowodnych przyzwyczajeń i potrzeb. Tak więc, zarzut zestawów na 20-30 metrów, z zastosowaniem ciężarków o masie 40-60g, nie będzie dużym błędem. Możecie oczywiście zarzucić, cięższym ciężarkiem dalej. Spróbujcie! Macie żyłkę 0.16-0.18mm na kołowrotku – wytrzyma bez problemu. Macie plecionkę – też dobrze. Zabraliście ze sobą zwykłe podpórki? Koniecznie wbijcie je w piasek i oprzyjcie na nim kije. Jesteście zdziwieni?
Na układy nie ma rady
Problemy, pojawiają się wraz z pogorszeniem warunków pogodowych. Zwłaszcza w okresie poźno-wiosennym, letnim i wczesno – jesiennym, kiedy łowimy najczęściej, podczas gdy silniejszy wiatr napędza fale, a z dna podnosi się wszechobecne zielsko. To są nasi główni przeciwnicy. Stając do „walki”, z czysto słodkowodnym arsenałem, będziecie często skazani na porażkę, bo zbyt lekki sprzęt w takich warunkach, sobie po prostu nie poradzi. W związku z tym – wszyscy ci, którzy zechcą zasmakować surfcastingu w czystej postaci, będą musieli przejść z etapu „słodkowodnej gruntóweczki”, na etap „gruntówki dalekiego zasięgu”. Co jest równoznaczne, z zakupem wędek oraz kołowrotków, dedykowanych tylko i wyłącznie do połowów plażowych.
Plażowy rynek
Rynek, oferuje naprawdę szeroki wachlarz sprzętu, w różnym stopniu zaawansowania technologicznego, który zwykle – choć nie zawsze – idzie w parze z ceną. Zawsze warto zasięgnąć opinii kolegów, którzy mają większe doświadczenie. Niejednokrotnie pozwolą dotknąć wędziska, kołowrotka. Wykonać rzut. Pamiętajmy jednak, że każdy z nas ma inne upodobania. Ktoś będzie się kierował ceną, kolorem, jeszcze inny akcją wędziska, a jeszcze inny wielkością czy pojemnością szpuli z kołowrotka. Poniżej przedstawię kilka wskazówek, które pomogą Wam w podjęciu decyzji, bo liczę na to, że część z Was, zechce przejść do etapu „słonowodniaka”. W najbliższym czasie postaram się też nagrać audycję radiową w Radio Gozdawa – w cyklu Radio Gozdawa na Fali. https://radio-gozdawa.live/podcast/na-fali-z-radiem-gozdawa-odkrywanie-wedkarstwa-plazowego/, w której omówimy najważniejsze aspekty sprzętowe oraz przygotowanie do sezonu plażowego, który już tuż tuż?
Klasyka gatunku
Klasyczne wędki do surfcastingu, możemy podzielić na 3 kategorie. Wędki dwu, trzyczęściowe i teleskopowe. W przypadku wędek teleskopowych – poza zaletami transportowymi i niską ceną – trudno znaleźć inne zalety ich stosowania. Wyjątkowa wrażliwość na piasek i tendencja do zapiaszczania się połączeń, skraca ich żywotność i wytrzymałość. Nadają się głównie do łowienia z umocnień brzegowych, główek, w portach, ale do końca nie sprawdzą się na plaży.
Foto: Klasyczne wędki plażowe, trzyskładowe w akcji.
W naszych realiach i specyfice Bałtyku, najczęściej znalazły zastosowanie wędki trzyczęściowe, ktore widać na powyższych zdjęciach. Anglicy, nazywają je wędkami kontynentalnymi, dla odróżnienia od typowych wędzisk dwuskładowych, używanych na wyspach. Zapewne zastanawiacie się co je różni? Wędziska dwuskładowe, poprzez swoją specyficzną budowę i parametry techniczne – są z reguły cięższe, bardziej wytrzymałe i nadają się w wykorzystaniu bardziej skomplikowanych technik rzutowych, które preferują wyspiarze. Do tego należy dodać, że z reguły rzadko stosuje się tu kołowrotki, na rzecz multiplikatorów, do których my Polacy, nie jesteśmy przyzwyczajeni. W dzisiejszym odcinku, nie będę się dłużej zatrzymywał, ani przy kijach dwuskładowych ani przy multiplikatorach, czy technikach rzutowych, bo to zostało omówione w sekcji akademii rzutowca na naszej stronie https://www.polskaszkolasurfcastingu.pl/category/akademia-rzutowca/ . Odnośne filmy instruktażowe znajdziecie także na naszym profilu YT w playlistach Akademi Rzutowca https://www.youtube.com/@polskaszkoasurfcastingu7391/playlists.
