Plażowe abc – poradnik surfmaniaka – organizacja stanowiska plażowego – ODCINEK 10

To w jaki sposób przygotujecie i zorganizujecie stanowisko do łowienia na plaży, zadecyduje o komforcie oraz przyjemności, które będziecie czerpać z łowienia. Ze stanowiskiem wędkarskim, jest tak jak z poukładaniem swoich codziennych spraw. Brak dobrej organizacji i systematyczności, skutkuje problemami, które pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie. A o tym jak uniknąć błędów i prawidłowo zorganizować stanowisko, opowiem w kolejnym, już 10 odcinku poradnika surfmaniaka.

Samo życie

Czym w takim razie jest stanowisko? W surfcastingu, jest to wycinek-obszar plaży (z reguły kwadrat, prostokąt lub trójkąt) bezpośrednio przylegający do linii wody, który swoim zasięgiem obejmuje miejsce rozłożenia całego wędkarskiego ekwipunku. W granicach tego obszaru – w czasie łowienia – się poruszamy. W przypadku naszej bałtyckiej specyfiki i braku pływów, możemy sobie pozwolić, na bardziej stacjonarne łowienie i poniższe wskazówki odnoszą się właśnie, do takiego typu wędkarstwa. W specyfice łowienia na pływach, stanowisko musi mieć charakter czysto mobilny, ale o tym opowiem przy innej okazji.

Z doświadczenia wiem, że początki nie są łatwe i potrzeba sporo czasu, żeby wypracować w sobie prawidłowe odruchy właściwej organizacji. Właściwie, dobra organizacja, zaczyna się w momencie przygotowania do wyjazdu na plażę. Nasz cały misterny plan –  jak to mawiał osławiony „Siara” –  może pójść….hm….w nieodpowiednią stronę i nadto się skomplikować, w przypadku, gdy zapomnimy zabrać ze sobą nawet jednen, za to kluczowy element plażowego wyposażenia.

Przyjmijmy więc zatem, że na plażę zabraliśmy ze sobą wszystko, co potrzebne. W tym wypadku pozostaje nam tylko popracować nad najlepszym i pasującym nam schematem, do przygotowania stanowiska.

Nawet, gdy jesteście tylko wakacyjnymi łowcami, wszystko musi być dokładnie przemyślane. Nie martwcie się swoimi początkowymi niepowodzeniami, bo to nie jest tak, że po wyjściu na plażę, zawsze wiecie jak i co. Mimo wypracowanych przez lata schematów, sam bywam niejednokrotnie zaskakiwany. Zarówno negatywnie jak i pozytywnie. Dlaczego? Bo na plaży, nic nigdy się dwa razy nie zdarza i nigdy nie jest takie samo. Dynamika na plaży, to jedyna pewna rzecz. A my – tak po ludzku – mamy te lepsze i te gorsze dni. Coś nie wyjdzie. Coś się poplącze. Złamie. Przewróci…tak jak w życiu. Nie zniechęcajcie się. Co nas nie zabije… to nas wzmocni! Może brzmi to mało pozytywnie, ale przecież na plaży, jest jak w życiu. Tu zawieje, tam popada, zafaluje i sypnie piaskiem po oczach…samo życie.

Koniec końców, wypracowanie swoich schematów, odpowiednich odruchów oraz dobra organizacja bardzo pomaga i pozwala szybko zareagować. Także w kontekście naszego bezpieczeństwa. Pamiętajcie, bo jest to sprawa nadrzędna. Właściwa organizacja, pozwala podjąć odpowiednie decyzje, a przede wszystkim, czerpać z łowienia przyjemność.

Jeżeli macie taką sposobność, obserwujcie i uczcie się od najlepszych. Otrzymacie bezcenną wiedzę i szkołę, na którą wielokrotnie musielibyście pracować latami. Ale uwaga! Nie powielajcie wszystkiego od „a” do „z”. Każdy jest inny, ma inne przyzwyczajenia i preferencje. Powielając najlepsze schematy, próbujcie wypracować własny, plażowy styl.

Plażowe puzzle

O ilości elementów sprzętowej układanki, decydujecie sami. Często, idzie to w parze, ze stopniem zaawansowania. Z reguły (choć nie zawsze) – na początku naszej plażowej drogi – ilość elementów jest znikoma. Ogranicza się zwykle do wędek lub wędki, pudełka z zestawami, sztyc albo tripoda (tudzież rur PCV). Potem dochodzi: wózek, skrzynia, stolik, namiot, siedzisko, grzebień na zestawy i dużo innych przedmiotów, o których – a także o celowości ich zabierania na plażę – pisałem we wcześniejszych odcinkach.

Pozycjonowanie

Bez względu na to, ile i jakie zabawki zabierzemy do wędkarskiej piaskownicy, jedno jest pewne. I tu trafiamy w sedno tematu. Wszystko musi mieć swoje miejsce. W głowie, musicie mieć ułożony plan działania tak, żeby zaraz po wejściu na plażę i szybkiej ocenie panujących warunków – wiedzieć jak się zachować. Dlaczego? Po pierwsze względy bezpieczeństwa. Po drugie, bo często łowimy w nocy, a w świetle lamki czołowej, nasza wędkarska perspektywa, zmienia się o 100%. Po trzecie, bo w innym wypadku będziemy „latali” po plaży, jak przysłowiowy „kot z pęcherzem”. Zwłaszcza w przypadku gdy mocniej zawieje. Mocnej zadrży wędka, a nam skoczy lekko ciśnienie…Trzeba wtedy umiejętnie opanować emocje, do czego podstawą jest dobra organizacja stanowiska. Najlepiej, żebyście z zamkniętymi oczami, potrafili ocenić co jest i gdzie. I na zasadzie odruchu, dostać się do tego czego chcemy, w określonej chwili. Przynęta, nitka, wyhaczacz, nożyczki, latarka, stolik, grzebień, ciężarek, pudełko z zestawami……to tylko kilka z elementów.

Ci bardziej dociekliwi zapytają: „no dobrze, w takim razie, co decyduje o tym, jak, gdzie i dlaczego, rozstawiamy zabawki w piaskownicy”? No właśnie te: „jak, „dlaczego” i „gdzie”, to są trzy kluczowe aspekty dobrej organizacji.

Jak?

W miarę możliwości, starajmy się zawsze zachowywać taki sam (lub podobny) układ rozmieszczenia elementów wyposażenia tj. wędek, skrzyni, wózka, stolika, namiotu, tripoda\sztyc, grzebienia na zestawy, pojemnika na złowione ryby itp. Oczywiście im mniej wyposażenia zabieramy, tym łatwiejsza logistyka. Taki sam układ, to te same odruchy i dobrze wypracowane przyzwyczajenia. Mamy ściśle określone miejsce na przygotowanie przynęt, zestawów, uwolnienia złowionej ryby. Chwilę odpoczynku, „przycupnięcie” na skrzyni, na łyk ciepłej herbaty, schronienie się przed silnym wiatrem i zacinającym deszczem. To oczywiście tylko kilka elementów plażowej układanki. 

Dlaczego?

Bez względu na ilość sprzętu, ustawienie całego ekwipunku w obrębie stanowiska, uzależniamy głównie od kierunku, siły wiatru oraz falowania. Mówiąc najprościej, zmieniamy tylko kąt ustawienia sprzętu w tym głównie naszego wiatrochronu –  w stosunku do kierunku wiatru i linii brzegowej. Tak, aby „summa summarum” z naszego siedziska, wiatrochronu, swoim wzrokiem, obejmować część pasa wody z wędkami oraz większość (a najlepiej całość) swojego ekwipunku.

W naszych bałtyckich warunkach, pod innym kątem posadowimy sprzęt, gdy wieje wiatr północny, zachodni lub wschodni. Gdy jest bezwietrznie, lub wieje z południa (zza wydmy) z reguły nie mamy większego problemu i ustawiamy się tak, jak nam w danej chwili pasuje. Zaskakujące? Generalną zasadą jest to, że w naszym plażowym centrum dowodzenia, nie wystawiamy się twarzą do wiatru. Przebywając na stanowisku, robimy wszystko, aby wiało nam z boku lub z tyłu. Nigdy prosto w twarz. Jeżeli dysponujemy namiotem, parawanem, parasolem musimy je umieścić go w taki sposób, aby ochronić jak najwięcej wyposażenia przed uciążliwym wpływem wiatru. Z kolei posadowienie namiotu i siedziska, zdeterminuje miejsce ustawienia wędek. Lub na odwrót. Tak, aby tę najważniejszą cześć naszego ekwipunku, mieć cały czas na oku. Zwłaszca w czasie przygotowywania zestawów i przynęt. Sam wędkarz nie może być zbytnio oddalony od wędek (tak aby szybo zareagować), ale też nie może „siedzieć na wędkach” i zadzierać głowę ciągle do góry, patrząc na szczytówki. Nie możemy być też odwróceni do wędek tyłem.

Z wiatrołapu - namiotu lub parasola - warto korzystać nawet przy bezwietrznej pogodzie. Zaletą jest ochrona przed deszczem, wilgocią i a także słońcem.

Gdzie?

Stanowisko na plaży musi znajdować się w najbardziej dogodnym dla wędkarza miejscu. Sprzęt nie może znaleźć się w wodzie, ale też nie może być zbytnio oddalony od brzegu. Ideał posadowienia wyposażenia, to obszar około 10-30 metrów od linii wody lub najwyżej wychodzącej fali przyboju. Przy czym wędki, ustawiamy z reguły na pierwszej linii frontu – najbliżej wody – a resztę ekwipunku w niewielkiej odległości w głębi plaży. Stanowisko musi znaleźć się w miejscu bez żadnych przeszkód, wystających korzeni, betonowych bloków, wielkich głazów – bo jest to po prostu niebezpieczne i wcześniej czy później źle się skończy (zwłaszcza w nocy). Z reguły stanowisko umieszczamy w okolicy najlepszej znanej nam miejscówki (blisko położona rewa, dołek itp.). Na lokalizację, wpływa sama specyfika, budowa plaży, w tym towarzyszących umocnień plażowych oraz charakterystyka samego dna. To czy plaża jest piaszczysta, kamienista. Czy jest wąska szeroka, wysoka. Czy zawiera pokłady torfu, korzenie. Czy w okolicy są łamacze fal oraz inne umocnienia takie jak: wydmy opaski, ostrogi oraz inne budowle (związane ze zrzutem wody), w tym także podwodne rafy. Jaka jest głębokość łowiska. Ale o tym i o tzw. dynamice plaży, porozmawiamy przy okazji następnego – ostatniego już – odcinka poradnika surfmaniaka.

opr. Andrzej Jaw Esox

Proudly powered by WordPress

Plażowy poradnik – mięsko i tylko mięsko, czyli słów kilka o plażowym anty-wegetarianizmie.

Jeżeli zapytacie mnie, co w wędkarstwie plażowym decyduje o sukcesie, odpowiem bez wahania: jakość, rodzaj oraz sposób prezentacji przynęty. Pamiętajcie, że najlepszy nawet sprzęt, nie zastąpi Wam odpowiedniej jakości tego, co założycie na haczyki. W związku z tym, że w trakcie sezonu wędkarskiego nie zawsze dysponujemy świeżymi przynętami, musimy pamiętać o tym, aby morską stołówkę przygotować zawczasu. Tu nie ma miejsca na kuchnię wegetariańską, bo wszędzie króluje mięcho! O tym jak przygotować się do tematu logistycznie i praktycznie, opowiem w dzisiejszym odcinku.

Szkoła życia

Na początek historia, która całkowicie zmieniła moje podejście do tematu bałtyckiej stołówki. Niby proste i oczywiste, ale….  Był maj. Stałem ze spinningiem po pas w „solance”, polując na belony. Za którymś z kolei rzutem, wyłowiłem pięknego dorodnego i dużego dobijaka. Nadział się biedaczek na kotwiczkę, więc bez wahania skróciłem jego cierpienia. Zapakowałem go do kieszeni spodniobutów i po powrocie do domu, znalazł się w lodówce. Pomyślałem, że może się przyda? Minęło kilka dni. Pojawiam się nad wodą ponownie, żeby zapolować na belonę. Tym razem z wędkami plażowymi, bo ryby od kilku dni stoją poza zasięgiem rzutu spinningiem. Mija godzina, dwie i nic się nie dzieje. Zmieniam przynęty jak rękawiczki, ale bez efektu. W pewnym momencie doznałem olśnienia, bo w pudełku zabrałem przecież ze sobą owego dobijaka, którego nie zamroziłem, a po prostu przetrzymałem w lodówce! Odciąłem kawałek rybki. Owinąłem nitką i założyłem na hak. Rzut. Nie minęło 5 minut. Pierwsze branie. Potem były następne i następne. Efekt był taki, że marnej jakości mrożonkami podzieliłem się z bałtyckim ptactwem, a ja od tego czasu, całkowicie zmieniłem taktykę pozyskiwania i przechowywania przynęt.

Świeża za czy mrożona?

Sprawą oczywistą jest to, że zastosowanie świeżej, bałtyckiej przynęty jest ideałem. Myślę tu głównie o śledziach, tubisach, dobijakach, szprotach czy nawet samej belonie. W związku z tym, iż świeże mięsko nie zawsze jest osiągalne przez cały sezon, pojawia się potrzeba przygotowania mrożonek. Wyjątkiem są oczywiście dendrobeny, rosówki czy białe robaki, które z powodzeniem możecie stosować i są właściwie osiągalne, przez okrągły rok.

Tubisy oraz dobijaki pozyskacie głównie – choć nie tylko – późną jesienią, brodząc z podbierakiem z drobniutką siatką przy brzegu. Możecie też spróbować łowić je wczesną wiosną, a nawet w środku lata, w szczególności, gdy woda w lato w szybki sposób się ochładza do temp. ok 8-10*C. Jedna z moich ciekawszych przygód, w jaki sposób zaopatrzyłem się w przynęty, wydarzyła się w zeszłym roku. Wybrałem się na plażę z wędkami na początku września. Temperatura powietrza miała około 28*C. Woda była lodowata, bo w ciągu jednej doby temperatura spadła z 18*C do około 9-10*C. Pod brzegiem wręcz gotowało się od tubisów i dobijaków. Dzieci wraz z rodzicami biegali z siatkami „na motyle” przy brzegu i mieli ogromną frajdę, łowiąc ich spore ilości. W ten sposób – całkowicie nieoczekiwanie – zapełniłem sobie zamrażarkę. Po powrocie do domu, zrobiłem paczuszki i jestem przygotowany do łowienia.

Świeże śledzie, złowicie w kwietniu, maju lub zakupicie od rybaków przez okrągły rok (może z wyjątkiem gorącego lata). Filet z belony, najłatwiej zdobyć w maju.  Ze świeżym szprotem jest trochę trudniej, ale w mrożone szproty –  dobrej jakości-  zaopatrzycie bez problemu, od maja do września.

Generalną zasadą przygotowania mrożonek jest to, że mięso po rozmrożeniu musi być niemal tak świeże, jak przed jego zamrożeniem. Aby osiągnąć ten cel, świeża przynęta musi być odpowiednio przygotowana do mrożenia, a potem przechowywana w odpowiednich warunkach i stosunkowo niskiej temperaturze. Najlepiej poniżej minus 20-25*C.

