Plażowy poradnik – mięsko i tylko mięsko, czyli słów kilka o plażowym anty-wegetarianizmie.

Jeżeli zapytacie mnie, co w wędkarstwie plażowym decyduje o sukcesie, odpowiem bez wahania: jakość, rodzaj oraz sposób prezentacji przynęty. Pamiętajcie, że najlepszy nawet sprzęt, nie zastąpi Wam odpowiedniej jakości tego, co założycie na haczyki. W związku z tym, że w trakcie sezonu wędkarskiego nie zawsze dysponujemy świeżymi przynętami, musimy pamiętać o tym, aby morską stołówkę przygotować zawczasu. Tu nie ma miejsca na kuchnię wegetariańską, bo wszędzie króluje mięcho! O tym jak przygotować się do tematu logistycznie i praktycznie, opowiem w dzisiejszym odcinku.

Szkoła życia

Na początek historia, która całkowicie zmieniła moje podejście do tematu bałtyckiej stołówki. Niby proste i oczywiste, ale….  Był maj. Stałem ze spinningiem po pas w „solance”, polując na belony. Za którymś z kolei rzutem, wyłowiłem pięknego dorodnego i dużego dobijaka. Nadział się biedaczek na kotwiczkę, więc bez wahania skróciłem jego cierpienia. Zapakowałem go do kieszeni spodniobutów i po powrocie do domu, znalazł się w lodówce. Pomyślałem, że może się przyda? Minęło kilka dni. Pojawiam się nad wodą ponownie, żeby zapolować na belonę. Tym razem z wędkami plażowymi, bo ryby od kilku dni stoją poza zasięgiem rzutu spinningiem. Mija godzina, dwie i nic się nie dzieje. Zmieniam przynęty jak rękawiczki, ale bez efektu. W pewnym momencie doznałem olśnienia, bo w pudełku zabrałem przecież ze sobą owego dobijaka, którego nie zamroziłem, a po prostu przetrzymałem w lodówce! Odciąłem kawałek rybki. Owinąłem nitką i założyłem na hak. Rzut. Nie minęło 5 minut. Pierwsze branie. Potem były następne i następne. Efekt był taki, że marnej jakości mrożonkami podzieliłem się z bałtyckim ptactwem, a ja od tego czasu, całkowicie zmieniłem taktykę pozyskiwania i przechowywania przynęt.

Świeża za czy mrożona?

Sprawą oczywistą jest to, że zastosowanie świeżej, bałtyckiej przynęty jest ideałem. Myślę tu głównie o śledziach, tubisach, dobijakach, szprotach czy nawet samej belonie. W związku z tym, iż świeże mięsko nie zawsze jest osiągalne przez cały sezon, pojawia się potrzeba przygotowania mrożonek. Wyjątkiem są oczywiście dendrobeny, rosówki czy białe robaki, które z powodzeniem możecie stosować i są właściwie osiągalne, przez okrągły rok.

Tubisy oraz dobijaki pozyskacie głównie – choć nie tylko – późną jesienią, brodząc z podbierakiem z drobniutką siatką przy brzegu. Możecie też spróbować łowić je wczesną wiosną, a nawet w środku lata, w szczególności, gdy woda w lato w szybki sposób się ochładza do temp. ok 8-10*C. Jedna z moich ciekawszych przygód, w jaki sposób zaopatrzyłem się w przynęty, wydarzyła się w zeszłym roku. Wybrałem się na plażę z wędkami na początku września. Temperatura powietrza miała około 28*C. Woda była lodowata, bo w ciągu jednej doby temperatura spadła z 18*C do około 9-10*C. Pod brzegiem wręcz gotowało się od tubisów i dobijaków. Dzieci wraz z rodzicami biegali z siatkami „na motyle” przy brzegu i mieli ogromną frajdę, łowiąc ich spore ilości. W ten sposób – całkowicie nieoczekiwanie – zapełniłem sobie zamrażarkę. Po powrocie do domu, zrobiłem paczuszki i jestem przygotowany do łowienia.

Świeże śledzie, złowicie w kwietniu, maju lub zakupicie od rybaków przez okrągły rok (może z wyjątkiem gorącego lata). Filet z belony, najłatwiej zdobyć w maju.  Ze świeżym szprotem jest trochę trudniej, ale w mrożone szproty –  dobrej jakości-  zaopatrzycie bez problemu, od maja do września.

Generalną zasadą przygotowania mrożonek jest to, że mięso po rozmrożeniu musi być niemal tak świeże, jak przed jego zamrożeniem. Aby osiągnąć ten cel, świeża przynęta musi być odpowiednio przygotowana do mrożenia, a potem przechowywana w odpowiednich warunkach i stosunkowo niskiej temperaturze. Najlepiej poniżej minus 20-25*C.

Zapytacie się pewnie, jak to zrobić? Przecież – na pierwszy rzut oka – nie ma żadnej filozofii w prostym wrzuceniu przynęty do zamrażarki? Nic bardziej mylnego. Jeżeli nie zrobicie tego tak, jak opisałem poniżej, z biegiem czasu, mięsko rybie szybko zjełczeje, utleni się, zżółknie, a przede wszystkim zacznie wysychać. Na koniec, zacznie podśmierdywać.

Moja metoda

Moja metoda przygotowania jest prosta, ale wymaga drobnego nakładu kosztów oraz czasu. Ten realny koszt, to najtańsza zgrzewarka próżniowa i przeznaczone do tego celu, torebki do zgrzewania. Koszt zgrzewarki z torebkami, to około 150 złotych. Zakładam bowiem, że każdy dysponuje dobrą lodówką ze strefą mrożenia (lub zamrażarką). Podstawową zasadą jest to, że nie mrozimy wszystkiego w całości np. dwa kilogramy śledzia, a potem w trakcie sezonu rozmrażamy wszystko, lub część za każdym razem, chcąc pozyskać ilość potrzebną do łowienia. Każdorazowo przygotowujemy pakunki, które dostosowujemy do naszych potrzeb. Zazwyczaj przygotowuję paczuszki, które swoją zawartością, starczają mi z reguły na kilka godzin łowienia, każda z odrębnym rodzajem przynęty. Ciężko jest bowiem zrobić paczuszki ze wszystkim naraz, z uwagi na dostępność poszczególnych przynęt w ciągu roku.

Jeden pakunek na jedno łowienie, który zabieram ze sobą na plażę, zawiera osobno torebki zawierające: kilka śledzi, kilka lub kilkanaście tubisów, filet lub część korpusu belony oraz kilka lub kilkanaście szprotek. Przed wyjściem nad wodę otwieram zamrażarkę i wiem co, gdzie oraz w jakiej ilości mam. A także co i w jakiej ilości zabrać nad wodę, bowiem każdą paczuszkę staram się opisywać markerem z datą mrożenia przynęty.

Mrożenie w torebkach do zgrzewania, z których wcześniej usuwamy większość powietrza, daje jedyną gwarancję na w miarę długi okres przechowanie przynęt.

Skądinąd wiem, że część z Was stosuje torebki strunowe lub zwyczajne sklepowe „zrywki” do mrożenia. Sprawdza się to tylko na krótką metę, bowiem nawet w środku takich torebek, w niskiej temperaturze przy dostępie tlenu, zachodzą nieodwracalne procesy zmiany tekstury przynęt. Mrożenie próżniowe, pozwala na zdecydowanie dłuższe przechowania przynęt i spowolnienie procesów zmiany tekstury oraz wysychania przynęty.

Odpowiednia prezentacja

Skoro nasza morska stołówka jest już przygotowana, warto wspomnieć o odpowiedniej prezentacji przynęty. Jest to tak samo istotne, jak jej jakość. Wielokrotnie przekonałem się, że jej niefachowe a zwłaszcza niechlujne i mało estetyczne przygotowanie, jest powodem niepowodzeń. To trochę tak jak ze zrobieniem ładnej i świeżej kanapki, na którą każdy z nas się połakomi.  Na tą brzydką, nieświeżą z obeschłą kiełbaską i przywiędłą sałatą – niekoniecznie. Gdy filety są zbyt duże, nieodpowiednio dopracowane, poszarpane – z trudem znajdą bałtyckiego amatora. W związku z tym, namawiam każdego z Was, do zaopatrzenia się w zestaw nici elastycznych, które przy odrobinie wprawy, pozwala zrobić z każdego kawałka mięska, istne cudo anty-wegetarianizmu. Dzięki zastosowaniu nici o różnej elastyczności, przynęty możemy uformować w odpowiadający nam sposób.

