Z początkiem maja i kwitnącym wszechobecnie rzepakiem, zdaję sobię sprawę, że większość z Was wybierze się zapewne na „słodkowodne zębate”. Niemniej wszystkich tych, których nudzą lub znudziły szczupakowe potyczki, zapraszam nad nasz przepiękny, rodzimy Bałtyk. W maju, na bałtyckiej plaży, nie ma jeszcze tłumów, więc jest szansa żeby odpocząć i przy okazji zmierzyć się ze słonowodnym „zębatym”, czyli beloną.
W tym i następnym odcinku belonowej serii, opowiem o najczęściej stosowanych metodach połowu „bałtyckiego bociana”. Wszak nie samym spinningiem człowiek żyje, więc może będzie okazja do zmiany nawyków i porzucenia spinningu, na rzecz morskiej gruntówki, a może też i morskiej “przepływanki”? Kto wie?
Serię tych dwóch artykułów, dedykuję wszystkim uczestnikom naszych spotkań plażowych, które organizuję corocznie pod nazwą “Beloniada dla każdego”. Rok do roku, staramy się wybrać inne miejsce na plaży, a szczegóły znajdziecie każdorazowo na naszej stronie www oraz na profilu FB.
Na żółto
Przyjmuje się, że czas kwitnienia rzepaku, to ten właściwy moment na połów belon. Czy naprawdę? Zwłaszcza w dobie zmieniającego się klimatu, wcześniej kwitnących odmian rzepaku w różnych rejonach kraju, zmian temperatury wody Bałtyku na różnych odcinkach naszego wybrzeża, czas ten może się miejscowo skracać lub wydłużać. Jedno nie ulega wątpliwości. Belony przypływają pod koniec kwietnia oraz w maju w okolice brzegu, żeby odbyć swój doroczny taniec godowy.
Początek kwitnienia rzepaku, to nieodzowny czas, żeby ruszać z wędkami na plażę. Uwzględnijcie to koniecznie, w planowaniu przyjazdów, zwłaszcza z odleglejszych rejonów kraju.
Klucz do sukcesu
Z moich obserwacji wynika, że najlepsze wyniki połowu, osiągniemy rano i wieczorem przy słonecznej pogodzie. Ryby, z reguły przesuwają się wtedy bliżej brzegu. Godziny południowe, duże zachmurzenie, a zwłaszcza mgła, powoduje z zasady, odsuwanie się żerujących ryb od brzegu. Co nie znaczy, że słabiej żerują. Są po prostu dalej od brzegu. Co ciekawe, belony wcale nie boją się falowania, pod warunkiem, że w strefie przybrzeżnej, nie tworzy się tzw. „betoniarka” z ogromną ilością unoszącego się piachu i morskiego zielska. Przy ładnej pogodzie, w szczególności rano i wieczorem, ryb szukajmy raczej blisko brzegu. Niemal „pod nogami”. W szukaniu najlepszej miejscówki, pomoże Wam obserwacja wody i widok spławiających się ryb.
„Bałtycki bocian” – nazwa ta pochodzi od „dzioba” ryby, który przypomina do złudzenia dziób bociana. Jest długi z olbrzymią ilością – wyjątkowo czepnych – małych ząbków. Belona ma duże oczy, dzięki czemu jest czujnym i świetnym wzrokowcem.
Kluczem do sukcesu – bez względu na metodę połowu – jest umiejętna lokalizacja ryb, „czytanie wody” i umieszczenie przynęty tam, gdzie ryby powinny być. Czasami trzeba rzucić przynęty w inne miejsce, przesunąć się kilkadziesiąt metrów. Stąd „czytanie wody” jest podstawą, bowiem nawet aktywne łowienie, w obszarze gdzie belon nie ma, nie przyniesie pożądanego efektu.
Przejrzysta, czysta woda o temp. 10-12 *C sprzyja składaniu ikry na dnie, z dużą połacią roślin i glonów. Zapłodnione jaja, składane w porcjach, wyposażone są w czepne wypustki, które pomagają w przytwierdzaniu się, do roślinności.
Ewolucja źródłem rozwoju
Nie ukrywam, że spinning był kiedyś moją ulubiona metodą połowu, tej wyjątkowo sportowej i walecznej ryby. Odsyłam wszystkich także do lektury artykułu, który napisałem kilka lat temu, ale który jest nadal aktualny. https://www.polskaszkolasurfcastingu.pl/?s=w+maju+jak+w+raju
Szukając innych możliwości – a zwłaszcza minimalizując ograniczenia spinningu – poszedłem w morską gruntówkę, która do dzisiaj zawładnęła moim sercem. Po drodze – nie ukrywam, zdarzał się także morski spławik, który też ma swoje wymierne zalety.
W zeszłym roku, po kilku latach przerwy, dałem się ponownie skusić – za namową mojego serdecznego kolegi – na spinning. No i przysłowiowo mówiąc, znowu w sercu „pykło”, ale… jak to się mówi ”stara miłość nie rdzewieje..”. Co gruntówka, to gruntówka.
Nie przechwalając się, ale mając dosyć bogate doświadczenie w łowieniu „strzały Neptuna”, chętnie podzielę się swoją wiedzą. Dużo już w temacie napisano (zwłaszcza spinningu), ale ja postaram się przedstawić temat przekrojowo, pokazując wady i zalety każdej ze stosowanych metod połowu. Także – w mojej ocenie – najskuteczniejsze rozwiązania.