Wróćmy do wędek trzyskładowych, które to wędkarze stosują na plaży najczęściej. Jakie mają zalety i na co powinniśmy zwrócić uwagę? Składane na trzy części, dają przede wszystkim lepsze możliwości transportowe. Są z reguły wykonane z lżejszych komponentów, a średnia waga kija, waha się w granicach od 400 do 600g. Typowa długość wędki – i przy okazji najbardziej optymalna dla większości z nas – to z reguły 400-450cm a jej długość, zwykle dobieramy do wysokości ciała i zasięgu ramion. Wędkarze o niskim wzroście, będą mieli problem z wykorzystaniem zapasu mocy wędki, o długości ponad 450cm. Komponenty, z których zbudowane trzyczęściowe wędki (różne formy węgla, grafit) i charakterystyka techniczna, predysponuje je głównie, do zastosowania techniki rzutu znad głowy. Czyli rzutu prostego i najbardziej popularnego nad Bałtykiem. Także tego, który stosujemy na śródlądziu.
Ładowanie
W rozmowach z kolegami na plaży, usłyszycie często słowo, że wędka się dobrze „ładuje”. Co to znaczy? Jest to specyficzny punkt (inny dla różnych typów wędek) po osiągnięciu, którego, kij wyrzuci zestaw wraz z ciężarkiem w sposób najbardziej efektywny. Nie wyrzuci sam oczywiście. Bo potrzebuje odpowiedniego „przyłożenia” przy użyciu naszych rąk i dobrze pracujących nóg. Każdorazowo innego „przyłożenia”, w odniesieniu do różnych parametrów technicznych wędek, takich jak: ciężaru wyrzutowego, długości wędk oraz innych takich jak masa ciężarka, warunki atmosferyczne (głównie siła i kierunek wiatru). Nie zagłębiając się w tajniki fizyki – skoro mowa o ciężarze wyrzutowym wędki – zapytacie się na pewno, jaki jest najbardziej właściwy? Odpowiem lekko wymijająco – taki, jaki Wam pasuje. Zakupując typową wędką plażową, zakres ten waha się średnio w granicach 100-250g, a tak naprawdę to Wy określicie go wtedy, kiedy zastosujecie ciężarek o takiej gramaturze, która będzie Wam najbardziej odpowiadała i będzie się mieściła, w dopuszczalnym dla każdej wędki przedziale, opisanym każdorazowo na blanku lub podanym przez producenta. I takim, po założeniu którego, nasza wędka zachowa się tak, jak od niej oczekujemy. A więc po wyrzucie ciężarek poleci, na pożądaną odległość. Dla przykładu, założenie zbyt małego ciężarka na zbyt „pałowatą” wędkę, będzie skutkowało tym, że wędka nie naładuje się i nie wykorzystamy tym samym mocy wędki. Zbyt ciężkiego, na zbyt lekką wędkę, może skutkować jej przeładowaniem i złamaniem.
Foto: A jak ładują się wędki widać na powyższych zdjęciach. Górne zdjęcia, to rzut znad głowy. Zdjęcie dolne- rzut w technice OTG.