Szwedzki stół

Rodzaj przynęt powszechnie stosowanych w naszych bałtyckich warunkach, dostosowujemy oczywiście do gatunku poławianych ryb. Niemniej doświadczenie pokazuje, że różne wariacje smakowe, są jak najbardziej wskazane. Nie trzymajcie się zawsze i wszędzie schematu jednej przynęty i nie bójcie się stosować przysłowiowych „kanapek”, bowiem sprawdzają się bardzo dobrze. W przypadku stosowania zestawów z dwoma lub trzema trokami bocznymi – w połowie fląder – na początek zastosujcie różne mięsko, na różne haki. Wbrew panującej opinii – flądra jest dosyć wybrednym smakoszem – i nie tak łatwo utrafić w jej wysublimowane gusta. Więc lepiej podać coś zróżnicowanego, co podpowie nam, jaka przynęta w danym dniu, może okazać się kluczem do sukcesu.

Oczywiście przedstawione rodzaje przynęt to nie jedyne, którymi można skusić nasze bałtyckie ryby, ale o morskiej kuchni egzotycznej i o bałtyckich „żyjątkach”, porozmawiamy przy następnej okazji. Zwłaszcza o ryzyku wprowadzania obcych gatunków i warunkach prawnych.

Zestaw nici elastycznych ze specjalnym „urządzonkiem” jest nieodzowny na bałtyckiej plaży. Pozwala na bezawaryjne wyciąganie nitki – której koniec zawsze zostaje na zewnątrz – nawet wtedy, gdy warunki wietrzne są niesprzyjające, a ręce wychłodzone. Dodatkowo w zależności od potrzeb – dosłownie w moment zdejmujemy wieczko – i podmieniamy szpulkę na nić, o wymaganej grubości i stopniu elastyczności.

Największym „zabójcą” rybiego mięsa, jest dostęp powietrza i nieodpowiednia temperatura mrożenia. Z biegiem czasu traci ono wilgotność, wysycha oraz zaczyna jełczeć. Dodatkowo traci swoją sprężystość oraz właściwości „smakowe”, przez co po rozmrożeniu, jest zdecydowanie mniej atrakcyjne dla ryb. Przechowywanie mrożonek w “zrywkach” lub zwykłej foli kończy się na dłuższą metę tak samo – spójrzcie na zdjęcie na dole po prawej stronie . Czy ktoś ma ochotę na taką smażoną rybkę? To jest typowy przykład na to, jak nie należy przygotowywać i przechowywać przynęt.

 Świeże przynęty wystarczy umieścić w torebce, włączyć zgrzewarkę próżniową, wyciągnąć pożądaną ilość powietrza i już! Po takim zabiegu pakunki umieszczamy w temperaturze nie mniejszej niż minus 20*C. Tak zamrożony materiał przechowuję maksymalnie rok, bo w cyklu rocznym zastępuję go na bieżąco, nowymi mrożonkami. Co wyjątkowo ważne – każdą torebkę dokładnie opiszcie z datą oraz zawartością za pomocą zwykłego markera.

Zarówno zamrożone jak i świeże przynęty, zawsze zabieram nad wodę w „plażowej lodówce”, do której wrzucam wkłady chłodzące, aby cały czas utrzymać niską temperaturę.

A teraz kilka słów o rodzajach stosowanych przynęt. Oczywiście nie wszystkich, ale tych najczęściej stosowanych na bałtyckiej plaży.

Śledź jest dobry na wszystko. Nie pogardzi nią zarówno flądra, turbot, belona, dorsz (pamiętajcie o obecnym zakazie połowu), a także bałtycka troć. Jest przynętą numer jeden na bałtyckiej plaży, z uwagi na jego powszechną dostępność. Z reguły tuszkę kroję ostrymi nożyczkami (a nie nożem!), na podłużne 3-5 cm paski, o grubości ok.1cm i przewlekam kilka razy przez haczyk. W związku z tym, iż śledź to z reguły dosyć miękka przynęta – aby uchronić go przed spadaniem w czasie rzutu – owijam go obowiązkowo nitką elastyczną. Znaną metodą poprawy tekstury śledzi, które „pójdą” później na haczyk, jest ich moczenie….w soli. Sól wyciąga z ryby wodę, tuszka robi się zdecydowanie bardziej twarda i nie spada tak łatwo z haczyka.

Tubis i dobijak – to wyjatkowo skuteczne przynęty w połowie fląder, turbotów, dorsza (zakaz połowu), troci oraz belony. Bardzo duże dobijaki i tubisy filetuję, stosuję mniejsze połówki lub mniejsze kawałki. Najczęściej staram się zakładać całe rybki dopasowując ich wielkość, do poławianego gatunku. Po założeniu, zalecam dodatkowe mocowanie z użyciem nici elastycznych. Zapobiegnie to zerwaniu się przynęt, przy energicznym zarzucie oraz pozwoli na odpowiednie uformowanie przynęty. Z reguły staram sie przewlec całe rybki przez haczyk i nawlec na żyłkę, po czym owijam cały pakiet nitką elastyczną na całym przebiegu. Należy to robić dokładnie, bo jeden błąd i rybka przy rzucie zniknie z haczyka.

Filety z belony to wyjątkowo skuteczna przynęta w połowie większości bałtyckich gatunków. Najlepsze wyniki osiągam w połowie płastug, które w niektórych porach roku przedkładają belonę, ponad wszystkie inne smakołyki. Filety z belony, to także wyśmienita przynęta…na samą belonę. Zarówno świeże jak i rozmrożone filety są dosyć wdzięcznym materiałem – są sprężyste i mają twardą skórę, przez co bardzo dobrze trzymają się na haczykach. W połowie fląder, stosuję paski o długości 3-4cm i szerokości maksymalnie 1cm. W większości przypadków filety nie potrzebują „nitkowania”. Jednak ja z reguły stosuję nitkę, aby przynętą osiągnęła pożądany przeze mnie kształt. Zwłaszcza, gdy ma się zmieścić w wąski pyszczek „bałtyckiego bociana”.

Szprot jest wyśmienitą przynętą na bałtyckiego dorsza, troć, turbota oraz flądrę. Jest jednak wyjątkowo „niewdzięczny” w obróbce i trzeba mieć dużą wprawę, żeby poradzić sobie z odpowiednim przygotowaniem i założeniem tej przynęty na haczyk. Jest wyjątkowo miękki – zarówno świeży jak i rozmrożony – i bezwzględnie wymaga zastosowania nitki elastycznej tak, aby uformować przynętę i przymocować ją gęstym oplotem do haczyka i do żyłki troka bocznego, tak jak na zdjęciu poniżej. Z reguły stosuję całe szproty, bo w trakcie przygotowania, a także po zarzucie szybko tracą swoją objętość i strukturę.

Czerwone robaki są przynętą numer jeden w połowie bałtyckiego białorybu – leszczy oraz płoci. Dobrze sprawdzają się także w połowie bałtyckich okoni, węgorzy (obecnie całkowity zakaz połowu), a także płastug. Z czystej wygody i sklepowej dostępności, bałtyccy łowcy stosują hodowlane dendrobeny, o rozmiarze 3 i 4. Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem własnych „kompościaków”, które mają nieocenione walory smakowe (oczywiście dla ryb).  Przekonałem się o tym wielokrotnie w połowie bałtyckich leszczy. Niemniej w trakcie sezonu także wspomagam się kupnymi dendrobenami, ale tylko ze sprawdzonych źródeł. Na haczyki nadziewam reguły większy pęczek – bo zazwyczaj w czasie rzutu coś się urwie lub spadnie.  Znam wędkarzy, którzy stosują taśmę PVA, owijając pakiety robaków przed zarzutem, ale ja osobiście nie praktykuję tej metody. Zamiast tego zazwyczaj stosuję białe robaki (które notabene, są też bardzo dobrą przynętą, w połowie biłaorybu i nie tylko) , nadziewane na grot haczyka, które pełnią funkcję naturalnego stopera, wzbogacając smakowo pęczek „czerwońców”. Jeżeli chcecie zwiększyć jędrność czerwonych robaków przed ich założeniem na haczyk, koniecznie wrzućcie je na chwilę do pojemniczka z chłodną, morską wodą. Zmniejszycie ryzyko, że spadną z haczyka podczas zarzutu.