Zacznijmy więc od tej metody, która mojemu sercu jest jednak najbliżej, a więc morskiej gruntówki.
Zmieniający się klimat i ocieplenie Bałtyku spowodowały, że belony łowię od kwietnia, nawet do początku października. Zaś w gorące lato, stada „baby belon”, wpływają bezpośrednio w okolice brzegu, wraz z zimnymi prądami. Od konca 2023 roku belona ma wymiar ochronny 60cm, więc nie zapominajcie o wypuszczaniu małych, niewymiarowych ryb. Te ze zdjęcia, oczywiscie powędrowały w dobrej kondycji do wody.
Belonowe grunciarstwo
Metoda ta, ma właściwie same zalety i wcale nie jest taka statyczna, jak na pierwszy rzut oka, mogłoby się zdawać. Nie liczcie na to, że usiądziecie na krzesełku, odpalicie papieroska, otworzycie piwko….co to to nie! Tu trzeba myśleć i łowić bardzo aktywnie. Niejednokrotnie zmieniając miejsce, koncepcję podania przynęt oraz zestawy.
Czy ta metoda ma w ogóle jakieś wady? W opcji łowienia bardzo aktywnego, pewnie nie. Wydaje się , że jest pozbawiona jakichkolwiek ograniczeń, bowiem nawet zła pogoda oraz wyjątkowo mocne falowanie i wiatr – co dosyć często zdarza się w maju – wcale nie ogranicza połowu. Zaś ryby – jeżeli woda jest choć trochę przejrzysta i prześwietlona słońcem – niejednokrotnie żerują wręcz wyśmienicie. Podczas, gdy ze spinningiem przy dużej fali i silnym wietrze, nie ma co marzyć o wejściu do wody, nie mówiąc tylko o dalekim rzucie, ale względach bezpieczeństwa. Tak więc gruntówka daje nam tę alternatywę i luksus zabawy, nawet w ciężkich warunkach.
Mówiąc w pełni otwarcie, widziałem za dużo rozczarowanych i zawiedzonych spinningistów, którzy przy silnej fali, a zwłaszcza silnym wietrze, uciekają z plaży bezradnie rozkładając ręce. Nawet, gdy ryby żerują dosyć blisko, nie są w stanie ich dosięgnąć, utrzymać błystki, a nie mówimy tu wcale o odległościach rzędu 80-100 metrów. Co w takim razie począć? Przecież niejednokrotnie przyjeżdżacie kilkaset kilometrów. Na kilka dni. Pogody – wiadomo – nie da się zaprogramować.
W takim przypadku, nie ma co się zamykać w swoich utartych schematach i trzymać się tylko jednej, jedynej metody. Przecież wszyscy jesteśmy po trochu, grunciarzami. Niby nikt się nie przyznaje, a każdy po cichu praktykuje? Coś Wam to przypomina? Tak więc zawsze trzeba mieć plan awaryjny i być zawsze przygotowanym na najgorsze…..co ja gadam! Jakie najgorsze. Na najlepsze!!
Wędziska
Do beloniady metoda gruntową, nie potrzeba wcale wyrafinowanego i drogiego sprzętu. Ceny naprawdę przyzwoitych wędzisk plażowych – na dzień dzisiejszy – to już wydatek kilkuset złotych. Zamiast typowo plażowych kijków, możecie zabrać ze sobą mocniejsze karpiówki lub feedery. Takie z ciężarem wyrzutowym, co najmniej 100 gram (3.5 lbs). Najlepsza długość, to ta powyżej 350 cm. Niemniej jak się nie ma co się lubi….wiadomo. Pakujcie kijki na wszelki wypadek do samochodów.
Osobiście wybieram wędziska typowo plażowe (o długości co najmniej 4.10m i ciężarze wyrzutowym ponad 120g). Takie wędki, dają sporą wszechstronność, w świetle zmieniającej się pogody i silnego falowania, a także konieczności dalszego zarzucenia przynęty. Zwłaszcza wtedy, gdy ryby znajdują się ponad 100-120 metrów od brzegu.
Kołowrotki i linki
Na kołowrotki (najlepiej mocniejsze i o większej szpuli) nawińcie na początek żyłkę o średnicy 0.22mm do 0.25mm. Osobiście stosuję żyłki od 0.18 mm wzwyż, ale na początek nie przesadzajcie. Przy silnym falowaniu i uciągu, cienkie żyłki sprawdzą się znacznie lepiej, bowiem opór linki, nie będzie tak duży i nie będzie szybko znosiło zestawów. W przypadku naprawdę ciężkich warunków kiedy pojawia się zielsko, zmieniam szpule, na te z grubszą linką. Zamiast żyłek można stosować z powodzeniem plecionki. Nie grubsze niż 0,13 mm.
Belona jest bardzo sprawnym i aktywnym drapieżnikiem. Wbrew panującej opinii, żeruje aktywnie w każdej głębokości toni. Lubi ruch przynęty, ale w wielu przypadkach bierze bardzo ostrożnie i chimerycznie. To kolejna przewaga gruntówki, w przypadku gdy belona słabo reaguje na ruch, bowiem czasami ryba przedkłada spokój nad ciągłą gonitwę, za czymś błyszczącym. Nie ma się co dziwić. Przecież głównym cel tej ryby w maju, to zajęcie się tańcami godowymi? W takich przypadkach metodą wyjątkowo efektywną – nawet lepszą od gruntówki – jest morska przepływanka, o której opowiem w następnym odcinku.