Zapytacie się pewnie, jak to zrobić? Przecież – na pierwszy rzut oka – nie ma żadnej filozofii w prostym wrzuceniu przynęty do zamrażarki? Nic bardziej mylnego. Jeżeli nie zrobicie tego tak, jak opisałem poniżej, z biegiem czasu, mięsko rybie szybko zjełczeje, utleni się, zżółknie, a przede wszystkim zacznie wysychać. Na koniec, zacznie podśmierdywać.

Moja metoda

Moja metoda przygotowania jest prosta, ale wymaga drobnego nakładu kosztów oraz czasu. Ten realny koszt, to najtańsza zgrzewarka próżniowa i przeznaczone do tego celu, torebki do zgrzewania. Koszt zgrzewarki z torebkami, to około 150 złotych. Zakładam bowiem, że każdy dysponuje dobrą lodówką ze strefą mrożenia (lub zamrażarką). Podstawową zasadą jest to, że nie mrozimy wszystkiego w całości np. dwa kilogramy śledzia, a potem w trakcie sezonu rozmrażamy wszystko, lub część za każdym razem, chcąc pozyskać ilość potrzebną do łowienia. Każdorazowo przygotowujemy pakunki, które dostosowujemy do naszych potrzeb. Zazwyczaj przygotowuję paczuszki, które swoją zawartością, starczają mi z reguły na kilka godzin łowienia, każda z odrębnym rodzajem przynęty. Ciężko jest bowiem zrobić paczuszki ze wszystkim naraz, z uwagi na dostępność poszczególnych przynęt w ciągu roku.

Jeden pakunek na jedno łowienie, który zabieram ze sobą na plażę, zawiera osobno torebki zawierające: kilka śledzi, kilka lub kilkanaście tubisów, filet lub część korpusu belony oraz kilka lub kilkanaście szprotek. Przed wyjściem nad wodę otwieram zamrażarkę i wiem co, gdzie oraz w jakiej ilości mam. A także co i w jakiej ilości zabrać nad wodę, bowiem każdą paczuszkę staram się opisywać markerem z datą mrożenia przynęty.

Mrożenie w torebkach do zgrzewania, z których wcześniej usuwamy większość powietrza, daje jedyną gwarancję na w miarę długi okres przechowanie przynęt.

Skądinąd wiem, że część z Was stosuje torebki strunowe lub zwyczajne sklepowe „zrywki” do mrożenia. Sprawdza się to tylko na krótką metę, bowiem nawet w środku takich torebek, w niskiej temperaturze przy dostępie tlenu, zachodzą nieodwracalne procesy zmiany tekstury przynęt. Mrożenie próżniowe, pozwala na zdecydowanie dłuższe przechowania przynęt i spowolnienie procesów zmiany tekstury oraz wysychania przynęty.

Odpowiednia prezentacja

Skoro nasza morska stołówka jest już przygotowana, warto wspomnieć o odpowiedniej prezentacji przynęty. Jest to tak samo istotne, jak jej jakość. Wielokrotnie przekonałem się, że jej niefachowe a zwłaszcza niechlujne i mało estetyczne przygotowanie, jest powodem niepowodzeń. To trochę tak jak ze zrobieniem ładnej i świeżej kanapki, na którą każdy z nas się połakomi.  Na tą brzydką, nieświeżą z obeschłą kiełbaską i przywiędłą sałatą – niekoniecznie. Gdy filety są zbyt duże, nieodpowiednio dopracowane, poszarpane – z trudem znajdą bałtyckiego amatora. W związku z tym, namawiam każdego z Was, do zaopatrzenia się w zestaw nici elastycznych, które przy odrobinie wprawy, pozwala zrobić z każdego kawałka mięska, istne cudo anty-wegetarianizmu. Dzięki zastosowaniu nici o różnej elastyczności, przynęty możemy uformować w odpowiadający nam sposób.

Szwedzki stół

Rodzaj przynęt powszechnie stosowanych w naszych bałtyckich warunkach, dostosowujemy oczywiście do gatunku poławianych ryb. Niemniej doświadczenie pokazuje, że różne wariacje smakowe, są jak najbardziej wskazane. Nie trzymajcie się zawsze i wszędzie schematu jednej przynęty i nie bójcie się stosować przysłowiowych „kanapek”, bowiem sprawdzają się bardzo dobrze. W przypadku stosowania zestawów z dwoma lub trzema trokami bocznymi – w połowie fląder – na początek zastosujcie różne mięsko, na różne haki. Wbrew panującej opinii – flądra jest dosyć wybrednym smakoszem – i nie tak łatwo utrafić w jej wysublimowane gusta. Więc lepiej podać coś zróżnicowanego, co podpowie nam, jaka przynęta w danym dniu, może okazać się kluczem do sukcesu.

Oczywiście przedstawione rodzaje przynęt to nie jedyne, którymi można skusić nasze bałtyckie ryby, ale o morskiej kuchni egzotycznej i o bałtyckich „żyjątkach”, porozmawiamy przy następnej okazji. Zwłaszcza o ryzyku wprowadzania obcych gatunków i warunkach prawnych.

Zestaw nici elastycznych ze specjalnym „urządzonkiem” jest nieodzowny na bałtyckiej plaży. Pozwala na bezawaryjne wyciąganie nitki – której koniec zawsze zostaje na zewnątrz – nawet wtedy, gdy warunki wietrzne są niesprzyjające, a ręce wychłodzone. Dodatkowo w zależności od potrzeb – dosłownie w moment zdejmujemy wieczko – i podmieniamy szpulkę na nić, o wymaganej grubości i stopniu elastyczności.

Największym „zabójcą” rybiego mięsa, jest dostęp powietrza i nieodpowiednia temperatura mrożenia. Z biegiem czasu traci ono wilgotność, wysycha oraz zaczyna jełczeć. Dodatkowo traci swoją sprężystość oraz właściwości „smakowe”, przez co po rozmrożeniu, jest zdecydowanie mniej atrakcyjne dla ryb. Przechowywanie mrożonek w “zrywkach” lub zwykłej foli kończy się na dłuższą metę tak samo – spójrzcie na zdjęcie na dole po prawej stronie . Czy ktoś ma ochotę na taką smażoną rybkę? To jest typowy przykład na to, jak nie należy przygotowywać i przechowywać przynęt.

 Świeże przynęty wystarczy umieścić w torebce, włączyć zgrzewarkę próżniową, wyciągnąć pożądaną ilość powietrza i już! Po takim zabiegu pakunki umieszczamy w temperaturze nie mniejszej niż minus 20*C. Tak zamrożony materiał przechowuję maksymalnie rok, bo w cyklu rocznym zastępuję go na bieżąco, nowymi mrożonkami. Co wyjątkowo ważne – każdą torebkę dokładnie opiszcie z datą oraz zawartością za pomocą zwykłego markera.

Zarówno zamrożone jak i świeże przynęty, zawsze zabieram nad wodę w „plażowej lodówce”, do której wrzucam wkłady chłodzące, aby cały czas utrzymać niską temperaturę.

A teraz kilka słów o rodzajach stosowanych przynęt. Oczywiście nie wszystkich, ale tych najczęściej stosowanych na bałtyckiej plaży.

Śledź jest dobry na wszystko. Nie pogardzi nią zarówno flądra, turbot, belona, dorsz (pamiętajcie o obecnym zakazie połowu), a także bałtycka troć. Jest przynętą numer jeden na bałtyckiej plaży, z uwagi na jego powszechną dostępność. Z reguły tuszkę kroję ostrymi nożyczkami (a nie nożem!), na podłużne 3-5 cm paski, o grubości ok.1cm i przewlekam kilka razy przez haczyk. W związku z tym, iż śledź to z reguły dosyć miękka przynęta – aby uchronić go przed spadaniem w czasie rzutu – owijam go obowiązkowo nitką elastyczną. Znaną metodą poprawy tekstury śledzi, które „pójdą” później na haczyk, jest ich moczenie….w soli. Sól wyciąga z ryby wodę, tuszka robi się zdecydowanie bardziej twarda i nie spada tak łatwo z haczyka.

Tubis i dobijak – to wyjatkowo skuteczne przynęty w połowie fląder, turbotów, dorsza (zakaz połowu), troci oraz belony. Bardzo duże dobijaki i tubisy filetuję, stosuję mniejsze połówki lub mniejsze kawałki. Najczęściej staram się zakładać całe rybki dopasowując ich wielkość, do poławianego gatunku. Po założeniu, zalecam dodatkowe mocowanie z użyciem nici elastycznych. Zapobiegnie to zerwaniu się przynęt, przy energicznym zarzucie oraz pozwoli na odpowiednie uformowanie przynęty. Z reguły staram sie przewlec całe rybki przez haczyk i nawlec na żyłkę, po czym owijam cały pakiet nitką elastyczną na całym przebiegu. Należy to robić dokładnie, bo jeden błąd i rybka przy rzucie zniknie z haczyka.

Filety z belony to wyjątkowo skuteczna przynęta w połowie większości bałtyckich gatunków. Najlepsze wyniki osiągam w połowie płastug, które w niektórych porach roku przedkładają belonę, ponad wszystkie inne smakołyki. Filety z belony, to także wyśmienita przynęta…na samą belonę. Zarówno świeże jak i rozmrożone filety są dosyć wdzięcznym materiałem – są sprężyste i mają twardą skórę, przez co bardzo dobrze trzymają się na haczykach. W połowie fląder, stosuję paski o długości 3-4cm i szerokości maksymalnie 1cm. W większości przypadków filety nie potrzebują „nitkowania”. Jednak ja z reguły stosuję nitkę, aby przynętą osiągnęła pożądany przeze mnie kształt. Zwłaszcza, gdy ma się zmieścić w wąski pyszczek „bałtyckiego bociana”.

Szprot jest wyśmienitą przynętą na bałtyckiego dorsza, troć, turbota oraz flądrę. Jest jednak wyjątkowo „niewdzięczny” w obróbce i trzeba mieć dużą wprawę, żeby poradzić sobie z odpowiednim przygotowaniem i założeniem tej przynęty na haczyk. Jest wyjątkowo miękki – zarówno świeży jak i rozmrożony – i bezwzględnie wymaga zastosowania nitki elastycznej tak, aby uformować przynętę i przymocować ją gęstym oplotem do haczyka i do żyłki troka bocznego, tak jak na zdjęciu poniżej. Z reguły stosuję całe szproty, bo w trakcie przygotowania, a także po zarzucie szybko tracą swoją objętość i strukturę.

Czerwone robaki są przynętą numer jeden w połowie bałtyckiego białorybu – leszczy oraz płoci. Dobrze sprawdzają się także w połowie bałtyckich okoni, węgorzy (obecnie całkowity zakaz połowu), a także płastug. Z czystej wygody i sklepowej dostępności, bałtyccy łowcy stosują hodowlane dendrobeny, o rozmiarze 3 i 4. Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem własnych „kompościaków”, które mają nieocenione walory smakowe (oczywiście dla ryb).  Przekonałem się o tym wielokrotnie w połowie bałtyckich leszczy. Niemniej w trakcie sezonu także wspomagam się kupnymi dendrobenami, ale tylko ze sprawdzonych źródeł. Na haczyki nadziewam reguły większy pęczek – bo zazwyczaj w czasie rzutu coś się urwie lub spadnie.  Znam wędkarzy, którzy stosują taśmę PVA, owijając pakiety robaków przed zarzutem, ale ja osobiście nie praktykuję tej metody. Zamiast tego zazwyczaj stosuję białe robaki (które notabene, są też bardzo dobrą przynętą, w połowie biłaorybu i nie tylko) , nadziewane na grot haczyka, które pełnią funkcję naturalnego stopera, wzbogacając smakowo pęczek „czerwońców”. Jeżeli chcecie zwiększyć jędrność czerwonych robaków przed ich założeniem na haczyk, koniecznie wrzućcie je na chwilę do pojemniczka z chłodną, morską wodą. Zmniejszycie ryzyko, że spadną z haczyka podczas zarzutu.

Rosówka jest niedocenianą przez plażowych wędkarzy, ale wyjątkowo skuteczną przynętą w połowie leszczy, okoni oraz węgorzy (przypominam o obecnym całkowicie zakazu połowu). W połowie leszczy i okoni, stosuję kawałki nadziane kilkakrotnie na haczyk. W przypadku węgorzy – kiedy jeszcze można je było poławiać – używałem z dobrym skutkiem całych, dużych rosówek, które nadziewałem na haczyki przy użyciu długich igieł i nawlekałem na żyłkę. Pamiętajcie o tym, że rosówki wymagają częstej podmiany na nowe!

Krewetki, które zakupicie świeże lub mrożone to częsta alternatywa gdy jedziecie na ryby i nie ma cie ze sobą nic. Po drodze w planach jedziecie do sklepu, kupić świeżego śledzia. A tu klops. W sklepie nie ma nic. Ale ciągle jest otwarta “biedronka”, w której dostaniecie zamrożone krewetki od ręki. To jest niewątpliwa zaleta. Drugą jest to, że rozmrażają sie one dosyć szyko. Są też dosyć wdzięczne w obróbce na haczykach, ale wymagają koniecznie zastosowania nici tak, aby nie spadały z haczyka podczas rzutów. Nie ukrywam, że świeża krewetka, ta z pancerzykiem, w niektorych okolicznościach to przynęta “killer”. Spróbujcie sami. Warto zainwestować w tą dosyć drogą przynętę, zwłaszcza w połowie bałtyckich płastug. Niemniej mrozóne, sprawdzają się także.

Przynęty na haczykach wymagają regularnej zmiany zgodnie z zasadą: jeden rzut jedna przynęta. Kilkugodzinne moczenie tego samego „robaka” w wodzie, jest najczęstszym błędem popełnianym przez początkujących wędkarzy.

Kilka słów o haczykach

Aby dobrze zaprezentować przynętę, koniecznym wydaje się zastosowanie odpowiedniego typu i rozmiaru haczyków do rodzaju stosowanego mięska. Używajcie haczyków przeznaczonych do połowu w „solance”. Najczęściej stosuję haczyki typu Aberdeen (z długim trzonkiem i z uszkiem) w rozmiarach od 6 do 2. W połowie białorybu stosuję rózne wariacje haczykowe, w zależności od tego co akurat mam.

Zasada stosowania haczyków jest prosta. Muszą być ostre i odpowiednio dowiązane. Znam także takich wędkarzy, którzy po wrzuceniu do wody jednego zestawu, nigdy go już nie wykorzystują ponownie z uwagi na to, że haczyki się już stępiły. Oczywiście nie namawiam do takiego radykalizmu, ale zalecam styl zdroworozsądkowy. Częstsza zmiana haczyków i zestawów, to mniejsza liczba splątań i większa ilość ryb na brzegu.

W zasadzie, to by było na tyle, tej krótkiej wariacji na temat przynęt i ich przygotowania.

Jak zwykle, gorąco pozdrawiam oraz zachęcam do lektury, także wcześniejszych części mojego poradnika.

Oczywiście zapraszam do wspólnych spotkań na plaży. Szczegółów szukajcie na naszej stronie oraz na profilu Szkoły na FB.