Rosówka jest niedocenianą przez plażowych wędkarzy, ale wyjątkowo skuteczną przynętą w połowie leszczy, okoni oraz węgorzy (przypominam o obecnym całkowicie zakazu połowu). W połowie leszczy i okoni, stosuję kawałki nadziane kilkakrotnie na haczyk. W przypadku węgorzy – kiedy jeszcze można je było poławiać – używałem z dobrym skutkiem całych, dużych rosówek, które nadziewałem na haczyki przy użyciu długich igieł i nawlekałem na żyłkę. Pamiętajcie o tym, że rosówki wymagają częstej podmiany na nowe!

Krewetki, które zakupicie świeże lub mrożone to częsta alternatywa gdy jedziecie na ryby i nie ma cie ze sobą nic. Po drodze w planach jedziecie do sklepu, kupić świeżego śledzia. A tu klops. W sklepie nie ma nic. Ale ciągle jest otwarta “biedronka”, w której dostaniecie zamrożone krewetki od ręki. To jest niewątpliwa zaleta. Drugą jest to, że rozmrażają sie one dosyć szyko. Są też dosyć wdzięczne w obróbce na haczykach, ale wymagają koniecznie zastosowania nici tak, aby nie spadały z haczyka podczas rzutów. Nie ukrywam, że świeża krewetka, ta z pancerzykiem, w niektorych okolicznościach to przynęta “killer”. Spróbujcie sami. Warto zainwestować w tą dosyć drogą przynętę, zwłaszcza w połowie bałtyckich płastug. Niemniej mrozóne, sprawdzają się także.

Przynęty na haczykach wymagają regularnej zmiany zgodnie z zasadą: jeden rzut jedna przynęta. Kilkugodzinne moczenie tego samego „robaka” w wodzie, jest najczęstszym błędem popełnianym przez początkujących wędkarzy.

Kilka słów o haczykach

Aby dobrze zaprezentować przynętę, koniecznym wydaje się zastosowanie odpowiedniego typu i rozmiaru haczyków do rodzaju stosowanego mięska. Używajcie haczyków przeznaczonych do połowu w „solance”. Najczęściej stosuję haczyki typu Aberdeen (z długim trzonkiem i z uszkiem) w rozmiarach od 6 do 2. W połowie białorybu stosuję rózne wariacje haczykowe, w zależności od tego co akurat mam.

Zasada stosowania haczyków jest prosta. Muszą być ostre i odpowiednio dowiązane. Znam także takich wędkarzy, którzy po wrzuceniu do wody jednego zestawu, nigdy go już nie wykorzystują ponownie z uwagi na to, że haczyki się już stępiły. Oczywiście nie namawiam do takiego radykalizmu, ale zalecam styl zdroworozsądkowy. Częstsza zmiana haczyków i zestawów, to mniejsza liczba splątań i większa ilość ryb na brzegu.

W zasadzie, to by było na tyle, tej krótkiej wariacji na temat przynęt i ich przygotowania.

Jak zwykle, gorąco pozdrawiam oraz zachęcam do lektury, także wcześniejszych części mojego poradnika.

Oczywiście zapraszam do wspólnych spotkań na plaży. Szczegółów szukajcie na naszej stronie oraz na profilu Szkoły na FB.

Do zobaczenia na plaży!

opr. Andrzej Jaw Esox

Proudly powered by WordPress

ZAPROSZENIE – “DARŁOWSKA BELONIADA DLA KAŻDEGO 2025”

To kolejne już szóste, plażowe, integracyjne otwarte spotkanie na bałtyckiej plaży ”DARŁOWSKA BELONIADA DLA KAŻDEGO” . Zapraszamy na spotkanie, które tak jak zwykle, będzie miało charakter spotkania otwartego, integracyjnego dla wszystkich sympatyków wędkarstwa plażowego i wszystkich chętnych.

Będzie okazja, do wspólnego łowienia i wymiany doświadczeń. Pomożemy, odpowiemy na wszystkie pytania, podzielimy się swoim doświadczeniem.

Jeżeli nie macie sprzętu, a chcielibyście zacząć swoją przygodę z wędkarstwem plażowym, także serdecznie zapraszamy.

Wszystko w doborowym towarzystwie zespołu Polskiej Szkoły Surfcastingu i Darłowskiego Towarzystwa Turystyczno-Wędkarskiego przy oprawie medialnej Radio Gozdawa. Zapewniamy miłą atmosferę i dawkę pozytywnych emocji!

Data: 17 maj 2025

Start: godz. 9:00

Miejsce: plaża Darłówko wschodnie

Więcej szczegółowych informacji pojawi się na naszym profilu FB (klikając w poniższa ikonkę) oraz na naszej stronie www w kolejnych postach.

Zapraszamy serdecznie!

opr. Andrzej Jaw Esox

Proudly powered by WordPress

Plażowe abc – poradnik. Grunt to grunt, czyli słów kilka o ciężarkach plażowych

Ciężarki plażowe to wyjątkowo istotna część plażowego wyposażenia, która nie zawsze traktowana jest z należytą atencją. Brak określonego kształtu czy gramatury, często się mści i uniemożliwia efektywny połów. Dlaczego tak się dzieje i jakie ciężarki zabrać ze sobą na plażę, dowiecie się w dzisiejszym już ósmym odcinku naszego plażowego abc – czyli poradnika surfmaniaka. W dzisiejszym odcinku, omówię podstawowe modele ciężarków, które używam.

Ciężkie wybory

Czy ciężej znaczy lepiej? Jaką gramaturę dobrać do określonych warunków? Czy kształt i kolor ma znaczenie? Ile i jakie ciężarki zabrać na plażę? Odpowiedzi na te pytania, tylko z pozoru są proste. Często będziecie stać przed dosyć ciężkim wyborem, bo sprawa jest dosyć skomplikowana. Dlaczego? Wybór odpowiedniego ciężarka, uzależniony jest, od bardzo wielu czynników, takich jak: warunki wietrzne, siła falowania i uciąg, ukształtowanie dna i typ łowiska, technika rzutowa, ciężar wyrzutowy wędziska, gatunek poławianej ryby, a co za tym idzie także rodzaj zestawu. Także tego, czy łowimy w dzień czy w nocy. W związku z tym, że ciężarki to jedna z cięższych części naszego wyposażenia, trzeba znaleźć złoty środek tak, aby mieć na plaży to co trzeba, ale żeby nie brać ze sobą na plażę sklepu z ołowiem. Na początku waszej plażowej drogi, możecie wykorzystać wszelkie gramatury i kształty, które posiadacie i przywieziecie ze sobą na plażę. W przypadku małego falowania morza, zarówno kształt i gramatura nie będą miały większego znaczenia. Najważniejsze, żeby zarzucić i zacząć zabawę.  Sytuacja komplikuje się – gdy zaczyna dmuchać i wiatr napędza fale. W sezonie letnik dodatkowym „przeciwnikiem” będzie oczywiście wszechobecne „zielsko”.

Gramatura

Ciężej nie znaczy wcale lepiej i dalej. Błędem początkujących wędkarzy, jest stosowanie zbyt dużych gramatur. Pozornie wydaje się, że jak cięższe, to da się dalej zarzucić i ciężarek będzie lepiej trzymał się dna. Nic bardziej mylnego. Masa ciężarka, musi być każdorazowo dopasowana do ciężaru wyrzutowego i specyfiki wędki oraz techniki rzutu. Najbardziej uniwersalnymi gramaturami – które polecam w najprostszej technice rzutu znad głowy – jest zakres pomiędzy 80-150g. A o tym, czy ciężarek będzie dobrze leciał, świadczy głównie technika rzutu i jego kształt, a nie tylko ciężar. To, czy ciężarek będzie lepiej lub słabiej trzymał się dna, nie zależy tylko i wyłącznie od jego ciężaru, ale kształtu dopasowanego do specyfiki dna. Niejednokrotnie lżejsze ciężarki, o określonych kształtach, np. piramidy, stożki o masie 120-140g, trzymają się dna o wiele lepiej niż inne kształty, ale cięższe nawet o 40-50g.  

Z biegiem czasu doszedłem do wniosku, że stosowanie lżejszych ciężarków ma więcej zalet, niż stosowanie zbyt ciężkich. Tak więc coraz częściej schodzę poniżej 150g i uważam,  ze stosowanie cięższych, powinno być zarezerwowane na „szczególne warunki”.