Do końca linki głównej, dowiązuję każdorazowo koniczny przypon strzałowy, dopasowany średnicą do linki (od 0.18-0.25 mm do 0.50-0.60 mm w swojej najgrubszej części). W przypadku połowu feederem lub karpiówką, możecie nie montować przyponu strzałowego, jeżeli będziecie łowić blisko, z zastosowaniem lekkich ciężarków i bardzo grubej żyłki lub plecionki. Niemniej namawiam to użycia „strzałówki” w każdym przypadku. Będzie po prostu bezpieczniej, zwłaszcza gdy założycie większe obciążenia. Uchroni Was to przed zerwaniem zestawów podczas zarzutu.
Wędki (można łowić na dwie zgodnie z przepisami), opieracie o dedykowany plażowy stojak lub sztyce. Można użyć rur PCV wbitych w ziemię, w które wkładacie dolniki wędek. Brania ryb z reguły są dosyć widoczne i spektakularne. W zasadzie nie da się ich przeoczyć. Chyba, że przy silnym wietrze i sporym uciągu wody.
Ciężarki
Zestawów belonowych – które sam przygotowuję – z reguły nie umieszczam na dnie ze zbyt dużym obciążeniem. Belony lubią ruch przynęty, ale ruch kontrolowany, więc zestawy z powodzeniem można puszczać w lekki, kontrolowany uciąg, który pozwoli na penetrację większych obszarów łowiska. Z tego powodu stosuję określone gramatury (od 60 gram do 150 gram) i kształty ciężarków (portugalki, hiszpanki, które rolują, przesuwając się po dnie) w zależności od warunków pogodowych.
Najczęściej stosuję ciężarki typu torpeda oraz „hiszpanki” oraz „portugalki”. Zwłaszcza te, które mają zdolność toczenia się i są fosforescencyjne. Niemniej, na początek, możecie wykorzystać takie cieżarki, jakie macie w swoim wędkarskim pudełku.
Moje zestawy do połowu
Jeszcze do końca 2023 roku zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami, belony można było łowić na zestawy z jednym tylko trokiem bocznym (przyponem), haczykiem. Po zmianie przepisów, belony możemy już łowić na dwa lub więcej troków bocznych (przyponów). Przepisy wprowadziły także limit długościowy 60 cm na belonę. Jeżeli chcecie posłuchać więcej o zmianach w przepisach, zapraszam na materiał video, ktory przygotowałem dla Was na początku 2024 roku, w czasie wprowadzania istotnych zmian. zmiany w przepisach – Polska Szkoła Surfcastingu.
Jeden z najprostych, klasycznych zestawów, jest na tyle nieskomplikowany, że bez problemu wykonacie go sami. Prezentuję go na poniższej rycinie nr. 1. Większość komponentów, z pewnością znajdziecie także w swoich grunciarskich pudełkach. Co jest wyjątkowo istotne – odległość podstawy mocowania dwóch troków bocznych (przyponów) musi być większa niż sama długość jednego z troków. Zestawy możecie wykonać zarówno z monofilamentu lub karbonu. Albo metodą łaczoną. Monofilament plus troki z karbonu.
Co ważne, przynętę należy lekko unieść w toni, przy zastosowaniu elementów wypornościowych, montowanych bezpośrednio przed haczykiem. Można je “przystopować” gumowym stoperem, ale nie jest to wcale konieczne. Nie zalecam stosowania na tyle dużych elementów wypornościowych (tj. ok 15mm), żeby przynęta dryfowała po powierzchni, w przypadku gdy łowimy dosyć płytko. Raczej skłaniam się na utrzymywaniu przynęty w toni, za pomocą mniejszych pływaków, które dodatkowo łatwiej wejdą do „dzioba” tego żarłoka (zdjęcie poniżej). Kolorystycznie najbardziej sprawdzone są wszelkie odcienie fluo, seledynu czerwieni i pomarańczy. W czasie słonecznej pogody, dobrze działają pływaki w kolorze srebrnym, które refleksują promienie słoneczne, dodatkowo „kłując” naszego “bociana” w oczy.
„Belonowe pikusie” czyli pływaki. Nie zawsze duże znaczy lepiej. Często elementy subtelniejsze, będą efektywniejsze i łatwiej przejdą w głąb wąskiego i głodnego „dzioba”. Dominują kolory drażniące oczy.
Dysponując dwoma wędkami, zawsze stosuję dwa różne zestawy, także z różnymi pływakami, dopasowane do charakterystyki dna oraz głębokości. Umieszczam je w zupełnie dwóch rożnych miejscach łowiska. Oceniam, na który w danym dniu są lepsze brania.
Drugi z klasycznych zestawów na który często łowię – bardzo efektywny – ale z jednym trokiem (przyponem) prezentuje poniższa rycina nr. 2. Trok boczny może mieć długość nawet do 250 – 300 cm. Zestaw jest naprawdę prosty w budowie i nie powinien sprawić Wam większego problemu z przygotowaniem. W przypadku, gdy zastosujecie wędki, o długości około 3-3.5 metra może być problem z zarzutem, więc nie silcie się w takim przypadku na zbytnie wydłużanie troka. Nas początek, spróbujcie z długością maksymalnie 80-120cm. Też będzie dobrze. Jak to się mawia: “piersze koty\belony za płoty”. W tym zestawie w zasadzie nie ma co sie plątać. Jeżeli – na początek- trok boczny nie będzie zbyt długi, a zestaw zarzucicie sprawnie do wody, to już połowa sukcesu. W przypadku zestawu o długości 2,5-3 metrów trzeba się nim nauczyć zarzucać, bo nie jest to takie proste.