Specyfika
Co jeszcze uwzględniamy w wyborze wędki plażowej? Oczywiście jej typową akcję i ugięcie? Mówimy często, że wędka „bierze od dołu” lub „od góry”. W zależności od tego jak się ugina, mówimy o ugięciu szczytowym, pół-parabolicznym i parabolicznym oraz związanej z tym szybkiej, średniej lub wolnej akcji. To wszystko, przełoży się bezpośrednio na ładowanie się wędziska oraz zachowanie się przy dużych obciążeniach, jakim poddane są wędki w czasie zarzutów, a także w przypadku holowania dużych ryb, czy zielska.
Żeby mieć przyjemność z wędkowania (nie mówię tu o wędkach czysto rzutowych), trzeba szukać czegoś po środku. Coś, co nie będzie za sztywne, a z drugiej strony nie będzie się zbytnio uginać, jak przysłowiowa” witka na wietrze”.
Warto wspomnieć, że pośród różnych modeli wędek, znajdziemy także takie, które różnią sie rodzajem uchwytu kołowrotka. Te dwuczęściowe, mają uchwyt przesuwny tak, aby dopasować się do długości naszych ramion. Te trzyczęściowe, z reguły wyposażone są w stałe uchwyty, widoczne na poniżyszch zdjęciach.
Foto: Rózne typy uchytów wędek na kołowrotki. Każdy ma swoich zwolenników i przeciwników. Idąc od lewej strony na dolnym zdjęciu: uchwyt zapinany typu Fuji NS, uchwyt FUJI DPS, uchwyt Fuji DPS przesuwny. Środkowe zdjęcie z górnej galerii prezentuje uchyt Fuji VSS.
Szczytówki i przelotki
Zapytacie się zapewne, czy obserwacja brań w wędkarstwie plażowym jest możliwa? Oczywiście, że tak! Ale z uwagi na takie a nie inne warunki pogodowe, nie zawsze jest prosta. Często szczytówki wędek są miotane wiatrem, a fale (poprzez żyłkę lub plecionkę) przenoszą na nie drgania. Z tego też powodu, nie przeceniajmy średnicy części szczytowej wędki. Wiem, że jako „słodkowodniacy”, będziecie się zapewne kierować wyborem czegoś cienkiego? To, że jest cienka, nie znaczy, że będzie widać brania. Ważniejsze od grubości i od tego z jakiego materiału jest wykonana (czysty węgiel, hybryda, włókno szklane), jest średnica przelotki szczytowej, która nie może być zbyt wąska. Minimum, to około 4-5mm. Z reguły średnica, idzie symetrycznie i w parze, ze średnicą i typem pozostałych elementów oraz przelotek na blanku. Generalnie, przelotki w wędkach plażowych, mają o wiele większą średnicę niż kije słodkowodne (może z wyjątkiem karpiówek). I to z dwóch powodów. Większe przelotki do mniejsze tarcie, opory, a co za tym idzie, dalsze rzuty. To także większy komfort i szansa na szczęśliwe wyholowanie ryby, przy obecnym zielsku, glonach, które „czepiają” się linki. Mała średnica przelotki szczytowej, to problem z dowinięciem linki do samego końca i konieczność ciągłego jej udrażniana, w czasie holu.
Foto: Szczytówki nowoczesnych wędek plażowych mimo, że bardzo cienkie, są bardzo wytrzymałe. Bez problemu wynoszą w morze cieżary rzędu 180g i wyżej.
Plażowy młynek
Nie zagłębiając się zbytnio w szczegóły, kołowrotki na plażę muszą mieć trzy podstawowe cechy. Być odporne na słoną wodę, mieć odpowiednio duże szpule oraz dobrze działający, płyny hamulec. Dobrze, żeby w komplecie, były 1-2 szpule zapasowe. Duża szpula, to mniejszy opór w czasie wyrzutu i większa pojemność. Oczywiście waga kołowrotka ma znaczenie. Im lżejszy „młynek”, tym większy komfort, co ma niebanalne w czasie wędkowania na plaży, które z reguły jest wędkowaniem ciężkim. Aby odchudzić kołowrotek, możecie stosować aluminiowe bądź teflonowe szpule. Dodatkowo producenci oferują dodatkowe osłony przed wplątywaniem się linki pod szpulę, podczas silnych podmuchów wiatru.