Kolor i fosforescencja

Czy kolor ma znaczenie i wypływa na ilość brań? Uważam, że w określonych okolicznościach takich jak: natężenie światła, przejrzystość wody, ukształtowanie i typ dna, może mieć znaczenie. Niewątpliwie ciężarki fluorescencyjne (fluo), a zwłaszcza fosforescencyjne (fosfo), które świecą światłem o różnym natężeniu i kolorze, mają znaczenie zwłaszcza w nocy.  Jasną sprawą jest, że ciężarki same nie łowią, bo koniec końców, głównie liczy się rodzaj i jakość przynęty.

Coś uniwersalnego, czyli najlepszy kształt

Zapytacie zapewne, co w takim razie polecam? Poniżej przedstawiam moje ulubione i sprawdzone kształty oraz gramatury. Jeżeli szukacie czegoś sprawdzonego i uniwersalnego, wybierzcie coś z poniższej listy, dopasowując każdorazowo – tak jak już wcześniej wspomniałem – do warunków pogodowych, specyfiki wędki i zdolności rzutowych. Oczywiśćie to nie są wszytskie dostępne kształty, kolory itp.

Z biegiem czasu, każdy z Was, zdobędzie na tyle dużo doświadczenia, że dokładnie będzie widział, w jaką gramaturę, kształt czy kolor, zaopatrzyć się przed wyjściem na plażę. Eksperymentujcie, nie ograniczajcie się tylko w jednego kształtu. „Żonglujcie” kolorami i gramaturami. Odkrywajcie zalety określonych kształtów i kolorów. Nie ma nic gorszego, jak stosowanie tylko jednego typu ciężarka. Pamiętajcie, że źle dobrany kształt i ciężar, to częsty powód powrotów znad wody „o kiju”.

Pocisk (włoski) w kształcie grzybka widoczny na poniższym zdjęciu, to mój ulubiony kształt. Leci daleko i dobrze kotwiczy zestaw. Jego właściwości toczenia się – w przypadku fali i uciągu – wykorzystuję do aktywnego poszukiwania ryb w łowisku. Przy okazji jest wyjątkowo funkcjonalny, bo bardzo łatwy w „operowaniu” i nie stawia większych oporów, przy ściąganiu zestawu. Stosuję gramatury od 125g do 150g max. w kolorze czystego ołowiu. Kiedyś stosowałem 175g, ale już od kilku lat zaniechałem tak ciężkich gramatur. Dla mnie ten ciężarek, to numer jeden na bałtyckiej plaży.

Piramida to ciężarek, którego po prostu, nie wypada nie mieć. Uwielbiany przez bałtyckich wędkarzy, ale w mojej ocenie często „nadużywany”, bowiem jest stosowany zawsze i wszędzie. To zdecydowany błąd! Piramidy przydają się głównie, w przypadku silniejszego falowania i mocniejszego uciągu, a nie na spokojne warunki! Przekonacie się o ich wartościach użytkowanych, kiedy potrzebne jest aktywne zakotwiczenie zestawów na dnie. Stosuję gramatury 120g do 150g. W przypadku wyjątkowo silnego falowania przechodzę maksymalnie do 160-185g zamiast stosować ciężarki z „wąsami”. W połowach nocnych, dobrze sprawdzają się, jedno lub dwukolorowe odmiany fosfo.

Piłka jest po piramidach, najbardziej lubianym ciężarkiem, na bałtyckiej plaży. Jednak stosowanie piłek, wymaga szczypty doświadczenia, żeby znaleźć złoty środek, pomiędzy wagą i właściwościami tocznymi tego ciężarka. Jeżeli nie dopasujcie masy ciężarka do uciągu i fali, piłka będzie przesuwana zbyt szybko……lub wcale. Z reguły stosuję gramatury rzędu 80g do 140g. Większość z moich piłek, jest z reguły wyposażona w dłuższą antenkę. Zapytacie dlaczego? Dlatego, że lekkie falowanie na twardym dnie, powoduje ruch wahadłowy antenki i delikatne podciąganie, czyli „pracę” zestawu. Dodatkowo antenka ułatwia uwolnienie ciężarka, który ma nadzwyczajne właściwości wpadania w miękki piasek. Stosuję piłki w różnej gamie kolorystycznej, w tym fosfo. Moje ulubione kolory, to czerwień hiszpańska oraz biały i żółty fosfo. Lubię także czysty ołów.

Stożek, zwany często wiadrem, świetnie mocuje zestawy na dnie, ale przy uciągu i fali, pozwala na lekkie toczenie się zestawów, zatrzymując się na dnie tam, gdzie jest lekkie zagłębienie i nierówność. W mojej ocenie, jest o wiele bardziej wszechstronny niż piramida. W naturalny i kontrolowany sposób „wędruje” do miejsc, gdzie możemy się spodziewać żerującej ryby, a właściwości toczące pomagają wielokrotnie w samo zacięciu niezdecydowanej ryby.  Stosuję je zazwyczaj w formie fosfo, w gramaturach 135g do 160g. Szczególnie lubię kolor biały i pomarańczowy. Stożki „latają” wcale nie gorzej niż piramidy, dlatego zachęcam bardzo do ich stosowania. Stosuję stożki zarówno z dłuższą antenką, jak i bez (tylko z uszkiem).

Dysk (krążek) to wyjątkowy ciężarek, który wykorzystuję głównie w połowie fląder. Często mówię, że ten płaski ciężarek jest dla „płaskich”. Stosuję małe gramatury od 60g do 120g. Świetnie nadaje się do penetracji piaskowego dna, bowiem podczas podciągania zestawu, wyjątkowo efektywnie tworzy chmurkę piaskową, uwalniając z dna flądrowe smakołyki. Podciągany krążek powoduje min. „wyskakiwanie” z miękkiego piasku dobijaków lub tubisów. Taki sunący po dnie płaski bolid, często wzbudza zainteresowanie ospałej i obżartej oraz zakopanej po „uszy” (znaczy oczy) flądry. Stosuję je w nocy i głównie w opcji białej fosfo.

Ciężarek z kolcami (powszechnie nazywany drapakiem) stosuję wyjątkowo rzadko. Niemniej musicie mieć je w swoim arsenale, bo będą potrzebne przy bardzo silnym uciągu, gdy nie będziecie w stanie utrzymać zestawów na dnie, przy użyciu piramid lub stożków. Wąsy kotwiczą zestawy, ograniczając do minimum przesuwanie. Wadą tych ciężarków jest to, że niejednokrotnie trzeba je wręcz “wyrywać” siłowo z dna, co nierzadko kończy się zerwaniem linki lub nadmiernym „zmęczeniem” żyłek. Gramatura, którą stosuję, to 135g wzwyż. Ciężarki te mają wyjątkowo słabe właściwości lotne.

Najbardziej powszechną bazą do budowy ciężarków jest ołów. Do produkcji wykorzystuje się także inne materiały, w tym min. kamień. Z uwagi na stosunek objętości do masy oraz kształt, tracą one swoje dobre właściwości lotne. Niemniej, kiedy potrzebny jest kamuflaż i łowienie pośród kamieni, sprawdzają się znakomicie.

Wzbudzanie ciężarków pokrytych powłoką reagującą na światło – zwane fosforescencją – jest powszechnie stosowane w wędkarstwie plażowym. Najlepszy efekt uzyskacie używając specjalnej, małej latareczki ze światłem UV. W odróżnieniu do zwykłej latarki, efekt świecenia po wzbudzaniu utrzymuje się dłużej.

Kilka słów o bezpieczeństwie

Na koniec kilka słów o tym, o czym bezwzględnie musimy pamiętać, czyli kwestia bezpieczeństwa. Prawidłowa umiejętność posługiwania się ciężarkami, jest podstawą bezpiecznego łowienia. Zaczynając od odpowiedniej techniki rzutu, a kończąc na aspektach technicznych materiałów użytych do mocowania ciężarka, w tym wszelkich klipsów montażowych oraz odpowiedniej umiejętności ich dowiązania. Do tego odpowiednia jakość materiałów użytych, w tym: linki głównej, przyponów strzałowych itp. Popełniony błąd może skończyć się wręcz tragicznie więc pamiętajmy, że w tym przypadku nie ma miejsca na jakiekolwiek kompromisy. Często łowimy na plaży, na której są inni wędkarze lub inni ludzie. Trzeba mieć zawsze oczy dookoła głowy plus włączone myślenie. Absolutnie nie wolno łowić i zarzucać zestawy, po spożyciu alkoholu. Ciężarki wprawione naszą siłą w ruch osiągają niebagatelne prędkości, a wszelkie błędy to zagrożenie dla nas samych i otaczających nas osób.