Autorski zestaw Arkadiusza Kąkola
Dzięki uprzejmości Arkadiusza Kąkola, jednego z najbardziej doświadczonych wędkarzy plażowych w Polsce, uczestnika Mistrzostw Świata we Francji oraz wielokrotnie nagradzanego uczestnika zawodów polskich i zagranicznych, prezentujemy sprawdzony i autorski zestaw Arka na belonę. Zestaw dotychczas nie by nigdzie publikowany, ale z wiarygodnych źródeł wiemy, że był kopiowany, modyfikowany i jest używany przez wielu wędkarzy oraz zawodników surfcastingowych w Polsce. Arek do budowy głównej cześć zestawu, używa żyłki o średnicy 0.50mm. Reszta elementów oraz całą koncepcja jest widoczna na schemacie, narysowanym piórem Arka. Myślę, że będzie okazja do wspólnego spotkania z Arkiem w tym roku na plaży i omówienia szczegółów budowy tego zestawu.
Bocianie menu
W menu tego bałtyckiego drapieżnika króluje mięsko. W zasadzie w każdej postaci – filecik (śledź, belona, szprot), kawałki lub całe rybki (tubisy, dobijaki). Byleby świeże i ładnie zaprezentowane. Jest to sprawa kluczowa, o czym często zapominamy. Niechlujna prezentacja śmierdzącego śledzika, nie gwarantuje sukcesu. Przynęta musi być świeża, super jakości i do tego odpowiednio przytwierdzona do haczyka, najczęściej typu Aberdeen w rozmiarze nr 6. Zwykle używam przynęt z mrożonek przygotowanych na jesień. Jeżeli nie macie mrożonek, w maju najłatwiej będzie o świeżego śledzia, którego dostaniecie w każdym nadmorskim sklepie rybnym w okolicach portów.
Przynętę zazwyczaj „gumkujemy” przy użyciu elastycznej, rozciągliwej nici tak, aby nie spadła w czasie rzutu i wytrzymała degustację, przez setki drobnych ząbków „dzioba bociana”. Są wyjątkowo ostre i nie wybaczają naszych błędów. Kawałek przynęty na haczyku, nie może być zbyt wielki, bowiem nie przejdzie przez wąski dziób bociana. Jeżeli ma być duży, to powinien być wąski, ale nie szeroki. Belonie łatwiej będzie łyknąć wąską rybkę, ale nie szerokiego burgera śledziowego.
Fragment fileta z belony, który widzicie na powyższym zdjęciu – po gumkowaniu – pomniejszam na tyle na ile jest to możliwe, za pomocą nożyczek. Jeżeli chcecie więcej poczytać o bałtyckich porzynętach zapraszam do lektury 9 części poradnika surfmaniaka.
Jak widać na jednym z poniższych zdjęć, w degustacji sporych rybek, nie przeszkadza długi i cienki dziób. Ja z reguły jednak zakładam na haczyki kawałki tubisów, które dzielę na 3-4 części. Jednak moim ulubionym patentem i przynętowym „killerem” zamiast tubisa lub śledzia…jest cienki paseczek fileta z… samej belony. Najlepiej tej świeżej. Mam też kilka ulubionych przynętowych trików, ale zostawię je na inną okazję.
Surfing na fali
Nie wiem czy wiecie, ale „bałtycki bocian” świetnie surfuje na szczycie fal. Jak się o tym przekonać? Po braniu – które widać w spektakularny sposób na szczytówkach – pozwólcie rybie powalczyć, podnosząc ją szczytówką skierowaną do góry, w górne partie wody. Przy falowaniu, niejednokrotnie zobaczycie belonę wyskakującą na szczycie fal. Nie pozostaje wtedy nic innego, jak pozwolić na surfing, a rybka wpadnie wyślizgiem na bałtycki piasek szybciej, niż zdążycie się zorientować. Przy okazji zaoszczędzicie sobie sił, a przede wszystkim rybie męki, związanej z siłowym holem. Trzeba się tylko szybko uwijać się ze zwijaniem linki. Wtedy łatwiej rybę w dobrej kondycji wyhaczyć i uwolnić.
Nie ukrywam, że łowienie belon na morską gruntówkę jest spektakularne i widowiskowe zarazem. A jeżeli jeszcze w doborowym towarzystwie, czegóż pragnąć więcej? Wspólne łowienie belon, to najlepsza motywacja do spotkania na plaży, nawet dla płci pięknej, która zawsze chętnie aktywnie uczestniczy, w wydawałoby się typowo “męskich” zmaganiach. Emocje każdorazowo towarzyszące łowieniu tych pięknych i walecznych ryb, są wręcz nie do opisania. Musicie sami poczuć bałtycką bryzę i zobaczyć to na własne oczy. Jeżeli spróbujecie, obiecuję, że “wpadniecie jak śliwka a w kompot”.
W drugiej części, omówię inne metody połowu tej wyjątkowo sportowej, bałtyckiej ryby. Zapraszam serdecznie do lektury i jak najczęstszych wizyt na bałtyckiej plaży.