Foto: Do koloru i do wyboru. Plażowe cacuszka z górnej półki. Na dolnym zdjęciu prawidłowy uchwyt wędki z kołowrotkiem, bezpośrednio przed zarzutem.
Dla typowych gadżeciarzy jedna, a firm oferuje dopieszczenie kołowrotków we wszytko co możliwe, włącznie z wyborem kolorystyki. Czy warto? Na pewno warto mieć zapasowe szpule z różnymi grubościami żyłki i plecionki. Mamy wybór, który dostosujemy do warunków pogodowych i naszych potrzeb. A także plan awaryjny w przypadku zerwania zestawu. Nie musimy wtedy wiązać przyponu strzałowego, a po prostu zakładamy nowa szpulę z całym zestawem.
Na koniec warto wspomnieć, że w łowieniu na plaży sprawdzają się zarówno kołowrotki 10 jak i 14 tysięcy. Sprawdzają się też mniejsze rzędu 4-5 tys. w przypadku bardzo delikatnego łowienia. Ale o tym i o aspektach stosowania żyłek i plecionek porozmawiamy przy innej okazji. Zasadą jest, że na kołowrotek plażowy nawijamy z reguły 300 metrów żyłki lub plecionki. Nikt oczywiście nie spodziewa się rzutów na taka odległość, ale zapas jest wyjątkowo istotny w przypadku zerwania zestawu i konieczności dowiązania nowego przyponu strzałowego.
Zapraszamy serdecznie na nowy cykl audycji radiowych: RADIO GOZDAWA NA FALI.
Opowiemy o wędkarstwie plażowym od A do Z. Audycję kierujemy do wszystskich bez wyjątku. Do tych, którzy z wędkarstwem plażowym już się spotkali. A także do tych, którzy na bałtyckiej plaży byli już z wędkami, ale chcą sie dowiedzieć czegoś więcej. Mamy nadzieję, że każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego.
Jeżeli nie zdążycie posłuchać emisji programów na żywo, będzie szansa na odsłuchanie podcastów w najbardziej odpowiadającej Wam chwili. W drodze do pracy, szkoły, przedszkola-:). W samochodzie, autobusie czy tramwaju. Mamy nadzieję, że audycja przypadnie Wam do gustu.
Poliżej link do podcastu pierwszej audycji z cyklu plażowego abc.
Lekka galanteria, to przydane elementy plażowego wyposażenia, które nie zajmują dużo miejsca, a w większości przypadków są niezbędne. Jestem pewien, że większość z nich, znajduje się w Waszym słodkowodnym arsenale. Wykorzystacie je także z powodzeniem, na bałtyckiej plaży.
Kilka z omawianych w dzisiejszym odcinku elementów, jest dedykowanych głównie do wędkarstwa plażowego, ale nie będzie to dużym obciążeniem dla Waszej kieszeni, jeżeli zdecydujecie się na ich zakup.
Metalowe co nieco
Ostre nożyczki na plaży, to podstawa. I bynajmniej nie służą najczęściej do przecinania żyłek, plecionek, a głównie do przygotowywania przynęt oraz filetów. Nożyczki są o wiele wygodniejsze, bardziej poręczne w użyciu i zdecydowanie bezpieczniejsze od noża. Więc o ile noża, używam w zasadzie tylko do filetowania lub „oprawiania” złowionych ryb, o tyle nożyczki, są bezwzględnie koniecznie, do pełnej obróbki przynęty. Muszą być jednak zawsze ostre. Od kilku sezonów używam nożyczek firmy Mustad, które dostałem w prezencie od mojego kolegi i są po prostu niezawodne oraz ciągle ostre!
W swoim metalowym arsenale posiadam także oryginalny, chirurgiczny pean (a właściwie dwa – w dwóch różnych rozmiarach), które służą mi najczęściej, do odhaczania złowionych ryb.