Do zobaczenia na plaży!

opr. Andrzej Jaw Esox

Proudly powered by WordPress

Plażowe abc – poradnik. Grunt to grunt, czyli słów kilka o ciężarkach plażowych

Ciężarki plażowe to wyjątkowo istotna część plażowego wyposażenia, która nie zawsze traktowana jest z należytą atencją. Brak określonego kształtu czy gramatury, często się mści i uniemożliwia efektywny połów. Dlaczego tak się dzieje i jakie ciężarki zabrać ze sobą na plażę, dowiecie się w dzisiejszym już ósmym odcinku naszego plażowego abc – czyli poradnika surfmaniaka. W dzisiejszym odcinku, omówię podstawowe modele ciężarków, które używam.

Ciężkie wybory

Czy ciężej znaczy lepiej? Jaką gramaturę dobrać do określonych warunków? Czy kształt i kolor ma znaczenie? Ile i jakie ciężarki zabrać na plażę? Odpowiedzi na te pytania, tylko z pozoru są proste. Często będziecie stać przed dosyć ciężkim wyborem, bo sprawa jest dosyć skomplikowana. Dlaczego? Wybór odpowiedniego ciężarka, uzależniony jest, od bardzo wielu czynników, takich jak: warunki wietrzne, siła falowania i uciąg, ukształtowanie dna i typ łowiska, technika rzutowa, ciężar wyrzutowy wędziska, gatunek poławianej ryby, a co za tym idzie także rodzaj zestawu. Także tego, czy łowimy w dzień czy w nocy. W związku z tym, że ciężarki to jedna z cięższych części naszego wyposażenia, trzeba znaleźć złoty środek tak, aby mieć na plaży to co trzeba, ale żeby nie brać ze sobą na plażę sklepu z ołowiem. Na początku waszej plażowej drogi, możecie wykorzystać wszelkie gramatury i kształty, które posiadacie i przywieziecie ze sobą na plażę. W przypadku małego falowania morza, zarówno kształt i gramatura nie będą miały większego znaczenia. Najważniejsze, żeby zarzucić i zacząć zabawę.  Sytuacja komplikuje się – gdy zaczyna dmuchać i wiatr napędza fale. W sezonie letnik dodatkowym „przeciwnikiem” będzie oczywiście wszechobecne „zielsko”.

Gramatura

Ciężej nie znaczy wcale lepiej i dalej. Błędem początkujących wędkarzy, jest stosowanie zbyt dużych gramatur. Pozornie wydaje się, że jak cięższe, to da się dalej zarzucić i ciężarek będzie lepiej trzymał się dna. Nic bardziej mylnego. Masa ciężarka, musi być każdorazowo dopasowana do ciężaru wyrzutowego i specyfiki wędki oraz techniki rzutu. Najbardziej uniwersalnymi gramaturami – które polecam w najprostszej technice rzutu znad głowy – jest zakres pomiędzy 80-150g. A o tym, czy ciężarek będzie dobrze leciał, świadczy głównie technika rzutu i jego kształt, a nie tylko ciężar. To, czy ciężarek będzie lepiej lub słabiej trzymał się dna, nie zależy tylko i wyłącznie od jego ciężaru, ale kształtu dopasowanego do specyfiki dna. Niejednokrotnie lżejsze ciężarki, o określonych kształtach, np. piramidy, stożki o masie 120-140g, trzymają się dna o wiele lepiej niż inne kształty, ale cięższe nawet o 40-50g.  

Z biegiem czasu doszedłem do wniosku, że stosowanie lżejszych ciężarków ma więcej zalet, niż stosowanie zbyt ciężkich. Tak więc coraz częściej schodzę poniżej 150g i uważam,  ze stosowanie cięższych, powinno być zarezerwowane na „szczególne warunki”.

Kolor i fosforescencja

Czy kolor ma znaczenie i wypływa na ilość brań? Uważam, że w określonych okolicznościach takich jak: natężenie światła, przejrzystość wody, ukształtowanie i typ dna, może mieć znaczenie. Niewątpliwie ciężarki fluorescencyjne (fluo), a zwłaszcza fosforescencyjne (fosfo), które świecą światłem o różnym natężeniu i kolorze, mają znaczenie zwłaszcza w nocy.  Jasną sprawą jest, że ciężarki same nie łowią, bo koniec końców, głównie liczy się rodzaj i jakość przynęty.

Coś uniwersalnego, czyli najlepszy kształt

Zapytacie zapewne, co w takim razie polecam? Poniżej przedstawiam moje ulubione i sprawdzone kształty oraz gramatury. Jeżeli szukacie czegoś sprawdzonego i uniwersalnego, wybierzcie coś z poniższej listy, dopasowując każdorazowo – tak jak już wcześniej wspomniałem – do warunków pogodowych, specyfiki wędki i zdolności rzutowych. Oczywiśćie to nie są wszytskie dostępne kształty, kolory itp.

Z biegiem czasu, każdy z Was, zdobędzie na tyle dużo doświadczenia, że dokładnie będzie widział, w jaką gramaturę, kształt czy kolor, zaopatrzyć się przed wyjściem na plażę. Eksperymentujcie, nie ograniczajcie się tylko w jednego kształtu. „Żonglujcie” kolorami i gramaturami. Odkrywajcie zalety określonych kształtów i kolorów. Nie ma nic gorszego, jak stosowanie tylko jednego typu ciężarka. Pamiętajcie, że źle dobrany kształt i ciężar, to częsty powód powrotów znad wody „o kiju”.

Pocisk (włoski) w kształcie grzybka widoczny na poniższym zdjęciu, to mój ulubiony kształt. Leci daleko i dobrze kotwiczy zestaw. Jego właściwości toczenia się – w przypadku fali i uciągu – wykorzystuję do aktywnego poszukiwania ryb w łowisku. Przy okazji jest wyjątkowo funkcjonalny, bo bardzo łatwy w „operowaniu” i nie stawia większych oporów, przy ściąganiu zestawu. Stosuję gramatury od 125g do 150g max. w kolorze czystego ołowiu. Kiedyś stosowałem 175g, ale już od kilku lat zaniechałem tak ciężkich gramatur. Dla mnie ten ciężarek, to numer jeden na bałtyckiej plaży.

Piramida to ciężarek, którego po prostu, nie wypada nie mieć. Uwielbiany przez bałtyckich wędkarzy, ale w mojej ocenie często „nadużywany”, bowiem jest stosowany zawsze i wszędzie. To zdecydowany błąd! Piramidy przydają się głównie, w przypadku silniejszego falowania i mocniejszego uciągu, a nie na spokojne warunki! Przekonacie się o ich wartościach użytkowanych, kiedy potrzebne jest aktywne zakotwiczenie zestawów na dnie. Stosuję gramatury 120g do 150g. W przypadku wyjątkowo silnego falowania przechodzę maksymalnie do 160-185g zamiast stosować ciężarki z „wąsami”. W połowach nocnych, dobrze sprawdzają się, jedno lub dwukolorowe odmiany fosfo.

Piłka jest po piramidach, najbardziej lubianym ciężarkiem, na bałtyckiej plaży. Jednak stosowanie piłek, wymaga szczypty doświadczenia, żeby znaleźć złoty środek, pomiędzy wagą i właściwościami tocznymi tego ciężarka. Jeżeli nie dopasujcie masy ciężarka do uciągu i fali, piłka będzie przesuwana zbyt szybko……lub wcale. Z reguły stosuję gramatury rzędu 80g do 140g. Większość z moich piłek, jest z reguły wyposażona w dłuższą antenkę. Zapytacie dlaczego? Dlatego, że lekkie falowanie na twardym dnie, powoduje ruch wahadłowy antenki i delikatne podciąganie, czyli „pracę” zestawu. Dodatkowo antenka ułatwia uwolnienie ciężarka, który ma nadzwyczajne właściwości wpadania w miękki piasek. Stosuję piłki w różnej gamie kolorystycznej, w tym fosfo. Moje ulubione kolory, to czerwień hiszpańska oraz biały i żółty fosfo. Lubię także czysty ołów.

Stożek, zwany często wiadrem, świetnie mocuje zestawy na dnie, ale przy uciągu i fali, pozwala na lekkie toczenie się zestawów, zatrzymując się na dnie tam, gdzie jest lekkie zagłębienie i nierówność. W mojej ocenie, jest o wiele bardziej wszechstronny niż piramida. W naturalny i kontrolowany sposób „wędruje” do miejsc, gdzie możemy się spodziewać żerującej ryby, a właściwości toczące pomagają wielokrotnie w samo zacięciu niezdecydowanej ryby.  Stosuję je zazwyczaj w formie fosfo, w gramaturach 135g do 160g. Szczególnie lubię kolor biały i pomarańczowy. Stożki „latają” wcale nie gorzej niż piramidy, dlatego zachęcam bardzo do ich stosowania. Stosuję stożki zarówno z dłuższą antenką, jak i bez (tylko z uszkiem).

Dysk (krążek) to wyjątkowy ciężarek, który wykorzystuję głównie w połowie fląder. Często mówię, że ten płaski ciężarek jest dla „płaskich”. Stosuję małe gramatury od 60g do 120g. Świetnie nadaje się do penetracji piaskowego dna, bowiem podczas podciągania zestawu, wyjątkowo efektywnie tworzy chmurkę piaskową, uwalniając z dna flądrowe smakołyki. Podciągany krążek powoduje min. „wyskakiwanie” z miękkiego piasku dobijaków lub tubisów. Taki sunący po dnie płaski bolid, często wzbudza zainteresowanie ospałej i obżartej oraz zakopanej po „uszy” (znaczy oczy) flądry. Stosuję je w nocy i głównie w opcji białej fosfo.

Ciężarek z kolcami (powszechnie nazywany drapakiem) stosuję wyjątkowo rzadko. Niemniej musicie mieć je w swoim arsenale, bo będą potrzebne przy bardzo silnym uciągu, gdy nie będziecie w stanie utrzymać zestawów na dnie, przy użyciu piramid lub stożków. Wąsy kotwiczą zestawy, ograniczając do minimum przesuwanie. Wadą tych ciężarków jest to, że niejednokrotnie trzeba je wręcz “wyrywać” siłowo z dna, co nierzadko kończy się zerwaniem linki lub nadmiernym „zmęczeniem” żyłek. Gramatura, którą stosuję, to 135g wzwyż. Ciężarki te mają wyjątkowo słabe właściwości lotne.

Najbardziej powszechną bazą do budowy ciężarków jest ołów. Do produkcji wykorzystuje się także inne materiały, w tym min. kamień. Z uwagi na stosunek objętości do masy oraz kształt, tracą one swoje dobre właściwości lotne. Niemniej, kiedy potrzebny jest kamuflaż i łowienie pośród kamieni, sprawdzają się znakomicie.

Wzbudzanie ciężarków pokrytych powłoką reagującą na światło – zwane fosforescencją – jest powszechnie stosowane w wędkarstwie plażowym. Najlepszy efekt uzyskacie używając specjalnej, małej latareczki ze światłem UV. W odróżnieniu do zwykłej latarki, efekt świecenia po wzbudzaniu utrzymuje się dłużej.

Kilka słów o bezpieczeństwie

Na koniec kilka słów o tym, o czym bezwzględnie musimy pamiętać, czyli kwestia bezpieczeństwa. Prawidłowa umiejętność posługiwania się ciężarkami, jest podstawą bezpiecznego łowienia. Zaczynając od odpowiedniej techniki rzutu, a kończąc na aspektach technicznych materiałów użytych do mocowania ciężarka, w tym wszelkich klipsów montażowych oraz odpowiedniej umiejętności ich dowiązania. Do tego odpowiednia jakość materiałów użytych, w tym: linki głównej, przyponów strzałowych itp. Popełniony błąd może skończyć się wręcz tragicznie więc pamiętajmy, że w tym przypadku nie ma miejsca na jakiekolwiek kompromisy. Często łowimy na plaży, na której są inni wędkarze lub inni ludzie. Trzeba mieć zawsze oczy dookoła głowy plus włączone myślenie. Absolutnie nie wolno łowić i zarzucać zestawy, po spożyciu alkoholu. Ciężarki wprawione naszą siłą w ruch osiągają niebagatelne prędkości, a wszelkie błędy to zagrożenie dla nas samych i otaczających nas osób.

  1. Stosujmy sprawdzone mocne klipsy do montażu ciężarków, dopasowane swoją wielkością, wytrzymałością do gramatury stosowanych ciężarków. Małe klipsy nie wytrzymują naprężenia. Często strzelają lub wyginają się w czasie rzutu.

2. Wiążmy umiejętnie klipsy! Stosujmy odpowiednie węzły. Jeżeli jesteśmy niepewni zastosowanego wiązania, utnijmy przypon strzałowy i zawiążmy jeszcze raz. Do skutku. Bez żadnych kompromisów.

3. Sprawdzajmy stan techniczny ciężarków przed łowieniem i każdym zarzutem. Wszelkie wady techniczne, zwłaszcza w obrębie zaczepu ciężarków, krętlików, dyskwalifikują taki ciężarek z dalszego użycia.

4. Bezkompromisowo stosujmy przypony strzałowe dobrej jakości i nie przestarzałe, zleżałe. Dopasujmy ich grubość, do charakterystyki wędki, techniki rzutu, planowanej gramatury ciężarka.

5. Nie eksperymentujcie z różnymi technikami rzutu, jeżeli nie jesteście w każdym z powyższych elementów odpowiednio przygotowani. A już na pewno, nie eksperymentujcie na plaży, jeżeli w pobliżu znajduje się dużo ludzi.

6. W przypadku technik rzutu OTG lub pendulum, bezwarunkowo używajcie klipsów, które uniemożliwiają „wyskoczenie” zaczepu ciężarka z klipsa w czasie rzutu. W tym klipsów wsuwanych lub z wsuwanych i blokowanych rurką termokurczliwą. Najlepsze klipsy to te, które po wpięciu uniemożliwiają jakiekolwiek powrotne wypięcie się ciężarka. Najlepsze w tym zakresie są klipsy firmy Breakaway tzw. Fast Link-Clips czy modele do nich podobne.

7. Kontrolujcie i stosujcie odpowiednią grubość i jakość żyłek, plecionek nawijanych na kołowrotki. Słaba jakość, to częste straty ciężarków, zestawów itp.

8. Nawijajcie na kołowrotki odpowiednią długość linki dopasowanej do pojemności szpul. Ani z mało ani za dużo. Nawinięcie zbyt małej ilości linki, spowoduje skrócenie rzutów i ryzyko zerwań w czasie rzutu w tym „odlotu” ciężarka w niekontrolowanym kierunku. Zbyt pełne nawijanie „pod korek”, kończy się zaplataniem linki w czasie rzutu i ryzykiem zerwania w czasie rzutu.

9. Kontrolujcie stan techniczny kołowrotków, wędzisk oraz przelotek bowiem wszystkie te składają się na bezpieczeństwo rzutów.

10. Bezwzględnie dopasujmy gramaturę ciężarków do charakterystyki wędki (jej ciężaru wyrzutowego). Nie przeciążajmy wędek stosowaniem zbyt ciężkich gramatur.

11. Dostosowujmy charakterystykę, kształt i rodzaj ciężarka do warunków wietrznych, falowania oraz charakterystyki dna. Zwłaszcza w przypadku silnego uciągu.