Po kilku pobytach na plaży, nie zapomnijcie wymienić zestawy na te nowe. Hol belony zawsze je znacznie nadwyręża. Zestawy tracą swoje właściwości, skręcają się, nie mówiąc o ostrości haczyków, która jest w tym wypadku kluczowa
To kolejne już szóste, plażowe, integracyjne otwarte spotkanie na bałtyckiej plaży ”DARŁOWSKA BELONIADA DLA KAŻDEGO” . Zapraszamy na spotkanie, które tak jak zwykle, będzie miało charakter spotkania otwartego, integracyjnego dla wszystkich sympatyków wędkarstwa plażowego i wszystkich chętnych.
Będzie okazja, do wspólnego łowienia i wymiany doświadczeń. Pomożemy, odpowiemy na wszystkie pytania, podzielimy się swoim doświadczeniem.
Jeżeli nie macie sprzętu, a chcielibyście zacząć swoją przygodę z wędkarstwem plażowym, także serdecznie zapraszamy.
Wszystko w doborowym towarzystwie zespołu Polskiej Szkoły Surfcastingu i Darłowskiego Towarzystwa Turystyczno-Wędkarskiego przy oprawie medialnej Radio Gozdawa. Zapewniamy miłą atmosferę i dawkę pozytywnych emocji!
Data: 17 maj 2025
Start: godz. 9:00
Miejsce: plaża Darłówko wschodnie
Więcej szczegółowych informacji pojawi się na naszym profilu FB (klikając w poniższa ikonkę) oraz na naszej stronie www w kolejnych postach.
Ciężarki plażowe to wyjątkowo istotna część plażowego wyposażenia, która nie zawsze traktowana jest z należytą atencją. Brak określonego kształtu czy gramatury, często się mści i uniemożliwia efektywny połów. Dlaczego tak się dzieje i jakie ciężarki zabrać ze sobą na plażę, dowiecie się w dzisiejszym już ósmym odcinku naszego plażowego abc – czyli poradnika surfmaniaka. W dzisiejszym odcinku, omówię podstawowe modele ciężarków, które używam.
Ciężkie wybory
Czy ciężej znaczy lepiej? Jaką gramaturę dobrać do określonych warunków? Czy kształt i kolor ma znaczenie? Ile i jakie ciężarki zabrać na plażę? Odpowiedzi na te pytania, tylko z pozoru są proste. Często będziecie stać przed dosyć ciężkim wyborem, bo sprawa jest dosyć skomplikowana. Dlaczego? Wybór odpowiedniego ciężarka, uzależniony jest, od bardzo wielu czynników, takich jak: warunki wietrzne, siła falowania i uciąg, ukształtowanie dna i typ łowiska, technika rzutowa, ciężar wyrzutowy wędziska, gatunek poławianej ryby, a co za tym idzie także rodzaj zestawu. Także tego, czy łowimy w dzień czy w nocy. W związku z tym, że ciężarki to jedna z cięższych części naszego wyposażenia, trzeba znaleźć złoty środek tak, aby mieć na plaży to co trzeba, ale żeby nie brać ze sobą na plażę sklepu z ołowiem. Na początku waszej plażowej drogi, możecie wykorzystać wszelkie gramatury i kształty, które posiadacie i przywieziecie ze sobą na plażę. W przypadku małego falowania morza, zarówno kształt i gramatura nie będą miały większego znaczenia. Najważniejsze, żeby zarzucić i zacząć zabawę. Sytuacja komplikuje się – gdy zaczyna dmuchać i wiatr napędza fale. W sezonie letnik dodatkowym „przeciwnikiem” będzie oczywiście wszechobecne „zielsko”.
Gramatura
Ciężej nie znaczy wcale lepiej i dalej. Błędem początkujących wędkarzy, jest stosowanie zbyt dużych gramatur. Pozornie wydaje się, że jak cięższe, to da się dalej zarzucić i ciężarek będzie lepiej trzymał się dna. Nic bardziej mylnego. Masa ciężarka, musi być każdorazowo dopasowana do ciężaru wyrzutowego i specyfiki wędki oraz techniki rzutu. Najbardziej uniwersalnymi gramaturami – które polecam w najprostszej technice rzutu znad głowy – jest zakres pomiędzy 80-150g. A o tym, czy ciężarek będzie dobrze leciał, świadczy głównie technika rzutu i jego kształt, a nie tylko ciężar. To, czy ciężarek będzie lepiej lub słabiej trzymał się dna, nie zależy tylko i wyłącznie od jego ciężaru, ale kształtu dopasowanego do specyfiki dna. Niejednokrotnie lżejsze ciężarki, o określonych kształtach, np. piramidy, stożki o masie 120-140g, trzymają się dna o wiele lepiej niż inne kształty, ale cięższe nawet o 40-50g.
Z biegiem czasu doszedłem do wniosku, że stosowanie lżejszych ciężarków ma więcej zalet, niż stosowanie zbyt ciężkich. Tak więc coraz częściej schodzę poniżej 150g i uważam, ze stosowanie cięższych, powinno być zarezerwowane na „szczególne warunki”.
Kolor i fosforescencja
Czy kolor ma znaczenie i wypływa na ilość brań? Uważam, że w określonych okolicznościach takich jak: natężenie światła, przejrzystość wody, ukształtowanie i typ dna, może mieć znaczenie. Niewątpliwie ciężarki fluorescencyjne (fluo), a zwłaszcza fosforescencyjne (fosfo), które świecą światłem o różnym natężeniu i kolorze, mają znaczenie zwłaszcza w nocy. Jasną sprawą jest, że ciężarki same nie łowią, bo koniec końców, głównie liczy się rodzaj i jakość przynęty.