W swoim pudełku, mam także szczypce oraz obcinaczki do paznokci. Szczypce z wąskim zakończeniem, mają wielorakie zastosowanie – mogą w niektórych przypadkach służyć do odhaczania wyjątkowo kąśliwie zaciętych ryb, a także stanowić typowy przyrząd służący do zaciskania, zaciągania węzłów, zestawów, śrucin itp. Obcinaczki do paznokci, zna chyba każdy wędkarz i nie trzeba przedstawiać ich wędkarskich zalet.
Igły
Uzupełnieniem galanterii metalowej, będą wszelkiego rodzaju igły, które są bardzo pomocne, podczas przygotowania przynęt, nawlekania robaków czy komponowania „przynętowych kanapek”. Na koniec całej operacji przygotowywania przynęty, nawlekamy wszystko na haczyk, właśnie przy użyciu igły, której jeden z końców – pusty w środku – pozwala na zaczepienie grota haczyka i przewleczenie całego „burgera”.
Wszystkie elementy metalowe, których używamy na plaży, powinny być wykonane z wysokogatunkowej stali. Po każdym wędkowaniu, wszystkie „metale” (zwłaszcza te słodkowodne), koniecznie wypłuczcie pod bieżącą wodą. Zapobiegniemy w ten sposób ich szybszemu zużyciu, stępieniu i korozji. Niemniej mimo konserwacji, często trudno się pozbyć wpływu „zęba czasu” i co jakiś czas nas sprzęt, będzie potrzebował wymiany.
Te elementy, które widzicie na powyższym zdjęciu, są już bardzo wysłużone, bo mają kilka lat, ale wciąż dobrze spełniają swoją rolę.
Portfel dobry na wszystko
To, że portfel jest dobry na wszytko – zwłaszcza pełny – wie chyba każdy. I chyba nie rzadziej niż w codziennych realiach, pełny i dobrze zaopatrzony portfel, przyda się zawsze na plaży. I nie mowa tu o klasycznych portfelach, w których gromadzimy banknoty, ale o portfelach, w których przechowujemy plażowe zestawy.
Osobiście bardzo je lubię i wszystkim gorąco polecam. Zajmują mało miejsca, są lekkie, a przezroczyste torebki, w których umieszczamy zestawy w przejrzysty sposób, ukazują swoją zawartość.
Zamiast klasycznych porfeli używam zamiennie torebek strunowych, ktore spinam często metalowym klipsem biurowym, wrzucam do pudełka lub skrzyni plażowej. Torebki strunowe opisuję markerem.
Zaletą takiego rozwiązania jest to, że nie zajmują one wiele miejsca. Często zestawy w torebkach strunowych, można wrzucić prosto do kieszeni pokrowca na wędki, wrzucić parę cięzarków i jesteśmy gotowi do wyjścia na plażę!
Krążkowy zawrót głowy
Lekkie, wykonane z miękkiej pianki krążki na zestawy, są świetną alternatywą dla klasycznych portfeli. Zajmują więcej miejsca, ale w zamian, pozwalają na lepszą segregację, wizualizację oraz uporządkowanie zestawów.
Różne kolory krążków, pozwalają na komponowanie grup zestawów kolorystycznie, w odniesieniu do gatunku poławianej ryby lub typu i charakterystyki zestawu.
Najwygodniejszym miejscem do przechowywania krążków są specjalne pudełka, które kupujemy w komplecie wraz z krążkami lub umieszczamy je pod wiekiem pudeł plażowych w specjalnie do tego celu przymocowanych drabinkach, w które wsuwamy krążki. Zobaczcie sami na poniższe zdjęcia.
Dodatkowo krązki wyposażone są często w dedykowane naklejki, na których możemy dokładnie opisać wszelkie detale, które charakteryzują każdy z zestawów, nawinięty na krążek.
Niezastąpiona nić
Dobra elastyczna nić to coś, bez czego w wędkarstwie plażowym nie można się obejść i powinna się znaleźć bezsprzecznie, na wyposażeniu każdego wędkarza plażowego. Także tego mniej zaawansowanego.