  1. Stosujmy sprawdzone mocne klipsy do montażu ciężarków, dopasowane swoją wielkością, wytrzymałością do gramatury stosowanych ciężarków. Małe klipsy nie wytrzymują naprężenia. Często strzelają lub wyginają się w czasie rzutu.

2. Wiążmy umiejętnie klipsy! Stosujmy odpowiednie węzły. Jeżeli jesteśmy niepewni zastosowanego wiązania, utnijmy przypon strzałowy i zawiążmy jeszcze raz. Do skutku. Bez żadnych kompromisów.

3. Sprawdzajmy stan techniczny ciężarków przed łowieniem i każdym zarzutem. Wszelkie wady techniczne, zwłaszcza w obrębie zaczepu ciężarków, krętlików, dyskwalifikują taki ciężarek z dalszego użycia.

4. Bezkompromisowo stosujmy przypony strzałowe dobrej jakości i nie przestarzałe, zleżałe. Dopasujmy ich grubość, do charakterystyki wędki, techniki rzutu, planowanej gramatury ciężarka.

5. Nie eksperymentujcie z różnymi technikami rzutu, jeżeli nie jesteście w każdym z powyższych elementów odpowiednio przygotowani. A już na pewno, nie eksperymentujcie na plaży, jeżeli w pobliżu znajduje się dużo ludzi.

6. W przypadku technik rzutu OTG lub pendulum, bezwarunkowo używajcie klipsów, które uniemożliwiają „wyskoczenie” zaczepu ciężarka z klipsa w czasie rzutu. W tym klipsów wsuwanych lub z wsuwanych i blokowanych rurką termokurczliwą. Najlepsze klipsy to te, które po wpięciu uniemożliwiają jakiekolwiek powrotne wypięcie się ciężarka. Najlepsze w tym zakresie są klipsy firmy Breakaway tzw. Fast Link-Clips czy modele do nich podobne.

7. Kontrolujcie i stosujcie odpowiednią grubość i jakość żyłek, plecionek nawijanych na kołowrotki. Słaba jakość, to częste straty ciężarków, zestawów itp.

8. Nawijajcie na kołowrotki odpowiednią długość linki dopasowanej do pojemności szpul. Ani z mało ani za dużo. Nawinięcie zbyt małej ilości linki, spowoduje skrócenie rzutów i ryzyko zerwań w czasie rzutu w tym „odlotu” ciężarka w niekontrolowanym kierunku. Zbyt pełne nawijanie „pod korek”, kończy się zaplataniem linki w czasie rzutu i ryzykiem zerwania w czasie rzutu.

9. Kontrolujcie stan techniczny kołowrotków, wędzisk oraz przelotek bowiem wszystkie te składają się na bezpieczeństwo rzutów.

10. Bezwzględnie dopasujmy gramaturę ciężarków do charakterystyki wędki (jej ciężaru wyrzutowego). Nie przeciążajmy wędek stosowaniem zbyt ciężkich gramatur.

11. Dostosowujmy charakterystykę, kształt i rodzaj ciężarka do warunków wietrznych, falowania oraz charakterystyki dna. Zwłaszcza w przypadku silnego uciągu.

12. Pracujmy nad techniką rzutów. Ciągły trening, doskonalenie się to mniejsza szansa na błędy, a więc i większe bezpieczeństwo. Szczegóły znajdziecie na naszej stronie w zakładce akademia rzutowca https://www.polskaszkolasurfcastingu.pl/category/akademia-rzutowca/

Do zobaczenia na plaży!

opr. Andrzej Jaw Esox

Proudly powered by WordPress

Akademia rzutowca – playlista na YT

Trenujecie rzuty?

Wczesna wiosna –  przy chimerycznej pogodzie –  to dobry czas, żeby potrenować dalekie rzuty przed pełnym sezonem.

Po szczegóły, zapraszamy do zakładki AKADEMIA RZUTOWCA na naszej stronie oraz na nasz profil YT gdzie znajdziecie dedykowaną playlistę z materiałami szkoleniowymi.

https://www.youtube.com/playlist?list=PL6dfgxh7LT9dhzi-ueK8Ou9QUuynPP3wn&jct=DE9qs4v1NkM9lgiPGPW4nTCPPqqYFg

ZAPRASZAMY!

Michał Abramczuk wywiad Mistrzostwa Świata w wędkarstwie plażowym – 37th World Championship Shore Angling Seniors LaTrembalde France’21

Kolejny, nie publikowany wywiad z Mistrzostw Świata w wędkarstwie plażowym z 2021 roku, znajdziecie na naszym profilu YT . Tym razem wywiad z MichałAbramczuk członkiem Kadry na MŚ ???.

Zapraszamy.https://www.youtube.com/watch?v=rFEdmVY4D58&t=26s

Surfcasting Team Poland Ecofishing Polska Liga Surfcastingu SPORTOWY KLUB WĘDKARSKI “TUBIS” Paweł Przewrocki #surfcastingteampoland # PolskaSzkołaSurfcastingu #polskaligasurfcastingu #Ecofishing

Polska Liga Surfcastingu

Zapraszamy wszystkich do udziału i współpracy w nowym projekcie , którego to logo odkrywamy właśnie przed Wami.

Polska Liga Surfcastingu (PLS), to projekt non-profit, który na celu popularyzację wędkarstwa plażowego w formule integracyjnych, towarzyskich spotkań plażowych, w tym plażowych zawodów sportowych.

Projekt kierujemy do wszystkich tych, którzy zetknęli się z wędkarstwem plażowym oraz tych, którzy chcieliby spróbować tej formy aktywnego wypoczynku wędkarskiego, zwłaszcza w formule integracji sportowej: FISH&FUN. Wszystkich tych, którzy chcą podnosić swoje wędkarskie umiejętności oraz dzielić się swoją wiedzą z innymi.

Do projektu, szczególnie zapraszamy młodzież, dorosłych zainteresowanych tą formą aktywnego, wędkarskiego wypoczynku, połączonego z promocją polskiego wybrzeża, jako miejsca całorocznego, rodzinnego wypoczynku.

Szczegółowych informacji szukajcie na profilu FB Polska Liga Surfcastingu https://www.facebook.com/profile.php?id=100088881241557 , do którego polubienia i udostępnienia szczególnie zachęcamy.

Już wkrótce uruchomimy stronę www projektu, a także będziemy Was na bieżąco informować o szczegółach projektu, w tym min. o kalendarzu spotkań, przepisach oraz o mnóstwie innych, niezbędnych informacji.

Plażowe abc – czyli poradnik SURFMANIAKA – ODCINEK 2 – Marzec’23

O bezpieczeństwie na plaży i nie tylko

Pierwsze kroki po plaży

Może to sprawa tego miękkiego piasku? Może pięknych fal? Nad wyraz dynamicznej i nieprzewidywalnej pogody? Może atrakcyjności gatunkowej bałtyckiej fauny i flory? Może sama atrakcyjność wędkarska? Trudno mi do końca wytłumaczyć do końca, co w tym wędkarstwie plażowym jest, że zaraża ludzi jak wirus? Ten „wirus plażowy” działa od lat 70-ych, ale największą dynamikę osiągnął w ostatnim dziesięcioleciu. Daleko nam jeszcze do spektakularnej popularności dyscypliny takiej, jak w innych europejskich krajach, bo wydaje się,  że w naszych polskich żyłach, płynie jednak więcej wody słodkiej niż słonej? Tak czy owak czas to zmienić!

Pamiętajcie, że nie trzeba wcale rezygnować z żadnej innej ulubionej formy wędkarstwa, na rzecz plaży. Przyjeżdżając nad morze ze słodkowodnym bagażem wiedzy oraz doświadczeń, wiele możemy wykorzystać. Ale też bardzo wiele, zabrać ze sobą na śródlądzie. Zwłaszcza w kwestii dążenia do celu, nieustępliwości, ciągłego myślenia i szukania alternatyw oraz nowych rozwiązań. Czy wiecie, że aby zacząć swoją przygodę z „plażingiem”, na początku wykorzystacie to, co posiadacie w swoim obecnym słodkowodnym arsenale? Tak!