Coś uniwersalnego, czyli najlepszy kształt
Zapytacie zapewne, co w takim razie polecam? Poniżej przedstawiam moje ulubione i sprawdzone kształty oraz gramatury. Jeżeli szukacie czegoś sprawdzonego i uniwersalnego, wybierzcie coś z poniższej listy, dopasowując każdorazowo – tak jak już wcześniej wspomniałem – do warunków pogodowych, specyfiki wędki i zdolności rzutowych. Oczywiśćie to nie są wszytskie dostępne kształty, kolory itp.
Z biegiem czasu, każdy z Was, zdobędzie na tyle dużo doświadczenia, że dokładnie będzie widział, w jaką gramaturę, kształt czy kolor, zaopatrzyć się przed wyjściem na plażę. Eksperymentujcie, nie ograniczajcie się tylko w jednego kształtu. „Żonglujcie” kolorami i gramaturami. Odkrywajcie zalety określonych kształtów i kolorów. Nie ma nic gorszego, jak stosowanie tylko jednego typu ciężarka. Pamiętajcie, że źle dobrany kształt i ciężar, to częsty powód powrotów znad wody „o kiju”.
Pocisk (włoski) w kształcie grzybka widoczny na poniższym zdjęciu, to mój ulubiony kształt. Leci daleko i dobrze kotwiczy zestaw. Jego właściwości toczenia się – w przypadku fali i uciągu – wykorzystuję do aktywnego poszukiwania ryb w łowisku. Przy okazji jest wyjątkowo funkcjonalny, bo bardzo łatwy w „operowaniu” i nie stawia większych oporów, przy ściąganiu zestawu. Stosuję gramatury od 125g do 150g max. w kolorze czystego ołowiu. Kiedyś stosowałem 175g, ale już od kilku lat zaniechałem tak ciężkich gramatur. Dla mnie ten ciężarek, to numer jeden na bałtyckiej plaży.
Piramida to ciężarek, którego po prostu, nie wypada nie mieć. Uwielbiany przez bałtyckich wędkarzy, ale w mojej ocenie często „nadużywany”, bowiem jest stosowany zawsze i wszędzie. To zdecydowany błąd! Piramidy przydają się głównie, w przypadku silniejszego falowania i mocniejszego uciągu, a nie na spokojne warunki! Przekonacie się o ich wartościach użytkowanych, kiedy potrzebne jest aktywne zakotwiczenie zestawów na dnie. Stosuję gramatury 120g do 150g. W przypadku wyjątkowo silnego falowania przechodzę maksymalnie do 160-185g zamiast stosować ciężarki z „wąsami”. W połowach nocnych, dobrze sprawdzają się, jedno lub dwukolorowe odmiany fosfo.
Piłka jest po piramidach, najbardziej lubianym ciężarkiem, na bałtyckiej plaży. Jednak stosowanie piłek, wymaga szczypty doświadczenia, żeby znaleźć złoty środek, pomiędzy wagą i właściwościami tocznymi tego ciężarka. Jeżeli nie dopasujcie masy ciężarka do uciągu i fali, piłka będzie przesuwana zbyt szybko……lub wcale. Z reguły stosuję gramatury rzędu 80g do 140g. Większość z moich piłek, jest z reguły wyposażona w dłuższą antenkę. Zapytacie dlaczego? Dlatego, że lekkie falowanie na twardym dnie, powoduje ruch wahadłowy antenki i delikatne podciąganie, czyli „pracę” zestawu. Dodatkowo antenka ułatwia uwolnienie ciężarka, który ma nadzwyczajne właściwości wpadania w miękki piasek. Stosuję piłki w różnej gamie kolorystycznej, w tym fosfo. Moje ulubione kolory, to czerwień hiszpańska oraz biały i żółty fosfo. Lubię także czysty ołów.
Stożek, zwany często wiadrem, świetnie mocuje zestawy na dnie, ale przy uciągu i fali, pozwala na lekkie toczenie się zestawów, zatrzymując się na dnie tam, gdzie jest lekkie zagłębienie i nierówność. W mojej ocenie, jest o wiele bardziej wszechstronny niż piramida. W naturalny i kontrolowany sposób „wędruje” do miejsc, gdzie możemy się spodziewać żerującej ryby, a właściwości toczące pomagają wielokrotnie w samo zacięciu niezdecydowanej ryby. Stosuję je zazwyczaj w formie fosfo, w gramaturach 135g do 160g. Szczególnie lubię kolor biały i pomarańczowy. Stożki „latają” wcale nie gorzej niż piramidy, dlatego zachęcam bardzo do ich stosowania. Stosuję stożki zarówno z dłuższą antenką, jak i bez (tylko z uszkiem).
Dysk (krążek) to wyjątkowy ciężarek, który wykorzystuję głównie w połowie fląder. Często mówię, że ten płaski ciężarek jest dla „płaskich”. Stosuję małe gramatury od 60g do 120g. Świetnie nadaje się do penetracji piaskowego dna, bowiem podczas podciągania zestawu, wyjątkowo efektywnie tworzy chmurkę piaskową, uwalniając z dna flądrowe smakołyki. Podciągany krążek powoduje min. „wyskakiwanie” z miękkiego piasku dobijaków lub tubisów. Taki sunący po dnie płaski bolid, często wzbudza zainteresowanie ospałej i obżartej oraz zakopanej po „uszy” (znaczy oczy) flądry. Stosuję je w nocy i głównie w opcji białej fosfo.