12. Pracujmy nad techniką rzutów. Ciągły trening, doskonalenie się to mniejsza szansa na błędy, a więc i większe bezpieczeństwo. Szczegóły znajdziecie na naszej stronie w zakładce akademia rzutowca https://www.polskaszkolasurfcastingu.pl/category/akademia-rzutowca/

Do zobaczenia na plaży!

opr. Andrzej Jaw Esox

Proudly powered by WordPress

Plażowe abc – poradnik jak zbudować zestaw plażowy?

Dobrze skonstruowany zestaw plażowy, to połowa wędkarskiego sukcesu. I choć rynek oferuje sporą ilość gotowych zestawów, zachęcam wszystkich początkujących, do „kręcenia” zestawów we własnym zakresie. Nie dość, że proste i pouczające, to radość podwójna, kiedy na własnoręcznie wykonany zestaw, złowicie rybę. Zapewniam Was, że po złowieniu pierwszej ryby, nie „powąchacie” już nigdy, sklepowych zestawów.  

W dzisiejszym odcinku podpowiem, jak zacząć, jakich materiałów użyć i jak skomponować podstawowy zestaw plażowy, na który złowicie większość bałtyckich gatunków. Niemniej, na początku kilka wprowadzających informacji.

Trochę o przepisach

Nasze krajowe przepisy – w kwestii budowy zestawów – jeszcze do końca 2022 roku, dopuszczały stosowanie maksymalnie dwóch przyponów – przy połowie płastug – oraz jednego, przy połowie pozostałych gatunków. Dalczego tylko tyle? Trudno powiedzieć, ale summa summarum, ograniczało to zdecydowanie nasz arsenał i możliwości.

Nowelizacja przepisów rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 27 grudnia 2023 roku (w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego), wprowadziła kluczowe zmiany. Zmiany dotyczące wędkarstwa brzegowo-plażowego, w tym zmianę w budowie zestawów dopuszczonych do połowu, na które czekaliśmy wiele lat. Zmiany te, faktycznie zbliżyły nas do przepisów panujących w innych krajach EU i na świecie. Powiem nieskromnie, że część wprowadzonych zmian, było wynikiem mojej pisemnej petycji skierowanej do Ministerstwa Rolnictwa, na początku 2022 roku. Większość ze zmian – w tym odnoszacych się do zestawów plażowych – zostało zaakceptowaych.

Dlaczego o tym wspominam? Bowiem co najważniejsze, nowe przepisy, umożliwiają stosowanie większej ilości przyponów, zarówno w połowie ryb „płaskich” jak i innych gatunków, co bezpośrednio odnosi się do tematu, który przedstawiam Wam poniżej.

Zachęcam oczywiście, do zapoznania się z przepisami na stronie Ministerstwa Rolnictwa, a także pod poniższym linkiem. Oprócz zmian w samych zestawach, udało się wprowadzić także kilka innych istotnych poprawek, o których warto wiedzieć.

„Co nowego w przepisach łowienia rekreacyjnego od 1 stycznia 2024” ‹ Polska Szkoła Surfcastingu — WordPress

Na koniec wstępu, chciałbym nadmienić, że materiał przygotowałem głównie z myślą o tych najmniej zaawansowancyh “surfmaniakach”. Niemniej mam nadzieję, że i bardziej zaawasowani, znajdą tutaj coś ciekawego dla siebie?

Część główna i przypon

W budowie klasycznych zestawów plażowych, wyróżniamy dwa podstawowe elementy. Część główną (z ang. body) poprzedzielaną przez jeden lub więcej mocowań troków bocznych (z ang. trace). I choć obecne przepisy, odnoszą się do słowa przypon (a nie trok), bardziej właściwe – w mojej ocenie – wydaje się zastosowanie nazewnictwa, nie przypon, a ….trok boczny. Plażowy zestaw, to taka klasyczna choineczka, czy jak kto woli „pater-noster”, gdzie pień choineczki to jest nasza baza (część główna), a gałązki, to troki boczne, czy jak woli ustawodawca, przypony. Detale na zdjęciu poglądowym poniżej.

Materiały

Co będzie potrzebne do budowy najprostszego zestawu? W najbardziej oszczędnej wersji, do budowy, będzie potrzebna tylko żyłka mono i\lub fluorokarbon – 0.50-0.80mm (część główna) oraz 0.35-0.50mm (troki boczne). Widoczne na poniszych zdjęciach materiały, to jedne z kilkunastu dostępnych monofilamentów, które używam. Wiem, że szczególnie amenesia przypadła do gustu bałtyckim łowcom, dlatego ją prezentuję.

W przypadku zastosowania fluorokarbonów, trzeba pamiętać, że nie każdy fluorokarbon ma dużą wytrzymałość na rozciąganie i często bezpieczniejszym od stosowania fluorokarbonu do budowy części głównej, wydaje się zastosowanie monofilamentu. Podczas, gdy troki możemy dowiązać z monofilamentu lub fluorocarbonu, w zależności od upodobań. Osobiście, fluorokarbonu używam do budowy body, ale tylko w lżejszych zestawach (z docelowo mniejszym obciążeniem), bowiem zastosowanie fluorokarbonu do zestawów z ciężarkami powyżej 150-160g – bez względu na jego grubość – może się kończyć zerwaniem zestawu przy energicznym zarzucie. Duża moc w czasie rzutu. Mniejsza rozciągliwość fluorocarbonu. Problem gotowy. Ja przynajmniej – po niepowodzeniach – przestałem tu eksperymentować i z reguły używam monofilamentu. A już na pewno w naszym Bałtyku.

Krok po kroku

Uzupełnieniem potrzebnych materiałów będą także: zaczep do ciężarka, krętlik i\lub zaczep do przyponu strzałowego (tzw. strzałówki) oraz haczyki. W bardziej zaawansowanej wersji, dodamy klasyczne tuleje zaciskowe, krętliki i\lub koraliki dwukanałowe oraz koraliki blokujące (o czym za chwilę) – wszystko dopasowane swoją średnicą, do średnicy żyłki części głównej zestawu. Wybór zaczepów jest przeogromny, a tylko kilka z nich prezentują poniższe zdjęcia.

Na początek, ucinamy odpowiedni odcinek żyłki, będący częścią główną zestawu (z reguły 120-150cm). Na dolnym końcu, zawiązujemy zaczep do ciężarka lub agrafkę (strzałka niebieska na zdjęciu poniżej). Dobrze jest zastosować agrafkę z krętlikiem, zwłaszcza w przypadu, gdy na górze zestawu nie ma krętklika, a jest zwykły zaczep (strzałka zółta).

W prezentowanym poniżej przypadku w krętlik wyposażony jest ciężarek, więc nie ma potrzeby stosowania dodatkowego. Dlaczego obecność krętlika jest istotna? Możecie wierzyć lub nie, ale kręlik zapobiegnie skręcaniu się zestawu, a także przyponu strzałowego, czy żyłki głównej lub plecionki.

Poniższe zdjęcia, przestawiają zestawy demonstracyjne w skali „mikro” tak, aby pokazać ogólną zasadę, co do ich budowy. W rzeczywistości są one oczywiście dużo dłuższe (większe), a odległości od nasady troków są inne. Trzeba zawsze pamiętać, że długość górnego i kolejnego, dolnego troka, nie powinna być dłuższa, od odległości pomiędzy mocowaniami podstawy towarzyszących troków. W innym bowiem wypadku, troki będą się plątały.

Poniżej prawidłowo skomponowany zestaw główny (skrócona wersja demonstracyjna bez dowiązanych troków bocznych), z wykorzystaniem krętlików, do mocowania troków (białe strzałki).

Następnie kroki zależą od tego, w jakiej technice wykonamy zestaw i to, czy będzie posiadał jeden, dwa, czy więcej troków bocznych. Także w jakim wariancie trok boczny będzie montowany. Na poniższym schemacie przedstawiam trzy, najczęściej używane warianty (1, 2 i 3) montażu troka bocznego – oczywiście nie jedyne, ale te najbardziej podstawowe.

Klasyka (wariant 3)

Najprostszą metodą, na zbudowanie zestawu – jest klasyczne dowiązanie troków, do części głównej zestawu. Po dowiązaniu haczyków oraz zaczepu do strzałówki (lub krętlika) – żółta strzałka – oraz zaczepu do ciężarka (strzałka niebieska) zestaw jest gotowy. W zestawach tych, oba troki, muszą być przymocowane co najmniej węzłem ósemkowym i wychodzić w tym samym kierunku, do góry (białe strzałki), wzdłuż zestawu głównego. Na gotowe węzły, zazwyczaj podaję kroplę kleju szybkoschnącego, w celu utwardzenia i dodatkowego mocowania.

W opcji nieco bardziej zaawansowanej – do mocowania troków – stosujemy najczęściej krętliki, koraliki dwukanałowe lub inne mechanizmy.

Krętlik (wariant 2)

W przypadku zastosowania krętlików podczas montażu troków, pozostawiamy niezbędny, 1-2 milimetrowy luz dla krętlika (biała strzałka na zdjęciu poniżej) tak, aby mógł się swobodnie obracać pomiędzy koralikami, które z kolei ograniczamy tulejami zaciskowymi, dopasowanymi swoją średnicą do body. Średnica zastosowanych koralików, nie może być mniejsza od oczka krętlika – w innym bowiem wypadku krętlik przeleci na wylot. Otwory w koralikach, muszą także odpowiadać średnicy zaciskanych tulejek, bo w najgorszym przypadku także przelecą przez nie na wylot. Nawet po zaciśnięciu tulejek.

Bez względu na to czy będziemy łowić na jeden, dwa lub trzy troki zasada jest taka – że na żyłkę główną zestawu (body), po zawiązaniu zaczepu na ciężarek, nanizujemy zawsze elementy na wszystkie komplety mocujące troki, które wydają sie nam konieczne. Ja zazwyczaj trzy pełne komplety.

Zdjęcia przykładowych tulejek o różnej średnicy (którą dopasowujemy do średnicy żyłki głównej zestawu) poniżej. Do zaciskania tulejek najlepiej jest użyć dedykowanych szczypiec, także widocznych na zdjęciu.

W przypadku budowy zestawów z wykorzystaniem krętlików i tulejek, wygląda to następująco.

Po zawiązaniu zaczepu do ciężarka, w kolejności naniuzjemy: tuleję, koralik, krętlik, koralik i tuleję. I znowu: tuleja, koralik, krętlik, koralik tuleja. Na koniec znowu ta sama czynność trzeci raz. Zawiązanie zaczepu spowoduje, że trzy nanizane komplety nie zsuną sie nam, pozostaną na dole i w łatwy sposób rozmieścimy je po części głównej, w zależności od naszych potrzeb. Po nanizaniu wszystkich elementów zawiązujemy u góry krętlik lub zaczep i w zasadzie “jesteśmy w domu”. Pozostaje dowolne rozmieszcznie trzech kompletów po części głównej zestawu oraz zaciśnięcie tulejek i dowiązanie troków bocznych. Możecie zrobić to w domu lub nad wodą. Także w zależności od waszych preferencji – w czasie lub przed wędkowaniem – dowiązujemy tyle troków ile będziemy w danej chwili potrzebować. W omawianym przypadku: jeden, dwa lub trzy. Ja bardzo często zaciskam tulejki oraz dowiązuję troki do krętliów, bezpośrednio nad wodą, gdy warunki na to oczywiście pozwalają. Wielkość krętlików musi zostać dopasowana do średnicy żyłki głównej, troka – i znowu wybór jest ogromy (zdjęcie poniżej po prawej stronie).

Koralik dwukanałowy (wariant 1)

Zamiast klasycznych krętlików, można zastosować koraliki dwukanałowe (białe strzałki na zdjęciu poniżej). Moje ulubione koraliki dwukanałowe prezentuję na lewym zdjęciu powyżej. Dopasowujemy je – tak samo jak krętliki- do średnicy żyłki głównej i przyponu. Te dwa modele prezentowane na zdjęciu są dosyć uniwersalne (średnica 3.3 mm pasuje do żyłki głównej o średnicy do 0,8mm i troka bocznego o średnicy do 0,4mm; średnica 4mm pasuje do żyłki głównej o średnicy do 0,9mm i troka bocznego o średnicy 0,6mm). Blokujemy je z obu stron węzłem ósemkowym i dodatkowo mniejszymi koralikami ograniczającymi, które zapobiegną „wyskakiwaniu” koralików dwukanałowych poza węzły części głównej. W przypadku zastosowania bardzo grubej żyłki- bliskej maksymalnej średnicy przez jaką może przejść koralik – można nie stosować koralików ograniczających, a jedynie pozostać z węzłami ósemkowymi. I znowu zasada nanizania kompletów koralików jest taka sama jak w przypadku krętlików i tulejek. Zamiast tulejek, zawiązujemy węzły ósemkowe i dowiązujemy troki boczne. W związku z tym, że dowiązanie troków i przewleczenie żyłki lub fluorokarbonu przez koralik, nie jest takie proste i wymaga precyzji, w tym wypadku łatwiej jest przygotować wszystko w domu.

Trok boczny mocujemy, przewlekając linkę troka w poprzek koralika dwukanałowego i blokujemy go, węzłem z dodatkowym koralikiem ( biała strzałka). Zamiast koralika można zastosować kilkakrotny węzeł i dodatkowo zabezpieczyć go kroplą kleju szybkoschnącego.

Dowiązanie strzałówki

Gotowy zestaw plażowy, jest połączony z przyponem strzałowym (białe strzałki ponizej) za pomocą specjalnych zaczepów, w które wpina się w krętlik, co pozwala na szybkie wypięcie zestawu i założenie nowego. Na zdjęciu dwa warianty montażu. Zaczep na końcu strzalówki albo górnym końcu zestawu. Obie wersje są poprawne.

Żyłka w czasie wiązania węzła na zaczepie lub krętliku zestawu, powinna przejść podwójnie przez oczko przed zaciśnięciem. Przewlekania „na raz”, może skończyć się zerwaniem zestawu podczas energicznego zarzutu.

Haczyki

Rozmiar i rodzaj haczyka dopasowujemy do gatunku poławianej ryby i rodzaju przynęty. Na początku najlepiej sprawdzą się haczyki typu Aberdeen, które mają dłuższy trzonek. Stosując różne rozmiary, znajdą zastosowanie w połowach większości bałtyckich gatunków.

W swoim ekwipunku posiadam już gotowe, przygotowane troki z haczykami, które nawinięte są na sprytne urządzono (poniżej). Kiedy potrzebuję zawiązać lub wymienić trok, otwieram pudełko, pociągam za haczyk i „hyc” gotowe bez plątania!

Elementy wabiące na trokach

Zastosowanie elementów wabiących, to kolejny etap zaawansowania. Mogą być to elementy pływające, tonące. Róznej wielkości, koloru i kształtu. Świecące lub nie. Opowiem o nich przy innej okazji, ale zdjęcie poniżej powinno dać Wam pojęcie w temacie różnorodności dostępnych opcji.

I to by było w zasadzie tyle podstawowych informacji, ktore w mojej ocenie, powinny Wam pozwolić na zabawę z zestawami. W przypadku jakichkolwiek pytań służę pomocą.