Myślę, że wędkarstwo plażowe w swojej istocie, jest wspaniała alternatywą i odskocznią. Dobrą na każdą porę roku. Także na fantastyczny, rodzinny wędkarski wypad na plażę, w trakcie sezonu wakacyjnego, weekendowego i nie tylko.

Plażowy klimat

W związku z ocieplającym się klimatem, na plaży można spędzić okrągły rok i na prawdę się nie nudzić. A co najważniejsze, poobcować z naturą i poznać fantastycznych ludzi.                

Znam wielu wędkarzy, ale wydaje się, że wędkarze plażowi, to prawdziwi twardziele z krwi i kości. Ludzie z wielkim sercem,  bagażem doświadczeń i wiedzy. Tak jak i ja, w większości “przechodzili” przez kolejne etapy swojej wędkarskiej ewolucji, której obecnym przystankiem, jest plażowa gruntówka. Na co dzień nie stronią od łowienia na muchę, spławik, spinningują, łowią karpie i bawią się feederem. Wiem wiem!… część z Was czytających uśmiecha się pod nosem na samą myśl i oczami wyobraźni widzi klasycznego „grunciarza” nad Bugiem czy Wisłą…..zapięty dzwoneczek – grzechotka. Nic bardziej mylnego w słowie gruntówka plażowa! Ta „gruntówka dalekiego zasięgu” – jak mawia mój serdeczny przyjaciel znad Wisły – to nic innego, jak wędkarska petarda aktywności wędkarskiej.

Jeżeli łykniecie plażowego bakcyla gwarantuję, że w trakcie plażowej ewolucji, będziecie się doskonalić. „Kręcić” własne zestawy. Kombinować. Myśleć. Zmieniać. Pracować nad techniką rzutu. Jeździć na nowe plaże. Wyjeżdżać na zawody w Polsce i za granicę. Spotykać nowych fantastycznych ludzi, od których zawsze będzie się można czegoś nauczyć. Wydaje się, że jest to wielką wartością samą w sobie.

Bezpieczeństwo ponad wszystko

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał kilka słów o bezpieczeństwie, które z kilku względów jest na plaży kluczowe. Pewnie temat ten będzie się „przewijał” w kolejnych odcinkach niemniej, trzeba to mieć zawsze „z tyłu głowy”. Bałtyk to żywioł. Czy to lato czy zima, nic dwa razy się tutaj nie zdarza i zwłaszcza w świetle wypoczynku – zwłaszcza czysto rodzinnego – należy mieć oczy dookoła głowy.

Pogoda nad Bałtykiem jest wyjątkowo dynamiczna. Nauczmy się nie bagatelizować małych rzeczy i być nad wyraz czujni. Śledźmy na bieżąco serwisy pogodowe, obserwujmy na bieżąco zjawiska atmosferyczne. Reagujmy zawczasu. I niech Was nie „omami” pięknie świecące słoneczko w lipcu, bo za pół godzinki może być szkwał i burza. Wymaga to, podjęcia zawczasu odpowiednich kroków, żeby uniknąć sytuacji niebezpiecznych, lub też będących bezpośrednim zagrożeniem życia.

We wszystkich naszych planach i działaniach, trzeba się kierować zdrowym rozsądkiem i celowością połowu. W związku z tym, iż plaża sama w sobie stanowi starcie dwóch głównych żywiołów: wiatru i wody, trzeba do wszystkiego podchodzić z respektem. Nie planujmy łowienia w śnieżycę,  w czasie burzy lub wyjątkowo huraganowym wietrze. Unikajmy wszelkich aktywności w czasie sztormu. Nie wchodźmy do wody wtedy, kiedy nie jest to konieczne, lub gdy łowimy w pojedynkę. Zróbmy krok w tył, kiedy nie jesteśmy pewni efektu lub gdy ryzyko naszych działań jest zbyt duże.

Nasze bezpieczeństwo, to także odpowiedni ubiór, a co najważniejsze, odpowiednie przygotowanie logistyczne i sprzętowe. Logistyka, to tutaj nic skomplikowanego. To proste włączenie myślenia i wyrobienie w sobie odpowiednich, powtarzalnych odruchów, o których porozmawiany w kolejnych odcinkach.

Na koniec rzecz wyjątkowo istotna. Trzeba koniecznie rozważyć celowość łowienia na plaży pełnej ludzi. Sprzęt i obciążenia, których używamy, to zabawki wielkiej mocy. Unikajcie używania tych zabawek w pełni lata, gdy plaża jest wczasowiczów. Połóżcie się wtedy na kocyku i zbierajcie siły na łowienie wieczorem, w nocy lub rankiem. Łowienie przyniesie wam wtedy więcej satysfakcji, mniej frustracji a i efekty będą lepsze. Po co narażać siebie i innych na niebezpieczeństwo związane z latającymi po plaży ciężarkami?

Plażowy styl

Każdy z nas wędkarzy reprezentuje wyjątkowy styl łowienia. Czy to spinning czy spławik, każdy ma swoje przyzwyczajenia i nawyki. Te dobre i te złe. Gwarantuję Wam, że w czasie łowienia na plaży, poznacie siebie lepiej, a plaża dokładnie wszystko zweryfikuje. W pozytywnym tego sensie oczywiście.

Plażowy styl, to może być stacjonarna – dzienna lub nocna – zasiadka nad brzegiem Bałtyku. Plażowym stylem, może być całodniowa, dynamiczna i kilkukilometrowa przebieżka po plaży,  podczas której, obławiamy najlepsze miejscówki. „Plażing” ma to do siebie, że z zasady jest dynamiczny, bo w związku z dużą dynamiką plaży i jej otoczenia, dobre miejscówki dzisiaj, mogą się okazać słabymi za kilka dni lub tygodni.

Tak więc bez względu na styl jaki prezentujemy, musimy być zawsze bacznymi obserwatorami, zdolnymi do podjęcia szybkiej decyzji i zmiany planów.  Wiem, że jako wędkarze bazujemy zwykle na starych utartych schematach i przyzwyczajeniach. Bo tak wygodniej i bezpieczniej. Ale jeżeli jednak chcecie się doskonalić i rozwijać jako wędkarze plażowi, to musicie się przyzwyczaić do większej dynamiki, częstych zmian oraz szukania alternatywy. Podjęcia działań na wskroś utartym przyzwyczajeniom, bo paradoksalnie, może to przynieść wspaniałe rezultaty?          

Przepisy, czyli kto i kiedy może łowić

W morzu wędkować może każdy,  po dokonaniu opłaty na konto GIRM (Główny Inspektorat Rybołówstwa Morskiego). O przepisach będę na bieżąco wspominał w trakcie całego cyklu – bo zdecydowanie odstają od realiów i wymagają koniecznych zmian – ale na początku chciałbym zwrócić uwagę, na kilka podstawowych aspektów.

Wszelkie informacje dotyczące opłat znajdziecie na inspektoratów okręgowych GIRM. Opłata tygodniowa, miesięczna lub roczna – w zależności od potrzeb – nie jest wysoka. Wniesienie opłaty uprawnia do wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego zgodnie z przepisami: ”Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego oraz szczegółowego sposobu i warunków wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego Dz.U. 2019 poz. 1357”. Strony www Inspektoratów zawierają zakładki z informacjami dotyczącymi rybołówstwa rekreacyjnego. Znajdziecie tam wszelkie niezbędne a także aktualizowane na bieżąco informacje, w tym linki do przepisów, ankiet, informacji itp.

W praktyce, do połowu z plaży, wykorzystujemy maksymalnie dwie wędki – dwu lub trzyczęściowe – o długości 3.9 – 4.8m.  Zalecane odległości pomiędzy łowiącymi, są także takie same jak na śródlądziu. Zgodni z obowiązującymi w Polsce przepisami, typowe zestawy do połowów z plaży, mogą być wyposażone w jeden, dwa troki boczne (przepisy odnoszą się do tzw. przyponów, co nie jest zbytnio prawidłowym określeniem). Najwłaściwszym bowiem wydaje się określenie: trok boczny. W przypadku jednego troka, rozwarcie haczyka o jednym ostrzu, nie powinno przekraczać 20 mm. W przypadku dwóch troków (dopuszczone tylko przy połowie płastug), maksymalne rozwarcie każdego haczyka to 10 mm. Odrębną grupę stanowią zestawy do połowu śledzi, bo zestaw taki, może zawierać maksymalnie pięć troków bocznych, z których każdy jest wyposażony w haczyk o jednym ostrzu, którego rozwarcie nie przekracza 6mm.