Ciężarek z kolcami (powszechnie nazywany drapakiem) stosuję wyjątkowo rzadko. Niemniej musicie mieć je w swoim arsenale, bo będą potrzebne przy bardzo silnym uciągu, gdy nie będziecie w stanie utrzymać zestawów na dnie, przy użyciu piramid lub stożków. Wąsy kotwiczą zestawy, ograniczając do minimum przesuwanie. Wadą tych ciężarków jest to, że niejednokrotnie trzeba je wręcz “wyrywać” siłowo z dna, co nierzadko kończy się zerwaniem linki lub nadmiernym „zmęczeniem” żyłek. Gramatura, którą stosuję, to 135g wzwyż. Ciężarki te mają wyjątkowo słabe właściwości lotne.
Najbardziej powszechną bazą do budowy ciężarków jest ołów. Do produkcji wykorzystuje się także inne materiały, w tym min. kamień. Z uwagi na stosunek objętości do masy oraz kształt, tracą one swoje dobre właściwości lotne. Niemniej, kiedy potrzebny jest kamuflaż i łowienie pośród kamieni, sprawdzają się znakomicie.
Wzbudzanie ciężarków pokrytych powłoką reagującą na światło – zwane fosforescencją – jest powszechnie stosowane w wędkarstwie plażowym. Najlepszy efekt uzyskacie używając specjalnej, małej latareczki ze światłem UV. W odróżnieniu do zwykłej latarki, efekt świecenia po wzbudzaniu utrzymuje się dłużej.
Kilka słów o bezpieczeństwie
Na koniec kilka słów o tym, o czym bezwzględnie musimy pamiętać, czyli kwestia bezpieczeństwa. Prawidłowa umiejętność posługiwania się ciężarkami, jest podstawą bezpiecznego łowienia. Zaczynając od odpowiedniej techniki rzutu, a kończąc na aspektach technicznych materiałów użytych do mocowania ciężarka, w tym wszelkich klipsów montażowych oraz odpowiedniej umiejętności ich dowiązania. Do tego odpowiednia jakość materiałów użytych, w tym: linki głównej, przyponów strzałowych itp. Popełniony błąd może skończyć się wręcz tragicznie więc pamiętajmy, że w tym przypadku nie ma miejsca na jakiekolwiek kompromisy. Często łowimy na plaży, na której są inni wędkarze lub inni ludzie. Trzeba mieć zawsze oczy dookoła głowy plus włączone myślenie. Absolutnie nie wolno łowić i zarzucać zestawy, po spożyciu alkoholu. Ciężarki wprawione naszą siłą w ruch osiągają niebagatelne prędkości, a wszelkie błędy to zagrożenie dla nas samych i otaczających nas osób.
Stosujmy sprawdzone mocne klipsy do montażu ciężarków, dopasowane swoją wielkością, wytrzymałością do gramatury stosowanych ciężarków. Małe klipsy nie wytrzymują naprężenia. Często strzelają lub wyginają się w czasie rzutu.
2. Wiążmy umiejętnie klipsy! Stosujmy odpowiednie węzły. Jeżeli jesteśmy niepewni zastosowanego wiązania, utnijmy przypon strzałowy i zawiążmy jeszcze raz. Do skutku. Bez żadnych kompromisów.
3. Sprawdzajmy stan techniczny ciężarków przed łowieniem i każdym zarzutem. Wszelkie wady techniczne, zwłaszcza w obrębie zaczepu ciężarków, krętlików, dyskwalifikują taki ciężarek z dalszego użycia.
4. Bezkompromisowo stosujmy przypony strzałowe dobrej jakości i nie przestarzałe, zleżałe. Dopasujmy ich grubość, do charakterystyki wędki, techniki rzutu, planowanej gramatury ciężarka.
5. Nie eksperymentujcie z różnymi technikami rzutu, jeżeli nie jesteście w każdym z powyższych elementów odpowiednio przygotowani. A już na pewno, nie eksperymentujcie na plaży, jeżeli w pobliżu znajduje się dużo ludzi.
6. W przypadku technik rzutu OTG lub pendulum, bezwarunkowo używajcie klipsów, które uniemożliwiają „wyskoczenie” zaczepu ciężarka z klipsa w czasie rzutu. W tym klipsów wsuwanych lub z wsuwanych i blokowanych rurką termokurczliwą. Najlepsze klipsy to te, które po wpięciu uniemożliwiają jakiekolwiek powrotne wypięcie się ciężarka. Najlepsze w tym zakresie są klipsy firmy Breakaway tzw. Fast Link-Clips czy modele do nich podobne.
7. Kontrolujcie i stosujcie odpowiednią grubość i jakość żyłek, plecionek nawijanych na kołowrotki. Słaba jakość, to częste straty ciężarków, zestawów itp.
8. Nawijajcie na kołowrotki odpowiednią długość linki dopasowanej do pojemności szpul. Ani z mało ani za dużo. Nawinięcie zbyt małej ilości linki, spowoduje skrócenie rzutów i ryzyko zerwań w czasie rzutu w tym „odlotu” ciężarka w niekontrolowanym kierunku. Zbyt pełne nawijanie „pod korek”, kończy się zaplataniem linki w czasie rzutu i ryzykiem zerwania w czasie rzutu.
9. Kontrolujcie stan techniczny kołowrotków, wędzisk oraz przelotek bowiem wszystkie te składają się na bezpieczeństwo rzutów.