Do zobaczenia na plaży

opr. Andrzej Jaw Esox

Proudly powered by WordPress

Plażowe abc – czyli poradnik SURFMANIAKA – ODCINEK 5 – Luty’24

Wyposażenie plażowego twardziela – lekka galanteria plażowa

Lekka galanteria, to przydane elementy plażowego wyposażenia, które nie zajmują dużo miejsca, a w większości przypadków są niezbędne. Jestem pewien, że większość z nich, znajduje się w Waszym słodkowodnym arsenale. Wykorzystacie je także z powodzeniem, na bałtyckiej plaży.

Kilka z omawianych w dzisiejszym odcinku elementów, jest dedykowanych głównie do wędkarstwa plażowego, ale nie będzie to dużym obciążeniem dla Waszej kieszeni, jeżeli zdecydujecie się na ich zakup.

Metalowe co nieco

Ostre nożyczki na plaży, to podstawa. I bynajmniej nie służą najczęściej do przecinania żyłek, plecionek, a głównie do przygotowywania przynęt oraz filetów. Nożyczki są o wiele wygodniejsze, bardziej poręczne w użyciu i zdecydowanie bezpieczniejsze od noża. Więc o ile noża, używam w zasadzie tylko do filetowania lub „oprawiania” złowionych ryb, o tyle nożyczki, są bezwzględnie koniecznie, do pełnej obróbki przynęty. Muszą być jednak zawsze ostre. Od kilku sezonów używam nożyczek firmy Mustad, które dostałem w prezencie od mojego kolegi i są po prostu niezawodne oraz ciągle ostre!

W swoim metalowym arsenale posiadam także oryginalny, chirurgiczny pean (a właściwie dwa – w dwóch różnych rozmiarach), które służą mi najczęściej, do odhaczania złowionych ryb.

W swoim pudełku, mam także szczypce oraz obcinaczki do paznokci. Szczypce z wąskim zakończeniem, mają wielorakie zastosowanie – mogą w niektórych przypadkach służyć do odhaczania wyjątkowo kąśliwie zaciętych ryb, a także stanowić typowy przyrząd służący do zaciskania, zaciągania węzłów, zestawów, śrucin itp. Obcinaczki do paznokci, zna chyba każdy wędkarz i nie trzeba przedstawiać ich wędkarskich zalet.

Igły

Uzupełnieniem galanterii metalowej, będą wszelkiego rodzaju igły, które są bardzo pomocne, podczas przygotowania przynęt, nawlekania robaków czy komponowania „przynętowych kanapek”. Na koniec całej operacji przygotowywania przynęty, nawlekamy wszystko na haczyk, właśnie przy użyciu igły, której jeden z końców – pusty w środku – pozwala na zaczepienie grota haczyka i przewleczenie całego „burgera”.

Wszystkie elementy metalowe, których używamy na plaży, powinny być wykonane z wysokogatunkowej stali. Po każdym wędkowaniu, wszystkie „metale” (zwłaszcza te słodkowodne), koniecznie wypłuczcie pod bieżącą wodą. Zapobiegniemy w ten sposób ich szybszemu zużyciu, stępieniu i korozji. Niemniej mimo konserwacji, często trudno się pozbyć wpływu „zęba czasu” i co jakiś czas nas sprzęt, będzie potrzebował wymiany.

Te elementy, które widzicie na powyższym zdjęciu, są już bardzo wysłużone, bo mają kilka lat, ale wciąż dobrze spełniają swoją rolę.

Portfel dobry na wszystko

To, że portfel jest dobry na wszytko – zwłaszcza pełny – wie chyba każdy. I chyba nie rzadziej niż w codziennych realiach, pełny i dobrze zaopatrzony portfel, przyda się zawsze na plaży.  I nie mowa tu o klasycznych portfelach, w których gromadzimy banknoty, ale o portfelach, w których przechowujemy plażowe zestawy.

Osobiście bardzo je lubię i wszystkim gorąco polecam. Zajmują mało miejsca, są lekkie, a przezroczyste torebki, w których umieszczamy zestawy w przejrzysty sposób, ukazują swoją zawartość.

Zamiast klasycznych porfeli używam zamiennie torebek strunowych, ktore spinam często metalowym klipsem biurowym, wrzucam do pudełka lub skrzyni plażowej. Torebki strunowe opisuję markerem.

Zaletą takiego rozwiązania jest to, że nie zajmują one wiele miejsca. Często zestawy w torebkach strunowych, można wrzucić prosto do kieszeni pokrowca na wędki, wrzucić parę cięzarków i jesteśmy gotowi do wyjścia na plażę!

Krążkowy zawrót głowy

Lekkie, wykonane z miękkiej pianki krążki na zestawy, są świetną alternatywą dla klasycznych portfeli. Zajmują więcej miejsca, ale w zamian, pozwalają na lepszą segregację, wizualizację oraz uporządkowanie zestawów.

Różne kolory krążków, pozwalają na komponowanie grup zestawów kolorystycznie, w odniesieniu do gatunku poławianej ryby lub typu i charakterystyki zestawu.

Najwygodniejszym miejscem do przechowywania krążków są specjalne pudełka, które kupujemy w komplecie wraz z krążkami lub umieszczamy je pod wiekiem pudeł plażowych w specjalnie do tego celu przymocowanych drabinkach, w które wsuwamy krążki. Zobaczcie sami na poniższe zdjęcia.

Dodatkowo krązki wyposażone są często w dedykowane naklejki, na których możemy dokładnie opisać wszelkie detale, które charakteryzują każdy z zestawów, nawinięty na krążek.

Niezastąpiona nić

Dobra elastyczna nić to coś, bez czego w wędkarstwie plażowym nie można się obejść i powinna się znaleźć bezsprzecznie, na wyposażeniu każdego wędkarza plażowego. Także tego mniej zaawansowanego.

Nici służą do odpowiedniego uformowania i przygotowania zestawu przynęt na haczykach. Z jednej strony osiągamy odpowiednią formę. Z drugiej strony zmniejszmy ryzyko zerwania przynęty z haczyków, podczas energicznego zarzutu. Nici, możemy zastosować zarówno do przynęt miękkich i żywych, ale też martwych czy mrożonych, takich jak: klasyczne robaki, dżdżownice, bałtyckie krewetki (garnele), bałtyckie tubisy, dobijaki czy szproty oraz filety z ryb czy owoców morza.

Pamiętajcie o tym, że w morzu woda jest w ciągłym ruchu, więc dobre przymocowanie i prezentacja przynęty jest podstawą sukcesu. Nici mają swoją grubość, a co za tym idzie elastyczność – więc każdorazowo musicie wybrać odpowiednią dla Was wersję. Zazwyczaj okreśła się je jako cienkie, średnie i grube.

Oświetlenie – czołówki

W związku z tym, że często łowimy po zmroku, dobra „czołówka” jest wyposażeniem, bez którego trudno się obejść. Także i głównie ze względów bezpieczeństwa. Ręce pozostają całkowicie wolne, a my dzięki dobrej koordynacji ruchów głową, możemy zarówno oświetlać przedpole jak i strefę, w której przygotowujemy zestawy, przynęty czy też operujemy wędkami.

Czołówka musi być odporna na przenikanie wody, wilgoci i mieć kilka stopni regulacji jasności światła, bowiem innego (mniejszego) natężenia światła używamy do przygotowywania przynęt, a innego (silniejszego) do oświetlania terenu.

Na wyposażeniu powinniśmy mieć zawsze zapasową czołówkę, zapasowe baterie lub akumulatorki. Osobiście zawsze zabieram ze sobą jedno i drugie. Polecam Wam właśnie takie rozwiązanie, bo bezpieczeństwa na plaży nigdy za wiele.

Plażowa chłodziarka

Powtarzam to zawsze jak przysłowiową mantrę, ale odpowiednia jakość przynęt, to w dużej mierze, sukces naszego połowu. Dlatego namawiam do przetrzymywania przynęt w odpowiednich warunkach i nie chowania ich „po kieszeniach”. Nawet jeżeli zabieramy ze sobą kilka pudełek robaków, czy też „mrożonki”, nie wystawiajmy ich na działanie zbyt wysokiej temperatury, słońca i wysuszającego wiatru.

Wystarczy, że zastosujemy najprostsze rozwiązanie i umieścimy je, w plastikowym zamykanym pudełku po lodach. Z jednym albo dwoma cienkimi wkładamy chłodzącymi. To już będzie duży sukces.

Dla bardziej zaawansowanych polecam tzw. cool-boxy, które omówimy przy okazji odcinka o przynętach. Jak wygląda klasyczny cool-box możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. Co ważne, po włożeniu przynęt i wkładów chłodzących, można je szybko zamknąć zamkiem błyskawiczym lub zamknąć po prostu wieczko i w drogę!

Dobrze izolowany cool-box jest w stanie utrzymać temperaturę bliską zera przez kilka lub kilkanaście godzin (wszystko z zależności od temparatury zewnętrznej).

opr. Andrzej Jaw Esox

Plażowe abc – czyli poradnik SURFMANIAKA – ODCINEK 4 – Styczeń’24

Wyposażenie plażowego twardziela – czyli o „wadze tematu”.

Kontynuując opis najbardziej przydatnych elementów plażowego wyposażenia, wybór, ocenę, czy też celowość zastosowania, pozostawiam Wam. Wszystko będzie zależeć od Waszych potrzeb i stopnia zaawansowania. Jednocześnie chciałbym jasno podkreślić, że aby zacząć przygodę z „plażingiem”, na początku wykorzystacie to, co macie w swoim słodkowodnym arsenale. Niemniej namawiam, żebyście spróbowali wyjść, poza etap całkowitego minimalizmu tak, aby łowienie było bardziej komfortowe i przyniosło więcej satysfakcji. A jak to zrobić? O tym dowiecie się z dzisiejszego odcinka, w którym przedstawię kilka gabarytowo większych, elementów plażowego ekwipunku.

Kategorie wagowe na plaży?

Często (żartobliwie) dzielę wędkarzy plażowych – tak jak sportowców niektórych dyscyplin – na kategorie wagowe. I to nie w kwestii masy ciała, ale wagi sprzętu, który zabierają na plażę. Mam nadzieję, że nikt się na mnie nie obrazi – wręcz przeciwnie, wywoła to uśmiech – bowiem każda z kategorii, ma swoje zalety oraz wady, a będzie to wyjściem do dyskusji o „wadze tematu”. Wspominam o tym, bowiem „waga sprzętu” nie decyduje o wyniku, ale w określonych “okolicznościach przyrody” ma znaczenie. Rozsądne i przemyślane wyposażenie, daję większą paletę możłiwości i alternatyw, co przy dynamicznym „plażingu”, jest niejednokrotnie kluczowe.

Wyróżniam więc, wakacyjną kategorię słomkową – kiedy na plażę ruszamy z kijem, kołowrotkiem i pudełkiem robaków. Waga musza, to dwa kije i dwa pudełka robaków. Może lecz nie musi, zdarzyć się podpórka. Kategoria kogucia, to dwa kije, dwa pudełka, pokrowiec na wędki i sztyce. W wadze półśredniej, zamiast sztyc, dochodzi stojak i siedzisko. W kategorii średniej pojawia się wózek, zaś w półciężkiej dochodzi skrzynia plażowa. Waga ciężka to już pełen wypas z namiotem plażowym. Oczywiście mamy do czynienia także z kombinacjami kategorii-😊 Zastanówcie się koniecznie, w której kategorii się teraz znajdujecie?

Z doświadczenia wiem, że w przypadku, gdy wpadniecie w szaleństwo “wyścigu zbrojeń”, trzeba później pracować nad ciągłym “odchudzaniem” naszego ekwipunku, pozostawiając tylko niezbędne rzeczy, dopasowane do naszych aktualnych potrzeb.

Pamiętajcie o tym, że często łowimy po zmroku, więc „ogarnięcie” całego wyposażenia przed i po łowieniu, jest tym bardziej skomplikowane. Wszystko musi być usystematyzowanie i mieć swoje miejsce. Nie idźcie w kierunku pakowania wszystkiego w dziesiątki toreb, torebek czy pudełeczek, bowiem jedno „pomieszczenie plażowe” całkowicie starczy.

Z mobilnym „pomieszczeniem” na plażę?

Najlepszym i najpraktyczniejszym wyjściem, a jednocześnie impulsem do ograniczenia ilości sprzętu oraz rozsądnego spakowania całej galanterii plażowej, jest dedykowana skrzynia plażowa. Uważam, że nie ma nic prostszego i funkcjonalnego. Dobra i pojemna skrzynia, jest wykonana z bardzo odpornego, lekkiego tworzywa. Chroni przed sypiącym piaskiem i wodą oraz wilgocią. Może służyć jako stolik, siedzisko, deska do oprawiania złowionych ryb, miara oraz miejsce do przygotowywania przynęt, czy zestawów. Pozwala na wrzucenie wszystkiego w jedno miejsce i usystematyzowanie całego plażowego bałaganu, przed i po łowieniu. Do skrzyni umocujecie osobne stoliczki, podstawkę pod ciężarki, a pod wiekiem umocujecie drabinkę, w którą wepniecie krążki piankowe z Waszymi zestawami. Brzmi zachęcająco?

Centrum dowodzenia na kołach

Mimo, że „poradnik surfmaniaka” jest dedykowany głównie do „plażowych szaraków”, to nie można nie wspomnieć o wózku plażowym, bez którego nie obejdzie się – prędzej czy później – wędkarz, który chce wyjść poza granice plażowego minimalizmu. Wózek, nie będzie Wam zapewne potrzebny, podczas wakacyjnego lub czysto stacjonarnego łowienia tzw. “na szybko”. Jest jednak niezastąpiony, kiedy trzeba spakować dużo sprzętu i kiedy chce się aktywnie łowić, przemieszcając się z miejsca na miejsce. W mojej ocenie, wózek przydaje się nawet wtedy, kiedy trzeba pokonać kilkaset metrów, z całym ekwipunkiem z samochodu na plażę. Zabieramy wtedy wszystko “na raz”, bez potrzeby ciągłego wracania po coś, o czymś zapomnieliśmy, lub nie daliśmy rady, zabrać za pierwszym razem.      

 Na dobrze zorganizowanym wózku, znajduje się wszystko to, co jest potrzebne do przygotowania stanowiska, bez potrzeby rozstawiania dodatkowych elementów – może poza triopodem lub sztycami na wędki. Choć dostępne są już wózki, które posiadają także wbudowane uchwyty na kije. Zachowujemy porządek i wszystko jest na swoim miejscu.  Pakowanie sprzętu po łowieniu, zajmuje tylko kilka, a nie kilkanaście minut.

Rodzaje wózków, to kolejny temat rzeka. Nie ukrywam, że najlepszym rozwiązaniem, są wózki na kołach typu balon. Zdecydowanie sprawdzają się na miękkim piasku, w przypadku którego, wózki na wąskich gumowych kołach, po prostu zapadają się, zwłaszcza w przypadku sporego obciązenia. Koła balonowe, dają zupełnie inne opory toczenia, a co najważniejze, można je już zakupić, za naprawdę rozsądne pieniądze i zamontować do naszego starego wózka.

Z kolei wybór samego wózka, to już kwestia zasobności Waszego portfela. Ceny wahają sie od kilkuset, do nawet kilku tysięcy złotych. Czy warto? Na to pytanie, musicie sobie odpowiedzieć sami.