Trochę o historii i specyfice sportu                                                                                                                             

Warto zaznaczyć, że wędkarstwo plażowe (ang. surfcasting, shore angling), to jedna z najpopularniejszych form wędkarstwa i sportu nie tylko w Europie, ale i na świecie. Dyscypliny z wielkimi tradycjami, która zaczęła się zapewne wtedy, kiedy pierwszy „morski szaleniec”, wrzucił kawałek linki z przynętą z brzegu morskiego do słonej wody. Minęło kilka wieków, a wędkarstwo plażowe – zwłaszcza w ostatnich latach – ewoluuje z niespotykaną prędkością. Lepszy sprzęt, nowe przynęty, nowe taktyki i techniki. Słowem w wędkarstwie plażowym, niczym nie odstajemy od innych metod połowu.

Powiem może nieskromnie – że my plażowi surfmaniacy, zwłaszcza w połowach sportowych – musimy się wykazać ogromną wszechstronnością. Ilość składowych i zmiennych w łowieniu morskim z brzegu jest tak duża, że trudno znaleźć inną dyscyplinę sportu wędkarskiego, która będzie aż tak zmienna i dynamiczna? Tu nie stosuje się żadnych zanęt. Do dyspozycji pozostaje przynęta, sprzęt i otwarta na wszelkie zmiany głowa. Kto lepiej potrafi się adaptować, ten ma większe szanse na wygraną. Ostatnia i może najważniejszą składową jest: dynamika plaży i  samego morza. Już same pływy są niewyobrażalnie dużą zmienną. Inną z minuty na minutę. Z godziny na godzinę, nie wspominając, o zmiennej w ciągu doby.

Bałtyk – sam w sobie jest dynamiczny – ale bez widocznych pływów –  co zdecydowanie ułatwia łowienie. Ale nie myślcie sobie, że przez to łowienie jest bardzo łatwe. Na zadane pytanie: jakie wspólne cechy możemy odnaleźć w łowieniu w Bałtyku i na innych morzach z pływami, ktoś kiedyś odpowiedział…..piasek i pasja. To, powinno dać Wam chociaż śladowe pojęcie, jak skomplikowany i nieprzewidywalny jest ten sport.

Polski sport plażowy

Na koniec gwoli dopełnienia obrazu, kilka słów o naszym polskim surfcastingu  jako dyscyplinie sportowej. Sport plażowy – ten na najwyższym, światowym poziomie u nas w Polsce – to stosunkowo młoda dyscyplina. W historii dotychczasowych startów naszej reprezentacji na MŚ w federacji FIPS-M, udało się reprezentować barwę Polski w zawodach w  Irlandii, Walii, Francji oraz Tunezji.

Odległość, która nas dzieli od stawki najlepszych zespołów, jest jeszcze dosyć spora, ale mamy już na swoim koncie drobne sukcesy.

Każdy wyjazd na zawody tej rangi, to wielka nauka oraz możliwość rywalizowania i podpatrywania najlepszych zawodników. Koniecznie zajrzyjcie na nasz profil YT, gdzie prezentujemy wywiady z naszymi zawodnikami  min. po MŚ w Francji w 2021 roku, które okazały się wyjątkowe, pod względem samej dynamiki łowienia, na atlantyckich pływach.

Polscy wędkarze plażowi, skupieni są zazwyczaj w klubach sportowych, które na bieżąco organizują imprezy, spotkania, współne łowienie oraz zawody sportowe. Jeżeli jesteście zainteresowani zrzeszeniem się w klubie – i pozwolę sobie tutaj na odrobinę prywaty – zapraszam do Sportowego Klubu Wędkarskiego Ecofishing Tubis. Wyjątkowi ludzie i wspaniała atmosfera!

Niemniej zanim będziecie sportowcami, przed Wami długa i wyboista droga. I wcale niekoniecznie, ta jedyna i prawidłowa. Często zapominamy, że tym “sportowym szaleństwie”, z łowienia trzeba po prostu czerpać wielką radość. I o tej radości, i o tym jak się do tego przygotować, będzie właśnie traktował nasz poradnik.

Tak więc drugim odcinkiem, kończymy już trochę przydługi wstęp i wprowadzenie w temat. Od odcinka trzeciego, będą już same konkrety. Uchylając rąbka tajemnicy…zaczniemy od wyposażenia plażowego surfmaniaka.

Następny – trzeci odcinek, już za dwa tygodnie! Zapraszam do lektury i udostępniania linka do naszego, a właściwie Waszego poradnika.

opr. Andrzej Jaw Esox

Marcin Kulczyk wywiad Mistrzostwa Świata w wędkarstwie plażowym – 37th World Championship Shore Angling Seniors LaTrembalde France21

Czas biegnie nieubłagalnie, a my nadrabiamy zaległości..te między innymi z 2021 roku. Część obiecanych wywiadów, ukazało się bezpośrednio, po plażowych Mistrzostwach Świata w Francji. Część opublikujemy w kolejnych tygodniach. Dzisiaj wywiad z Marcin Kluczyk, członek Kadry na MŚ we Francji w wędkarstwie plażowym???. Koniecznie posłuchajcie, co Marcin miał do powiedzenia po ostatniej turze zawodów, a po kolejne wywiady, zapraszamy na naszą stronę FB oraz profil YT. Link poniżej.

https://youtu.be/KhYjKUnf5yg

Surfcasting Team PolandEcofishing Mar Cin Marcin Kulczyk Polska Liga SurfcastinguSPORTOWY KLUB WĘDKARSKI “TUBIS”Surfcasting#surfcastingteampoland#PolskaSzkołaSurfcastingu#polskaligasurfcastingu

Plażowe abc – czyli poradnik SURFMANIAKA – ODCINEK 1 – Luty’23

Odcinek 1 – Słowem wstępu. Dlaczego wędkarstwo plażowe?

W cyklu ”Plażowe ABC”, który będzie się na ukazywał na stronie Polskiej Szkoły Surfcastingu regularnie, postaram się przybliżyć wszystkim temat wędkarstwa plażowego. Wędkarstwa, które w naszym kraju, zdobywa coraz większe rzesze zwolenników.

Cykl pisany, postaramy się uzupełnić w dodatkowe cykle – wywiady, z czołowymi polskimi wędkarzami plażowymi, uczestnikami Mistrzostw Świata, które „dotkną” czysto praktycznej strony wędkarstwa plażowego, przygotowania się do sezonu i wiele, wiele  innych. Szczegółów szukajcie także na naszym profilu YT https://www.youtube.com/@polskaszkoasurfcastingu7391 . Odwiedzajcie także na bieżąco nasz profil na FB, po świeże informacje znad wody i nie tylko.

W związku z tym, że oprócz nielicznych publikacji w prasie wędkarskiej, nie znajdziecie w sieci zbyt wiele materiałów, które pozwolą przestawić tę metodą wędkarstwa w systematyczny i bardziej wszechstronny sposób, postanowiłem przygotować dla Was poradnik, do którego mam nadzieję, będziecie sięgać regularnie. Poradnik, będę na bieżąco modyfikować, zmienić tak, aby dopasować do Waszych potrzeb i tematów, które Was szczególnie interesują. Gdybyście mieli czas i dostęp polecam także lekturę archiwalnych numerów WW z ostatnich trzech lat. W każdym archiwalnym numerze, znajdziecie coś z plaży.

Od lat – wraz z grupą przyjaciół i znajomych – staram się przybliżyć (nie tylko wędkarzom) temat wędkarstwa plażowego. Zebrało się trochę doświadczeń i spostrzeżeń, które miło będzie „przelać” na papier. Podzielić się z innymi swoją wiedzą i doświadczeniami, które pochodzą wszak nie tylko z bałtyckich łowisk.

Mam szczerą nadzieję, że uda się Was zachęcić do łowienia z plaży i zarazem przeprowadzić, przez podstawy oraz drobne zawiłości „plażingu”.