Nici służą do odpowiedniego uformowania i przygotowania zestawu przynęt na haczykach. Z jednej strony osiągamy odpowiednią formę. Z drugiej strony zmniejszmy ryzyko zerwania przynęty z haczyków, podczas energicznego zarzutu. Nici, możemy zastosować zarówno do przynęt miękkich i żywych, ale też martwych czy mrożonych, takich jak: klasyczne robaki, dżdżownice, bałtyckie krewetki (garnele), bałtyckie tubisy, dobijaki czy szproty oraz filety z ryb czy owoców morza.
Pamiętajcie o tym, że w morzu woda jest w ciągłym ruchu, więc dobre przymocowanie i prezentacja przynęty jest podstawą sukcesu. Nici mają swoją grubość, a co za tym idzie elastyczność – więc każdorazowo musicie wybrać odpowiednią dla Was wersję. Zazwyczaj okreśła się je jako cienkie, średnie i grube.
Oświetlenie – czołówki
W związku z tym, że często łowimy po zmroku, dobra „czołówka” jest wyposażeniem, bez którego trudno się obejść. Także i głównie ze względów bezpieczeństwa. Ręce pozostają całkowicie wolne, a my dzięki dobrej koordynacji ruchów głową, możemy zarówno oświetlać przedpole jak i strefę, w której przygotowujemy zestawy, przynęty czy też operujemy wędkami.
Czołówka musi być odporna na przenikanie wody, wilgoci i mieć kilka stopni regulacji jasności światła, bowiem innego (mniejszego) natężenia światła używamy do przygotowywania przynęt, a innego (silniejszego) do oświetlania terenu.
Na wyposażeniu powinniśmy mieć zawsze zapasową czołówkę, zapasowe baterie lub akumulatorki. Osobiście zawsze zabieram ze sobą jedno i drugie. Polecam Wam właśnie takie rozwiązanie, bo bezpieczeństwa na plaży nigdy za wiele.
Plażowa chłodziarka
Powtarzam to zawsze jak przysłowiową mantrę, ale odpowiednia jakość przynęt, to w dużej mierze, sukces naszego połowu. Dlatego namawiam do przetrzymywania przynęt w odpowiednich warunkach i nie chowania ich „po kieszeniach”. Nawet jeżeli zabieramy ze sobą kilka pudełek robaków, czy też „mrożonki”, nie wystawiajmy ich na działanie zbyt wysokiej temperatury, słońca i wysuszającego wiatru.
Wystarczy, że zastosujemy najprostsze rozwiązanie i umieścimy je, w plastikowym zamykanym pudełku po lodach. Z jednym albo dwoma cienkimi wkładamy chłodzącymi. To już będzie duży sukces.
Dla bardziej zaawansowanych polecam tzw. cool-boxy, które omówimy przy okazji odcinka o przynętach. Jak wygląda klasyczny cool-box możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. Co ważne, po włożeniu przynęt i wkładów chłodzących, można je szybko zamknąć zamkiem błyskawiczym lub zamknąć po prostu wieczko i w drogę!
Dobrze izolowany cool-box jest w stanie utrzymać temperaturę bliską zera przez kilka lub kilkanaście godzin (wszystko z zależności od temparatury zewnętrznej).
Na naszym profilu YT- link poniżej – znajdziecie materiał video w którym omówimy najważniejsze zmiany nowelizacji przepisów rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 27 grudnia 2023 roku w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego. Zmiany weszły w życie 1 stycznia 2024 roku.
W naszym materiale skupimy się głównie na kluczowych zmianach, ktore obejmują wędkarstwo plażowe w łowieniu na przynęty naturalne z brzegu.
Cieszymy się, że kluczowe w naszej ocenie zmiany przepisów w Rozporządzeniu, dotyczące wędkarstwa brzegowo-plażowego, są naszym skromnym udziałem. Oczywiście tekst rozporządzenia zawiera inne zmiany, jednak my odniesiemy się tylko do tych zmian, które zostały zainicjowane przez nasz zespół i w naszej ocenie są kluczowe, dla dalszego rozwoju wędkarstwa sportowego brzegowo-plażowego w Polsce, a także wędkarstwa brzegowo-plażowego rekreacyjnego, w połowie na przynęty naturalne z brzegu.