Oprócz pełnej funcjonalności wózka, opcji umieszczenia na nim pudła plażowego, wmontownych podpórek, grzebieni na zestawy, stolika itp. itd., najważniejszą i często pomijaną kwestią, jest samo wyważenie środki ciężkości wózka. Wiem, że zapewne dla części z czytelników, kwestia ta może wydawać się niestotna i niezauważalna, ale wydaje sie kluczowa zwłaszcza wtedy, kiedy łowimy naprawde aktywnie przemieszczając sie z miejsca na miejsce. Wśród wielu “przerobionych” przeze mnie modeli wózków fabrycznych (bo samoróbki to inny temat), najlepiej w mojej ocenie sprawdza sie wózek marki WheelEzz, prezentowany na poniższych zdjęciach. Jest bardzo prosty w budowie, ale ma wyśmienicie położony środek ciężkości. Nie ma niestesty opcji dokupienia dodatkowego wyposażenia, takie jak grzebienie, uchwyty, ale wystarczy postawić na nim skrzynię, postawić namiot, a toczenie sprzętu po plaży, to istna przyjemność. Jeżeli troszeczkę pokombinujecie, do wózka można w zasadzie przymocować wszystko, wliczjąc w to grzebień czy stolik.

Plażowe podpórki

Są niezbędne do mocowania wędek w miękkim piasku lub kamieniach. Zastanawiacie się pewnie co będzie lepsze? Klasyczna podpórka, plażowe sztyce, stojak (tripod) a może zwykła, szara rura PCV? Wszystko będzie zależeć od typu podłoża, ale na początek wystarczą zwykłe podpórki. Zwłaszcza, gdy nie ma dużej fali i nie wieje, a plaża jest piaszczysta. W przypadku wzmagającego się wiatru i większej fali, znacznie lepiej sprawdzają się rozwiązania, które uniosą szczytówki wędek jak najwyżej, pionowo w górę. Dlaczego? Unikniemy w ten sposób, smagania żyłki przez fale przybojowe i zminimalizujemy ryzyko osiadania glonów na żyłce lub plecionce. Także łatwiej będzie zauważyć brania.

Plażowe wieszaki i stoliki

Na początku przygody z „plazingiem”, można się bez nich zapewne odejść. Niemniej, jeżeli będziecie gościć na plaży częściej, przekonacie się z pewnością, że czegoś Wam brakuje. Tym brakującym – a zarazem bardzo praktycznym i funkcjonalnym – ogniwem, będą wszelkiego rodzaju grzebienie na zestawy, stojaki plażowe, tripody z grzebieniami, tackami, stolikami. Umożliwiają zachowanie porządku w obrębie stanowiska, a co najważniejsze, pozwalają w spokoju (i nie na kolanach) przygotować zestawy, przynęty oraz dokonać niezbędnych korekt czy napraw zestawów. To będzie nasze plażowe centrum operacyjne. Najbardziej funkcjonalne rozwiązaniem to takie, aby wszystko było w jednym miejscu. Czyli grzebień i tacka\stolik. Najlepiej na jednym uchwycie. Jak jeszcze wszystko znajdzie się na wózku – osiągniemy ideał.

Niemniej w przypadku metody czystego minimalizmu, wybór zabawek, które chcemy zabrać na plażę, zależy oczywiscie tylko i wyłącznie od Waszych potrzeb..

Pojemniki na złowione ryby

Wszelakie pojemniki, będą uzupełnieniem pakietu wyposażenia i w zasadzie powinien posiadać je każdy, zarówno początkujący i zaawansowany wędkarz plażowy. Możecie do tego celu wykorzystać najtańsze plastikowe wiadra lub też specjalne dedykowane pojemniki, w których umieszczamy uśmiercone ryby po ich złowieniu.

Dobrym zwyczajem – praktykowanym przez wędkarzy plażowych na całym świecie – jest umieszczenie ryby – bez względu na to, czy jest wymiarowa czy też nie – bezpośrednio po złowieniu, w pojemniku wypełnionym świeżą wodą morską, który z kolei umieszczamy blisko brzegu. Podczas, gdy ryba znajduje się w wodzie, mamy czas na odłożenie wędki i sięgnięcie – jeżeli to potrzebne – po narzędzia do uwolnienia ryby. Tym samym oszczędzamy rybie cierpień i przebywania, czy też przeciągania na\po piasku, bez dostępu świeżej morskiej wody. W przypadku, gdy wymiarową rybę zamierzamy zabrać, niezwłocznie po złowieniu,  humanitarnie ją uśmiercamy.

~~Przyp z dnia 01.01.2024 roku – W związku z wejściem w życie nowego rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 29 grudnia 2023 roku w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego w §8.1 czytamy co następuje: ” Złowione ryby, z wyjątkiem ryb z gatunków nierodzimych, przechowuje się żywe w znajdujących się w wodzie siatkach rozpiętych na obręczach albo uśmierca się je bezpośrednio po złowieniu.”

W ocenie zespołu PSS, §8.1 ~ powinien mieć tylko zastosowanie w przypadku, gdy przechowujemy żywe ryby w wodzie, które wcześniej czy później zamierzamy uśmiercić (albo przechowujemy w siatce do momentu uśmiercenia albo uśmiercamy od razu). Jaki bowiem miałby być cel przechowywania żywych ryb w siatkach na plaży? Samo przechowywanie ryb w siatkach w stanie żywym, w przypadku wędkarstwa plażowego, jest z jednej strony niehumanitarne, z drugiej pozbawione głębszej logiki. Może sprawdza się w przypadku akwenów słodkowodnych lub łowienia portowego, ale w przypadku silnego falowania morza, wiatru będzie właściwie niewykonalne, nawet przy zastosowaniu siatek z obręczami. Nie mówiąc o tym, że ryba która jest przechowywana w wodzie, w siatce, ma nikłe szanse na jakiekolwiek przeżycie – zwłaszcza w przypadku silniejszego falowania. Dodatkowo samo w sobie jest niebezpieczne np. w przypadku konieczności posadowienia siatek przez wędkarza na odpowiedniej głębokości, w niesprzyjających warunkach wodno-wietrznych, tak aby zapewnić rybom odpowidnią ilość pozbawionej piachu wody. Na koniec warto wspomnieć o tym, iż rozporządzenie stoi w świetle prawa poniżej ustawy o ochronie zwierząt, a owe przetrzymywanie ryb w siatce na brzegu (plaży), nie może być zakwalifikowane inaczej, niż działanie wyjatkowo niehumanitarne. Powiem więcej znęcanie się nad zwierzętami.

Zwyczajowo w wędkarstwie plażowym w cywilizowanym świecie – ryba po złowieniu – jeżeli warunki nie pozwalają na jej natychmiastowe uwolnienie z haczyka i wypuszczenie, powinna być niezwłocznie umieszczona w pojemniku ze świeżą morską wodą, do momentu jej uwolnienia. W Polsce przepisy rozporządzenia się do tego faktu nie odnoszą. Nie można też wychodzić z założenia, że jeżeli coś nie jest zabronione, to jest dozwolone, a samo rozporządzenie nie będzie w stanie odnieść się do wszystkich sytuacji, wiec wydaje się, że będą niezbędne dodatkowe wyjaśnienie od ustawodawcy.

W wędkarstwie plażowym, czysto sportowym, nie przechowujemy złowionych ryb w celu ich zabrania, bowiem z reguły stosujemy zasadę catch and release, gdzie po pomiarze ryby (która w najgorszym przypadku, jest przechowywana do czasu pomiaru w pojemniku z czystą wodą morską) wypuszczana jest ona w dobrej kondycji do wody. W sporcie wędkarskim plażowym, nie prowadzimy więc rywalizacji na martwej rybie, więc przepis ten w naszej ocenie, nie powinien mieć w wędkarstwie plażowym sportowym zastosowania.

Kończąc – wydaje się – że w przypadku wędkarstwa plażowego czysto sportowego, krótkie przetrzymanie ryby w wodzie w pojemniku ze świeżą morską wodą, jest o wiele bardziej humanitarne, niż “topienie” ryb w siatce w wodzie lub trzymanie na piachu w trakcie czynności odhaczania ryby (co w przypadku płastug może być długotrwałe), w których to przypadkach minimalizujemy szanse na ich przeżycie i powrót do wody w dobrej kondycji.

Niemniej w naszej ocenie, wydaje się konieczne skierowanie pytania do ustawodawcy, o dokładną interpretację tego przepisu, o czym wszystkich zainteresowanych z pewnością poinformujemy.

Z pewnością, nie jesteśmy zwolennikami stosowania jakichkolwiek siatek do przechowywania złowionych (tym bardziej żywych ryb) i w przypadku, gdy nie zamierzacie uśmiercić ryby po jej zlowieniu w celu jej zabrania, w przypadku wędkarstwa rekreacyjnego, zalecamy natychmiastowe wpuszczenie ryby do wody, tak aby w dobrej kondycji, ryba wróciła do wody.

Plażowy leniwiec

To dosyć popularna forma plażowego łowcy, który po zarzuceniu zestawów, „lokuje” swoje ciało, we wszelkiego rodzaju krzesłach, krzesełkach i innych mniej lub bardziej wygodnych fotelach. Plażowe siedziska, to – rzecz jasna – także element wyposażenia. Z reguły jest dosyć ciężki i mało poręczny. I z tego też powodu, jest przeze mnie praktykowany stosunkowo rzadko. W zasadzie, tylko w przypadku całonocnych zasiadek. Kiedy chcę usiąść, z reguły wykorzystuję do tego celu, skrzynię plażową z uprzeżą, ktora pełni także funkcję oparcia.

Zachęcam do lektury następnego odcinka, w którym omówimy drobny sprzęt plażowy, zaś w kolejnej odsłonie, omówię wędki oraz kołowrotki. Obiecuję, że kolejne części będą się ukazywać regularnie tak, żeby Was przygotować do nadchodzącego, nowego sezonu.

opr. Andrzej Jaw Esox

Plażowe abc – czyli poradnik SURFMANIAKA – ODCINEK 3 – Kwiecień’23

Wyposażenie plażowego surfmaniaka – czyli nie ma złej pogody, tylko nieodpowiedni ubiór

Wstęp                                                                          

W wędkarstwie plażowym wyposażenie, dopasowujemy każdorazowo do panujących lub spodziewanych warunków pogodowych,  pory roku oraz tego, co, kiedy i gdzie będziemy łowić. Logistyka przygotowania jest każdorazowo inna i od niej właśnie będzie zależeć sukces naszej wyprawy, a także pełne bezpieczeństwo. Logistyka zaczyna się od ubioru, a kończy na najdrobniejszych elementach wyposażenia. Pamiętajcie o tym, że błędy popełnione w trakcie planowania i przygotowania, zemszczą się na plaży.          

W kolejnym odcinku postaram się przybliżyć głównie taktykę przygotowań, od strony ubioru, a w kolejnych częściach, będę kontynuował opis plażowego wyposażenia, który przyda się Wam w każdych warunkach sezonu.

Dobre czy złe decyzje?

Chciałbym jasno podkreślić, że wybór oraz to, czy i jak daleko, chcecie się posunąć w „wyścigu zbrojeń”, zależy tylko i wyłącznie od Was. Co to znaczy więcej i czy więcej znaczy lepiej? Czy to, że nie będziecie dozbrojeni „po zęby” znaczy, że macie mniejsze szanse? Oczywiście że nie!  Moje doświadczenie wskazuje na to, że warto jednak wyjść, poza etap zupełnego minimalizmu sprzętowego. Myślę, że jak zwykle sprawdzi się metoda „złotego środka”.

Czy pogoń za sprzętem, nowinkami jest konieczna? Z jednej strony pewnie tak. Każdy z nas w pewnym momencie, pewnie dał się ponieść wodzom „fantazji zakupowej”.  Z drugiej, często się zastanawiam, do czego to sprzętowe szaleństwo prowadzi? No cóż pewnie nie mnie to oceniać, ale niemniej postaram się Wam przekazać esencję moich doświadczeń po to, żebyście uniknęli niepotrzebnych błędów i podjęli rozsądne decyzje.

Plażowe klimaty

Pamiętajcie, że na plaży zawsze wieje. Nawet jak dzień jest zupełnie bezwietrzny – a zdarza się tak tylko kilka razy do roku – to wcześniej czy później i tak zawieje. Zwłaszcza rankiem i pod wieczór. Parafrazując słowa „wieszczki”: „sorry taki mamy klimat”. Z wiatrem nie ma co walczyć, za to trzeba być zawsze przygotowanym i po prostu do niego przywyknąć. Wiatr kręci. Wiatr dmucha. Wiatr napędza fale. Wiatr sypie piaskiem po oczach.

Pogoda na plaży, jest wyjątkowo dynamiczna. Potrafi się zmienić kilka razy w ciągu dnia i nocy.  Czasami wchodzimy na plażę w upalne lato, a wychodzimy w strugach zimnego, jesiennego deszczu. Nie raz zdejmujemy z siebie większość ciuchów, bo jest gorąco, żeby za godzinę siedzieć pod namiotem w kombinezonie. Wraz ze zmianami wietrznymi, idą bezpośrednio zmiany temperatury i wilgotności powietrza. Tak więc nasz ubiór i zdolność szybkiej reakcji, są w przypadku „plażingu” niezwykle istotne. Jeżeli zareagujemy zbyt późno, szybko wychłodzimy organizm i stracimy przyjemność z łowienia.

Plażowa garderoba                                                                                                                                                                                 

Doświadczając każdorazowo, bardzo wymagających warunków, mam odczucie, że cała zabawa zaczyna się i kończy, na dostosowanym do warunków, ubiorze. Dlatego też, zaczynam cykl, właśnie od „rozbioru ubioru”. Pomimo, że większość zasad jest Wam zapewne znana, zwrócę uwagę na parę ważnych, plażowych kwestii.                                                                                                                                                                 

Aby łowić komfortowo i czerpać z tego przyjemność, trzeba mieć pod ręką, zestaw niezbędnych – ogólnie dostępnych i niedrogich – fatałaszków. W innym wypadku, będziemy walczyli z zimnem i wiatrem, a łowienie na dłuższą metę, stanie się koszmarem. W większości przypadków, będziecie w stanie wykorzystać rzeczy, który przywieziecie ze sobą ze śródlądzia. Na początek więc, nie będą potrzebne, większe nakłady finansowe. 

Moją złotą zasadą jest to, że bez względu na porę roku (poza upalnym latem), ubieram się zawsze na tzw. „cebulkę”, a pod ręką mam zawsze dwuczęściowy kombinezon. Oprócz takiej zalety, że chroni przed wodą i wilgocią, chroni przed czymś bardziej dotkliwym – uporczywym wiatrem, który może szybko wychłodzić, nawet najbardziej rozgrzanego surf-twardziela. Dobry kombinezon muszą cechować cztery parametry. Musi być lekki, oddychający i musi stanowić solidną ochronę membranową przed deszczem. Dodatkowo powinien być dwuczęściowy. Jest to o tyle istotne, że wielokrotnie można zdjąć górną część i zostać w spodniach, które stanowią świetną ochronę przed morską wodą i piachem. Podczas gdy górę pozostawiamy nieskrępowaną i uzupełniamy ją kurtką, tylko w razie potrzeby.  Namawiam Was, żeby w tym przypadku nie oszczędzać i poszukać coś naprawę profesjonalnego.