W poradniku, zdradzę Wam wiele tajników i udzielę wielu praktycznych porad. Wszystko od zupełnych podstaw tak, aby nasze plażowe abc było ciekawe, inspirujące oraz bezpieczne. Żeby każdy czuł się dobrze przygotowany i żeby nikt z Nas nie miał wątpliwości, w jakim celu jedzie na plażę.

Jeżeli będziecie mieli uwagi lub będziecie chcieli jakiś temat w szczególności rozszerzyć, piszcie sugestie i uwagi w komentarzach na stronie Polskiej Szkoły Surfcastingu. Projekt Szkoły jest właśnie tym miejscem, w którym mają spotkać się sympatycy surfcastingu. Miejscem wymiany doświadczeń, praktycznych porad tak, aby dać Wam podstawy do odnalezienia się w bałtyckiej scenerii. Dodatkowo – dla wszytskch zaintersowanych – tych mniej i bardziej doświadczonych – przygotowalismy nowy projekt , ktory rusza od kwietnia bieżacego roku, a umożłiwi integrację towarzyską w duchu sportu dla wszytskich, bez ograniczeń. Informacje już wkrótce!

Poradnik nie jest skierowany tylko do nowicjuszy, ale także bardziej zaawansowanych. Mam nadzieję, że także starzy wyjadacze, znajdą dla siebie też coś ciekawego i zachęci ich to także, do dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem.

W surfcastingu najbardziej cenię to, że o wyniku wędkarskim, nie decydują tony zanęt, elektroniki i sprzętu, który z dokładnością do centymetra, pozwoli zlokalizować rybę i sprowokować ją do brania, spuszczoną w okolicę paszczy przynętą. Takie wędkarstwo – w mojej ocenie – jest dalekie od prawdziwej sztuki wędkarskiej, w której liczy się prawdziwy wędkarski kunszt i kontakt (niekoniecznie elektroniczny) z niewidzialnym przeciwnikiem. Gdzie o wyniku, decyduje naprawdę wiedza i „wyczucie” przyrody.

Wędkarstwo plażowe, to wędkarstwo w czystej postaci. To ciągła nauka, bez zbędnego blichtru, ale z dawką mocnego charakteru, które cieszy mnie co dnia swoją zmiennością, nieprzewidywalnością i koniecznością dostosowania całej strategii do żywiołu, jakim jest morze.

W związku z tym nie dziwi mnie, że z plażą w sercu i na co dzień, zostają tylko prawdziwi twardziele, którzy przeszli w swojej wędkarskiej drodze przez różne formy wędkarstwa, w poszukiwaniu wędkarstwa idealnego, które będzie pasować do ich wędkarskiego charakteru. Jeżeli nadal czegoś szukacie, to zapraszam Was serdecznie nad bałtycką plażę. Zapewniam, że odnajdziecie tam swój prawdziwy – i nie tylko wędkarski – charakter. A poradnik pozwoli ten charakter uformować i umocnić.  

Na koniec postaram się opowiedzieć także o tym, co w wędkarstwie plażowym jest piękne, ale i interesujące. Zarazem fascynujące i zaskakujące. 

Warto wspomnieć, że wędkarstwo plażowe – o czym często wspominam – to wspaniały sposób, na połącznie przyjemnego z pożytecznym. Połączenie rodzinnego wypoczynku, z odrobiną wędkarskiej przygody i relaksu. Czy do szczęścia potrzeba więcej? Nabytą wiedzę i umiejętności, wykorzystacie podczas weekendowego wypadu ze znajomymi „po kiju”. Czy też przy okazji wyciszenia się i wyjazdu do plażowej samotni.  Wierzę w to, że każdy znajdzie w poradniku coś dla siebie. Zarówno „plażowy szarak” jak i stary bałtycki „wyjadacz”.  

Na koniec wstępu warto wspomnieć, że nasz projekt Polskiej Szkoły surfcastingu, to także spotkania na bałtyckiej plaży, które organizujemy już regularnie od paru lat. Jeżeli jesteście zainteresowani organizacją spotkań, szkoleń, zapraszamy do kontaktu, przez formularz kontaktowy.  Obserwujcie też nasz profil FB  – znajdziecie tam na bieżąco informacje o planowanych spotkaniach i o tym, co dzieje się na plażach.

Co to takiego ten „surfcasting?

Surfcasting, (ang. shore angling) zwany potocznie wędkarstwem plażowym, to jedna z najpopularniejszych form wędkarstwa i sportu wędkarskiego na świecie. Zaskoczeni? Okazuje się, że w wielu krajach łowienie w morzu ma zdecydowanie dłuższe tradycje, niż „moczenie kija” w wodach słodkich. W niektórych krajach traktowany niemalże jak sport kwalifikowany. Nie dość powiedzieć, że relacja z mistrzostw świata w Walii z 2019 roku, ukazała się w najbardziej medialnym brytyjskim kanale sportowym BBS sport news, na równi z takimi relacjami jak tenis, czy piłka nożna.

Wędkarstwo plażowe przypomina do złudzenia – w kontekście budowy zestawu i techniki połowu – zwykłą…gruntówkę. Do takiego łowienia nie jest potrzeby wysublimowany i drogi sprzęt. Niejednokrotnie wystarczy – jeżeli warunki pogodowe pozwalają – zwykły feeder, kij karpiowy lub wędka surfcastingowa – niekoniecznie z najwyższej półki. Ale o tym w następnych odcinkach.

Bałtyckie okoliczności

Okoliczności przyrody i sceneria, jakie nam daje wybrzeże Bałtyku, są niepowtarzalne. Zdjęcia nie zawsze oddają głębię naszych doznań. Trzeba zobaczyć to własnymi oczami i poczuć na policzkach smagający wiatr, szczypiący w oczy piasek, czy poczuć smak słonawej, bałtyckiej wody. Każdy, kto choć raz był na naszym wybrzeżu, wie o czym mówię. Ci którzy zjeździli cały świat i widzieli niemal wszystko, twierdzą, że nasze polskie plaże są najpiękniejsze. Trudno się z nimi nie zgodzić.

Mam to szczęście, że mieszkam kilka kilometrów od plaży, ale znam nam wielu takich, którzy zachorowali na „plażowego wirusa” i do dnia dzisiejszego, pokonują corocznie setki kilometrów, tylko po to, aby spędzić chwilę, na bałtyckiej plaży. Kilka lub kilkanaście razy w roku. To nic, że pod nosem mają piękne rzeki czy jeziora. Kochają Wisłę i Odrę. Mieszkają nad Sanem, czy na Mazurach. Ciągnie ich nad Bałtyk. Nie pomagają żadne lekarstwa.

Zastanawiacie się zapewne, co takiego w wędkarstwie plażowym jest? Gwarantuję Wam, że jak tylko złowicie swoją pierwszą rybę – chociażby taką fląderkę jak na zdjęciu – zrozumiecie.

W kolejnych odcinkach cyklu trochę teorii, która podparta moją kilkunastoletnią praktyką, pozwoli Was przygotować na plażowe wyzwania tak, aby Wasze efekty były nie gorsze niż na zdjęciu.)

Morze nasze morze                                                                                                                                                            

Nie można oczywiście nie wspomnieć, o naszym morzu, sprawcy tego całego zamieszania. Bałtyk, to stosunkowo płytki i bardzo specyficzny zbiornik (średnio 52,3m głębokości). Brak tu – typowych dla innych mórz – widocznych pływów. O specyfice morza i dynamice plaży, będę pisał przy okazji jednego z odcinków, ale warto wspomnieć, że Bałtyk stanowi w istocie, dużą zlewnię wód słodkich. Z niewielką ilością wlewek wód słonych, z morza Północnego. Woda jest tutaj słonawa, a nie słona. Średnie zasolenie to około 7,5‰. Takie zasolenie, decyduje w głównej mierze o składzie fauny i flory. A przede wszystkim – o tym co nas interesuje nas najbardziej – o stałej obecności ryb słodkowodnych, takich jak: leszcz, płoć, okoń i wielu innych. Właśnie gatunki słodkowodne – oprócz gatunków typowo morskich, takich jak: płastugi, dorsz, belona, turbot – stanowią nie lada atrakcję. Nie wspominając o rybach typowo dwuśrodowiskowych, takich jak: łosoś, troć, sieja czy węgorz. Nie dość powiedzieć, że wszystkie te ryby można złowić z plaży!

Odcinek nr 2 już wkrótce!

opr. Andrzej Jaw Esox