Kolejną zasadą ubierania na plażę jest to, żeby nie ubierać się za grubo. Lepiej założyć mniej i później dołożyć (na przykład cienki polar), niż od razu się spocić w trakcie „wtaszczania” całego sprzętu na plażę. W chłodniejszych porach roku, mam na sobie zawsze cienką i oddychającą bieliznę termiczną. Na dół zakładam wygodne, koniecznie lekkie, oddychające i ograniczające przenikanie wiatru spodnie. Na górę zakładam bluzę z kapturem, z popularnego teraz materiału, jakim jest softshell. To wszystko.

Do kompletu dochodzą ciepłe skarpety i buty lub kalosze. Osobiście z kaloszami mi nigdy nie po drodze. Dobry i lekki but na plaży to podstawa, jeżeli łowicie aktywnie. Buty najlepiej za kostkę, aby uchronić się przed wszechobecnym piaskiem. W sezonie letnim, gdy jest wyjątkowo ciepło, zakładam skarpety\lekkie buty neoprenowe z lekką podeszwą, lub wzorem Cejrowskiego, biegam po plaży boso.

Z reguły unikam wchodzenia do wody głębiej, niż do łydek. Z tego też względu, moje gumowce –  jeżeli ich w ogóle używam –  nie sięgają dalej niż do kolan.

Nie namawiam Was absolutnie do zakładania woderów lub spodniobutów na plażę tylko po to, żeby wchodzić do wody i dalej rzucać. Robi tak wiele osób i w mojej ocenie, jest to duży błąd. Po pierwsze ciągłe siedzenie – zwłaszcza w spodniobutach – to ryzyko zapocenia i tym samym wychłodzenia. Po drugie, rzuty wykonane z wody, nie są wcale dłuższe, od tych wykonywanych z plaży. Nie mówiąc o względach bezpieczeństwa. Jedynym warunkiem, tłumaczącym założenie „gumowego ubranka”, powinien być silny deszcz i konieczność brodzenia w wodzie, poprzez wlewające się na plażę fale. Wtedy, zamiast neoprenu, sprawdzają się zdecydowanie lepiej wodery w stylu angielskim (pod pachy).

Do kompletu, dochodzą oczywiście okulary (w tym przeciwsłoneczne), niezbędne przy słonecznej pogodzie i sypiącym po oczach piasku. Dobrze, zwłaszcza w przypadku silnego wiatru i sypiącego piasku, sprawdzają się wszelakie kominy, bandany i chusty. Dobrze chronią szyję, a w razie potrzeby, można je szybko zaciągnąć na twarz.

UWAGA!! W samochodzie, zawsze mam torbę z kompletem zapasowych ciuchów na przebranie. Już wielokrotnie się przydały nie tylko mnie, ale i towarzyszom wspólnych wypraw. Niezbędne zwłaszcza w przypadku silnego wychłodzenia, albo nieoczekiwanego przemoczenia lub przypadkowej kąpieli.

Plażowy wiatrołap

Najlepszym uzupełnieniem dobrego ubioru jest – i tu zapewne Was zadziwię – mój „osobisty przyjaciel”: namiot plażowy. Osobiście traktuję go, jako integralną część mojego ubioru i nie rozstaję się z nim w zasadzie nigdy. Jeżeli zamierzacie spędzać nad wodą sporo czasu, będzie nieodzowny.

Pozwala przetrwać na plaży w niesprzyjających warunkach, a jego główną zaletą jest ochrona przed wyziębiającym wiatrem i deszczem, a także przed palącym słońcem. Oczywiście zamiast namiotu, można zastosować inne „ochraniacze”, w tym plażowe parasole, parawany, które sprawdzą się przy łagodniejszej pogodzie. Jednak tracą one swoją funkcjonalność, gdy mamy do czynienia z naprawdę silnym wiatrem, a zwłaszcza deszczem.

Namiot musi być odpowiednio duży, żeby pomieścił sprzęt, wędkarza (czasem dwóch) i obowiązkowo posiadać także odpowiednią wysokość (co najmniej 1.5m), tak aby nie siedzieć ciągle „na czworakach”.

Plażowa waga ciężka

Przechodząc naturalnie do etapu dyskusji o sprzęcie, nie można nie wspomnieć, o „wadze tematu”.

Czy kiedykolwiek próbowaliście unieść coś ciężkiego i przejść się po bałtyckim piasku? Nieśliście ciężkie torby na plażę, krocząc za swoją żoną i dziećmi? Niosąc „tony” jedzenia, gazetek i książeczek, soczków, materaców, zabaweczek, dmuchanych żółwi, rekinów i tym podobnych? Jeżeli nie mieliście okazji, to musicie koniecznie spróbować. Jeżeli mieliście okazję, to na pewno zorientowaliście się, że dźwiganie czegokolwiek po miękkim piasku powoduje, że to co niesiecie, wydaje się kilka razy cięższe.                                                                                                   

Wspominam o tym, żebyście nigdy nie zapominali o złotej zasadzie, iż na plażę zabieramy tylko niezbędne rzeczy. Także w kwestii ubioru. Wiem, że nie jest to łatwe – zwłaszcza, gdy brak czegoś, z reguły się mści – ale trzeba zawsze znaleźć złoty środek. Zachęcam Was gorąco, do pracy nad odchudzaniem plażowego ekwipunku, żeby nie wpaść w szał zabierania na plażę wszystkiego, co się da. Nie tędy droga.

Ale o tym porozmawiany bardziej szczegółowo w następnym, czwartym odcinku, do którego lektury, serdecznie Was zapraszam.

opr. Andrzej Jaw Esox

Plażowe abc – czyli poradnik SURFMANIAKA – ODCINEK 2 – Marzec’23

O bezpieczeństwie na plaży i nie tylko

Pierwsze kroki po plaży

Może to sprawa tego miękkiego piasku? Może pięknych fal? Nad wyraz dynamicznej i nieprzewidywalnej pogody? Może atrakcyjności gatunkowej bałtyckiej fauny i flory? Może sama atrakcyjność wędkarska? Trudno mi do końca wytłumaczyć do końca, co w tym wędkarstwie plażowym jest, że zaraża ludzi jak wirus? Ten „wirus plażowy” działa od lat 70-ych, ale największą dynamikę osiągnął w ostatnim dziesięcioleciu. Daleko nam jeszcze do spektakularnej popularności dyscypliny takiej, jak w innych europejskich krajach, bo wydaje się,  że w naszych polskich żyłach, płynie jednak więcej wody słodkiej niż słonej? Tak czy owak czas to zmienić!

Pamiętajcie, że nie trzeba wcale rezygnować z żadnej innej ulubionej formy wędkarstwa, na rzecz plaży. Przyjeżdżając nad morze ze słodkowodnym bagażem wiedzy oraz doświadczeń, wiele możemy wykorzystać. Ale też bardzo wiele, zabrać ze sobą na śródlądzie. Zwłaszcza w kwestii dążenia do celu, nieustępliwości, ciągłego myślenia i szukania alternatyw oraz nowych rozwiązań. Czy wiecie, że aby zacząć swoją przygodę z „plażingiem”, na początku wykorzystacie to, co posiadacie w swoim obecnym słodkowodnym arsenale? Tak!

Myślę, że wędkarstwo plażowe w swojej istocie, jest wspaniała alternatywą i odskocznią. Dobrą na każdą porę roku. Także na fantastyczny, rodzinny wędkarski wypad na plażę, w trakcie sezonu wakacyjnego, weekendowego i nie tylko.

Plażowy klimat

W związku z ocieplającym się klimatem, na plaży można spędzić okrągły rok i na prawdę się nie nudzić. A co najważniejsze, poobcować z naturą i poznać fantastycznych ludzi.                

Znam wielu wędkarzy, ale wydaje się, że wędkarze plażowi, to prawdziwi twardziele z krwi i kości. Ludzie z wielkim sercem,  bagażem doświadczeń i wiedzy. Tak jak i ja, w większości “przechodzili” przez kolejne etapy swojej wędkarskiej ewolucji, której obecnym przystankiem, jest plażowa gruntówka. Na co dzień nie stronią od łowienia na muchę, spławik, spinningują, łowią karpie i bawią się feederem. Wiem wiem!… część z Was czytających uśmiecha się pod nosem na samą myśl i oczami wyobraźni widzi klasycznego „grunciarza” nad Bugiem czy Wisłą…..zapięty dzwoneczek – grzechotka. Nic bardziej mylnego w słowie gruntówka plażowa! Ta „gruntówka dalekiego zasięgu” – jak mawia mój serdeczny przyjaciel znad Wisły – to nic innego, jak wędkarska petarda aktywności wędkarskiej.

Jeżeli łykniecie plażowego bakcyla gwarantuję, że w trakcie plażowej ewolucji, będziecie się doskonalić. „Kręcić” własne zestawy. Kombinować. Myśleć. Zmieniać. Pracować nad techniką rzutu. Jeździć na nowe plaże. Wyjeżdżać na zawody w Polsce i za granicę. Spotykać nowych fantastycznych ludzi, od których zawsze będzie się można czegoś nauczyć. Wydaje się, że jest to wielką wartością samą w sobie.

Bezpieczeństwo ponad wszystko

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał kilka słów o bezpieczeństwie, które z kilku względów jest na plaży kluczowe. Pewnie temat ten będzie się „przewijał” w kolejnych odcinkach niemniej, trzeba to mieć zawsze „z tyłu głowy”. Bałtyk to żywioł. Czy to lato czy zima, nic dwa razy się tutaj nie zdarza i zwłaszcza w świetle wypoczynku – zwłaszcza czysto rodzinnego – należy mieć oczy dookoła głowy.

Pogoda nad Bałtykiem jest wyjątkowo dynamiczna. Nauczmy się nie bagatelizować małych rzeczy i być nad wyraz czujni. Śledźmy na bieżąco serwisy pogodowe, obserwujmy na bieżąco zjawiska atmosferyczne. Reagujmy zawczasu. I niech Was nie „omami” pięknie świecące słoneczko w lipcu, bo za pół godzinki może być szkwał i burza. Wymaga to, podjęcia zawczasu odpowiednich kroków, żeby uniknąć sytuacji niebezpiecznych, lub też będących bezpośrednim zagrożeniem życia.

We wszystkich naszych planach i działaniach, trzeba się kierować zdrowym rozsądkiem i celowością połowu. W związku z tym, iż plaża sama w sobie stanowi starcie dwóch głównych żywiołów: wiatru i wody, trzeba do wszystkiego podchodzić z respektem. Nie planujmy łowienia w śnieżycę,  w czasie burzy lub wyjątkowo huraganowym wietrze. Unikajmy wszelkich aktywności w czasie sztormu. Nie wchodźmy do wody wtedy, kiedy nie jest to konieczne, lub gdy łowimy w pojedynkę. Zróbmy krok w tył, kiedy nie jesteśmy pewni efektu lub gdy ryzyko naszych działań jest zbyt duże.

Nasze bezpieczeństwo, to także odpowiedni ubiór, a co najważniejsze, odpowiednie przygotowanie logistyczne i sprzętowe. Logistyka, to tutaj nic skomplikowanego. To proste włączenie myślenia i wyrobienie w sobie odpowiednich, powtarzalnych odruchów, o których porozmawiany w kolejnych odcinkach.

Na koniec rzecz wyjątkowo istotna. Trzeba koniecznie rozważyć celowość łowienia na plaży pełnej ludzi. Sprzęt i obciążenia, których używamy, to zabawki wielkiej mocy. Unikajcie używania tych zabawek w pełni lata, gdy plaża jest wczasowiczów. Połóżcie się wtedy na kocyku i zbierajcie siły na łowienie wieczorem, w nocy lub rankiem. Łowienie przyniesie wam wtedy więcej satysfakcji, mniej frustracji a i efekty będą lepsze. Po co narażać siebie i innych na niebezpieczeństwo związane z latającymi po plaży ciężarkami?

Plażowy styl

Każdy z nas wędkarzy reprezentuje wyjątkowy styl łowienia. Czy to spinning czy spławik, każdy ma swoje przyzwyczajenia i nawyki. Te dobre i te złe. Gwarantuję Wam, że w czasie łowienia na plaży, poznacie siebie lepiej, a plaża dokładnie wszystko zweryfikuje. W pozytywnym tego sensie oczywiście.

Plażowy styl, to może być stacjonarna – dzienna lub nocna – zasiadka nad brzegiem Bałtyku. Plażowym stylem, może być całodniowa, dynamiczna i kilkukilometrowa przebieżka po plaży,  podczas której, obławiamy najlepsze miejscówki. „Plażing” ma to do siebie, że z zasady jest dynamiczny, bo w związku z dużą dynamiką plaży i jej otoczenia, dobre miejscówki dzisiaj, mogą się okazać słabymi za kilka dni lub tygodni.

Tak więc bez względu na styl jaki prezentujemy, musimy być zawsze bacznymi obserwatorami, zdolnymi do podjęcia szybkiej decyzji i zmiany planów.  Wiem, że jako wędkarze bazujemy zwykle na starych utartych schematach i przyzwyczajeniach. Bo tak wygodniej i bezpieczniej. Ale jeżeli jednak chcecie się doskonalić i rozwijać jako wędkarze plażowi, to musicie się przyzwyczaić do większej dynamiki, częstych zmian oraz szukania alternatywy. Podjęcia działań na wskroś utartym przyzwyczajeniom, bo paradoksalnie, może to przynieść wspaniałe rezultaty?          

Przepisy, czyli kto i kiedy może łowić

W morzu wędkować może każdy,  po dokonaniu opłaty na konto GIRM (Główny Inspektorat Rybołówstwa Morskiego). O przepisach będę na bieżąco wspominał w trakcie całego cyklu – bo zdecydowanie odstają od realiów i wymagają koniecznych zmian – ale na początku chciałbym zwrócić uwagę, na kilka podstawowych aspektów.

Wszelkie informacje dotyczące opłat znajdziecie na inspektoratów okręgowych GIRM. Opłata tygodniowa, miesięczna lub roczna – w zależności od potrzeb – nie jest wysoka. Wniesienie opłaty uprawnia do wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego zgodnie z przepisami: ”Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego oraz szczegółowego sposobu i warunków wykonywania rybołówstwa rekreacyjnego Dz.U. 2019 poz. 1357”. Strony www Inspektoratów zawierają zakładki z informacjami dotyczącymi rybołówstwa rekreacyjnego. Znajdziecie tam wszelkie niezbędne a także aktualizowane na bieżąco informacje, w tym linki do przepisów, ankiet, informacji itp.

W praktyce, do połowu z plaży, wykorzystujemy maksymalnie dwie wędki – dwu lub trzyczęściowe – o długości 3.9 – 4.8m.  Zalecane odległości pomiędzy łowiącymi, są także takie same jak na śródlądziu. Zgodni z obowiązującymi w Polsce przepisami, typowe zestawy do połowów z plaży, mogą być wyposażone w jeden, dwa troki boczne (przepisy odnoszą się do tzw. przyponów, co nie jest zbytnio prawidłowym określeniem). Najwłaściwszym bowiem wydaje się określenie: trok boczny. W przypadku jednego troka, rozwarcie haczyka o jednym ostrzu, nie powinno przekraczać 20 mm. W przypadku dwóch troków (dopuszczone tylko przy połowie płastug), maksymalne rozwarcie każdego haczyka to 10 mm. Odrębną grupę stanowią zestawy do połowu śledzi, bo zestaw taki, może zawierać maksymalnie pięć troków bocznych, z których każdy jest wyposażony w haczyk o jednym ostrzu, którego rozwarcie nie przekracza 6mm.

Trochę o historii i specyfice sportu                                                                                                                             

Warto zaznaczyć, że wędkarstwo plażowe (ang. surfcasting, shore angling), to jedna z najpopularniejszych form wędkarstwa i sportu nie tylko w Europie, ale i na świecie. Dyscypliny z wielkimi tradycjami, która zaczęła się zapewne wtedy, kiedy pierwszy „morski szaleniec”, wrzucił kawałek linki z przynętą z brzegu morskiego do słonej wody. Minęło kilka wieków, a wędkarstwo plażowe – zwłaszcza w ostatnich latach – ewoluuje z niespotykaną prędkością. Lepszy sprzęt, nowe przynęty, nowe taktyki i techniki. Słowem w wędkarstwie plażowym, niczym nie odstajemy od innych metod połowu.

Powiem może nieskromnie – że my plażowi surfmaniacy, zwłaszcza w połowach sportowych – musimy się wykazać ogromną wszechstronnością. Ilość składowych i zmiennych w łowieniu morskim z brzegu jest tak duża, że trudno znaleźć inną dyscyplinę sportu wędkarskiego, która będzie aż tak zmienna i dynamiczna? Tu nie stosuje się żadnych zanęt. Do dyspozycji pozostaje przynęta, sprzęt i otwarta na wszelkie zmiany głowa. Kto lepiej potrafi się adaptować, ten ma większe szanse na wygraną. Ostatnia i może najważniejszą składową jest: dynamika plaży i  samego morza. Już same pływy są niewyobrażalnie dużą zmienną. Inną z minuty na minutę. Z godziny na godzinę, nie wspominając, o zmiennej w ciągu doby.

Bałtyk – sam w sobie jest dynamiczny – ale bez widocznych pływów –  co zdecydowanie ułatwia łowienie. Ale nie myślcie sobie, że przez to łowienie jest bardzo łatwe. Na zadane pytanie: jakie wspólne cechy możemy odnaleźć w łowieniu w Bałtyku i na innych morzach z pływami, ktoś kiedyś odpowiedział…..piasek i pasja. To, powinno dać Wam chociaż śladowe pojęcie, jak skomplikowany i nieprzewidywalny jest ten sport.

Polski sport plażowy

Na koniec gwoli dopełnienia obrazu, kilka słów o naszym polskim surfcastingu  jako dyscyplinie sportowej. Sport plażowy – ten na najwyższym, światowym poziomie u nas w Polsce – to stosunkowo młoda dyscyplina. W historii dotychczasowych startów naszej reprezentacji na MŚ w federacji FIPS-M, udało się reprezentować barwę Polski w zawodach w  Irlandii, Walii, Francji oraz Tunezji.

Odległość, która nas dzieli od stawki najlepszych zespołów, jest jeszcze dosyć spora, ale mamy już na swoim koncie drobne sukcesy.

Każdy wyjazd na zawody tej rangi, to wielka nauka oraz możliwość rywalizowania i podpatrywania najlepszych zawodników. Koniecznie zajrzyjcie na nasz profil YT, gdzie prezentujemy wywiady z naszymi zawodnikami  min. po MŚ w Francji w 2021 roku, które okazały się wyjątkowe, pod względem samej dynamiki łowienia, na atlantyckich pływach.

Polscy wędkarze plażowi, skupieni są zazwyczaj w klubach sportowych, które na bieżąco organizują imprezy, spotkania, współne łowienie oraz zawody sportowe. Jeżeli jesteście zainteresowani zrzeszeniem się w klubie – i pozwolę sobie tutaj na odrobinę prywaty – zapraszam do Sportowego Klubu Wędkarskiego Ecofishing Tubis. Wyjątkowi ludzie i wspaniała atmosfera!

Niemniej zanim będziecie sportowcami, przed Wami długa i wyboista droga. I wcale niekoniecznie, ta jedyna i prawidłowa. Często zapominamy, że tym “sportowym szaleństwie”, z łowienia trzeba po prostu czerpać wielką radość. I o tej radości, i o tym jak się do tego przygotować, będzie właśnie traktował nasz poradnik.

Tak więc drugim odcinkiem, kończymy już trochę przydługi wstęp i wprowadzenie w temat. Od odcinka trzeciego, będą już same konkrety. Uchylając rąbka tajemnicy…zaczniemy od wyposażenia plażowego surfmaniaka.

Następny – trzeci odcinek, już za dwa tygodnie! Zapraszam do lektury i udostępniania linka do naszego, a właściwie Waszego poradnika.

opr. Andrzej Jaw Esox

Plażowe abc – czyli poradnik SURFMANIAKA – ODCINEK 1 – Luty’23

Odcinek 1 – Słowem wstępu. Dlaczego wędkarstwo plażowe?

W cyklu ”Plażowe ABC”, który będzie się na ukazywał na stronie Polskiej Szkoły Surfcastingu regularnie, postaram się przybliżyć wszystkim temat wędkarstwa plażowego. Wędkarstwa, które w naszym kraju, zdobywa coraz większe rzesze zwolenników.

Cykl pisany, postaramy się uzupełnić w dodatkowe cykle – wywiady, z czołowymi polskimi wędkarzami plażowymi, uczestnikami Mistrzostw Świata, które „dotkną” czysto praktycznej strony wędkarstwa plażowego, przygotowania się do sezonu i wiele, wiele  innych. Szczegółów szukajcie także na naszym profilu YT https://www.youtube.com/@polskaszkoasurfcastingu7391 . Odwiedzajcie także na bieżąco nasz profil na FB, po świeże informacje znad wody i nie tylko.

W związku z tym, że oprócz nielicznych publikacji w prasie wędkarskiej, nie znajdziecie w sieci zbyt wiele materiałów, które pozwolą przestawić tę metodą wędkarstwa w systematyczny i bardziej wszechstronny sposób, postanowiłem przygotować dla Was poradnik, do którego mam nadzieję, będziecie sięgać regularnie. Poradnik, będę na bieżąco modyfikować, zmienić tak, aby dopasować do Waszych potrzeb i tematów, które Was szczególnie interesują. Gdybyście mieli czas i dostęp polecam także lekturę archiwalnych numerów WW z ostatnich trzech lat. W każdym archiwalnym numerze, znajdziecie coś z plaży.

Od lat – wraz z grupą przyjaciół i znajomych – staram się przybliżyć (nie tylko wędkarzom) temat wędkarstwa plażowego. Zebrało się trochę doświadczeń i spostrzeżeń, które miło będzie „przelać” na papier. Podzielić się z innymi swoją wiedzą i doświadczeniami, które pochodzą wszak nie tylko z bałtyckich łowisk.

Mam szczerą nadzieję, że uda się Was zachęcić do łowienia z plaży i zarazem przeprowadzić, przez podstawy oraz drobne zawiłości „plażingu”.

W poradniku, zdradzę Wam wiele tajników i udzielę wielu praktycznych porad. Wszystko od zupełnych podstaw tak, aby nasze plażowe abc było ciekawe, inspirujące oraz bezpieczne. Żeby każdy czuł się dobrze przygotowany i żeby nikt z Nas nie miał wątpliwości, w jakim celu jedzie na plażę.

Jeżeli będziecie mieli uwagi lub będziecie chcieli jakiś temat w szczególności rozszerzyć, piszcie sugestie i uwagi w komentarzach na stronie Polskiej Szkoły Surfcastingu. Projekt Szkoły jest właśnie tym miejscem, w którym mają spotkać się sympatycy surfcastingu. Miejscem wymiany doświadczeń, praktycznych porad tak, aby dać Wam podstawy do odnalezienia się w bałtyckiej scenerii. Dodatkowo – dla wszytskch zaintersowanych – tych mniej i bardziej doświadczonych – przygotowalismy nowy projekt , ktory rusza od kwietnia bieżacego roku, a umożłiwi integrację towarzyską w duchu sportu dla wszytskich, bez ograniczeń. Informacje już wkrótce!

Poradnik nie jest skierowany tylko do nowicjuszy, ale także bardziej zaawansowanych. Mam nadzieję, że także starzy wyjadacze, znajdą dla siebie też coś ciekawego i zachęci ich to także, do dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem.

W surfcastingu najbardziej cenię to, że o wyniku wędkarskim, nie decydują tony zanęt, elektroniki i sprzętu, który z dokładnością do centymetra, pozwoli zlokalizować rybę i sprowokować ją do brania, spuszczoną w okolicę paszczy przynętą. Takie wędkarstwo – w mojej ocenie – jest dalekie od prawdziwej sztuki wędkarskiej, w której liczy się prawdziwy wędkarski kunszt i kontakt (niekoniecznie elektroniczny) z niewidzialnym przeciwnikiem. Gdzie o wyniku, decyduje naprawdę wiedza i „wyczucie” przyrody.

Wędkarstwo plażowe, to wędkarstwo w czystej postaci. To ciągła nauka, bez zbędnego blichtru, ale z dawką mocnego charakteru, które cieszy mnie co dnia swoją zmiennością, nieprzewidywalnością i koniecznością dostosowania całej strategii do żywiołu, jakim jest morze.

W związku z tym nie dziwi mnie, że z plażą w sercu i na co dzień, zostają tylko prawdziwi twardziele, którzy przeszli w swojej wędkarskiej drodze przez różne formy wędkarstwa, w poszukiwaniu wędkarstwa idealnego, które będzie pasować do ich wędkarskiego charakteru. Jeżeli nadal czegoś szukacie, to zapraszam Was serdecznie nad bałtycką plażę. Zapewniam, że odnajdziecie tam swój prawdziwy – i nie tylko wędkarski – charakter. A poradnik pozwoli ten charakter uformować i umocnić.  

Na koniec postaram się opowiedzieć także o tym, co w wędkarstwie plażowym jest piękne, ale i interesujące. Zarazem fascynujące i zaskakujące. 

Warto wspomnieć, że wędkarstwo plażowe – o czym często wspominam – to wspaniały sposób, na połącznie przyjemnego z pożytecznym. Połączenie rodzinnego wypoczynku, z odrobiną wędkarskiej przygody i relaksu. Czy do szczęścia potrzeba więcej? Nabytą wiedzę i umiejętności, wykorzystacie podczas weekendowego wypadu ze znajomymi „po kiju”. Czy też przy okazji wyciszenia się i wyjazdu do plażowej samotni.  Wierzę w to, że każdy znajdzie w poradniku coś dla siebie. Zarówno „plażowy szarak” jak i stary bałtycki „wyjadacz”.  

Na koniec wstępu warto wspomnieć, że nasz projekt Polskiej Szkoły surfcastingu, to także spotkania na bałtyckiej plaży, które organizujemy już regularnie od paru lat. Jeżeli jesteście zainteresowani organizacją spotkań, szkoleń, zapraszamy do kontaktu, przez formularz kontaktowy.  Obserwujcie też nasz profil FB  – znajdziecie tam na bieżąco informacje o planowanych spotkaniach i o tym, co dzieje się na plażach.

Co to takiego ten „surfcasting?

Surfcasting, (ang. shore angling) zwany potocznie wędkarstwem plażowym, to jedna z najpopularniejszych form wędkarstwa i sportu wędkarskiego na świecie. Zaskoczeni? Okazuje się, że w wielu krajach łowienie w morzu ma zdecydowanie dłuższe tradycje, niż „moczenie kija” w wodach słodkich. W niektórych krajach traktowany niemalże jak sport kwalifikowany. Nie dość powiedzieć, że relacja z mistrzostw świata w Walii z 2019 roku, ukazała się w najbardziej medialnym brytyjskim kanale sportowym BBS sport news, na równi z takimi relacjami jak tenis, czy piłka nożna.

Wędkarstwo plażowe przypomina do złudzenia – w kontekście budowy zestawu i techniki połowu – zwykłą…gruntówkę. Do takiego łowienia nie jest potrzeby wysublimowany i drogi sprzęt. Niejednokrotnie wystarczy – jeżeli warunki pogodowe pozwalają – zwykły feeder, kij karpiowy lub wędka surfcastingowa – niekoniecznie z najwyższej półki. Ale o tym w następnych odcinkach.

Bałtyckie okoliczności

Okoliczności przyrody i sceneria, jakie nam daje wybrzeże Bałtyku, są niepowtarzalne. Zdjęcia nie zawsze oddają głębię naszych doznań. Trzeba zobaczyć to własnymi oczami i poczuć na policzkach smagający wiatr, szczypiący w oczy piasek, czy poczuć smak słonawej, bałtyckiej wody. Każdy, kto choć raz był na naszym wybrzeżu, wie o czym mówię. Ci którzy zjeździli cały świat i widzieli niemal wszystko, twierdzą, że nasze polskie plaże są najpiękniejsze. Trudno się z nimi nie zgodzić.

Mam to szczęście, że mieszkam kilka kilometrów od plaży, ale znam nam wielu takich, którzy zachorowali na „plażowego wirusa” i do dnia dzisiejszego, pokonują corocznie setki kilometrów, tylko po to, aby spędzić chwilę, na bałtyckiej plaży. Kilka lub kilkanaście razy w roku. To nic, że pod nosem mają piękne rzeki czy jeziora. Kochają Wisłę i Odrę. Mieszkają nad Sanem, czy na Mazurach. Ciągnie ich nad Bałtyk. Nie pomagają żadne lekarstwa.

Zastanawiacie się zapewne, co takiego w wędkarstwie plażowym jest? Gwarantuję Wam, że jak tylko złowicie swoją pierwszą rybę – chociażby taką fląderkę jak na zdjęciu – zrozumiecie.

W kolejnych odcinkach cyklu trochę teorii, która podparta moją kilkunastoletnią praktyką, pozwoli Was przygotować na plażowe wyzwania tak, aby Wasze efekty były nie gorsze niż na zdjęciu.)

Morze nasze morze                                                                                                                                                            

Nie można oczywiście nie wspomnieć, o naszym morzu, sprawcy tego całego zamieszania. Bałtyk, to stosunkowo płytki i bardzo specyficzny zbiornik (średnio 52,3m głębokości). Brak tu – typowych dla innych mórz – widocznych pływów. O specyfice morza i dynamice plaży, będę pisał przy okazji jednego z odcinków, ale warto wspomnieć, że Bałtyk stanowi w istocie, dużą zlewnię wód słodkich. Z niewielką ilością wlewek wód słonych, z morza Północnego. Woda jest tutaj słonawa, a nie słona. Średnie zasolenie to około 7,5‰. Takie zasolenie, decyduje w głównej mierze o składzie fauny i flory. A przede wszystkim – o tym co nas interesuje nas najbardziej – o stałej obecności ryb słodkowodnych, takich jak: leszcz, płoć, okoń i wielu innych. Właśnie gatunki słodkowodne – oprócz gatunków typowo morskich, takich jak: płastugi, dorsz, belona, turbot – stanowią nie lada atrakcję. Nie wspominając o rybach typowo dwuśrodowiskowych, takich jak: łosoś, troć, sieja czy węgorz. Nie dość powiedzieć, że wszystkie te ryby można złowić z plaży!

Odcinek nr 2 już wkrótce!

opr. Andrzej Jaw Esox