10. Bezwzględnie dopasujmy gramaturę ciężarków do charakterystyki wędki (jej ciężaru wyrzutowego). Nie przeciążajmy wędek stosowaniem zbyt ciężkich gramatur.
11. Dostosowujmy charakterystykę, kształt i rodzaj ciężarka do warunków wietrznych, falowania oraz charakterystyki dna. Zwłaszcza w przypadku silnego uciągu.
Dobrze skonstruowany zestaw plażowy, to połowa wędkarskiego sukcesu. I choć rynek oferuje sporą ilość gotowych zestawów, zachęcam wszystkich początkujących, do „kręcenia” zestawów we własnym zakresie. Nie dość, że proste i pouczające, to radość podwójna, kiedy na własnoręcznie wykonany zestaw, złowicie rybę. Zapewniam Was, że po złowieniu pierwszej ryby, nie „powąchacie” już nigdy, sklepowych zestawów.
W dzisiejszym odcinku podpowiem, jak zacząć, jakich materiałów użyć i jak skomponować podstawowy zestaw plażowy, na który złowicie większość bałtyckich gatunków. Niemniej, na początku kilka wprowadzających informacji.
Trochę o przepisach
Nasze krajowe przepisy – w kwestii budowy zestawów – jeszcze do końca 2022 roku, dopuszczały stosowanie maksymalnie dwóch przyponów – przy połowie płastug – oraz jednego, przy połowie pozostałych gatunków. Dalczego tylko tyle? Trudno powiedzieć, ale summa summarum, ograniczało to zdecydowanie nasz arsenał i możliwości.
Nowelizacja przepisów rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 27 grudnia 2023 roku (w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego), wprowadziła kluczowe zmiany. Zmiany dotyczące wędkarstwa brzegowo-plażowego, w tym zmianę w budowie zestawów dopuszczonych do połowu, na które czekaliśmy wiele lat. Zmiany te, faktycznie zbliżyły nas do przepisów panujących w innych krajach EU i na świecie. Powiem nieskromnie, że część wprowadzonych zmian, było wynikiem mojej pisemnej petycji skierowanej do Ministerstwa Rolnictwa, na początku 2022 roku. Większość ze zmian – w tym odnoszacych się do zestawów plażowych – zostało zaakceptowaych.
Dlaczego o tym wspominam? Bowiem co najważniejsze, nowe przepisy, umożliwiają stosowanie większej ilości przyponów, zarówno w połowie ryb „płaskich” jak i innych gatunków, co bezpośrednio odnosi się do tematu, który przedstawiam Wam poniżej.
Zachęcam oczywiście, do zapoznania się z przepisami na stronie Ministerstwa Rolnictwa, a także pod poniższym linkiem. Oprócz zmian w samych zestawach, udało się wprowadzić także kilka innych istotnych poprawek, o których warto wiedzieć.
Na koniec wstępu, chciałbym nadmienić, że materiał przygotowałem głównie z myślą o tych najmniej zaawansowancyh “surfmaniakach”. Niemniej mam nadzieję, że i bardziej zaawasowani, znajdą tutaj coś ciekawego dla siebie?
Część główna i przypon
W budowie klasycznych zestawów plażowych, wyróżniamy dwa podstawowe elementy. Część główną (z ang. body) poprzedzielaną przez jeden lub więcej mocowań troków bocznych (z ang. trace). I choć obecne przepisy, odnoszą się do słowa przypon (a nie trok), bardziej właściwe – w mojej ocenie – wydaje się zastosowanie nazewnictwa, nie przypon, a ….trok boczny. Plażowy zestaw, to taka klasyczna choineczka, czy jak kto woli „pater-noster”, gdzie pień choineczki to jest nasza baza (część główna), a gałązki, to troki boczne, czy jak woli ustawodawca, przypony. Detale na zdjęciu poglądowym poniżej.
Materiały
Co będzie potrzebne do budowy najprostszego zestawu? W najbardziej oszczędnej wersji, do budowy, będzie potrzebna tylko żyłka mono i\lub fluorokarbon – 0.50-0.80mm (część główna) oraz 0.35-0.50mm (troki boczne). Widoczne na poniszych zdjęciach materiały, to jedne z kilkunastu dostępnych monofilamentów, które używam. Wiem, że szczególnie amenesia przypadła do gustu bałtyckim łowcom, dlatego ją prezentuję.
W przypadku zastosowania fluorokarbonów, trzeba pamiętać, że nie każdy fluorokarbon ma dużą wytrzymałość na rozciąganie i często bezpieczniejszym od stosowania fluorokarbonu do budowy części głównej, wydaje się zastosowanie monofilamentu. Podczas, gdy troki możemy dowiązać z monofilamentu lub fluorocarbonu, w zależności od upodobań. Osobiście, fluorokarbonu używam do budowy body, ale tylko w lżejszych zestawach (z docelowo mniejszym obciążeniem), bowiem zastosowanie fluorokarbonu do zestawów z ciężarkami powyżej 150-160g – bez względu na jego grubość – może się kończyć zerwaniem zestawu przy energicznym zarzucie. Duża moc w czasie rzutu. Mniejsza rozciągliwość fluorocarbonu. Problem gotowy. Ja przynajmniej – po niepowodzeniach – przestałem tu eksperymentować i z reguły używam monofilamentu. A już na pewno w naszym Bałtyku.
Krok po kroku
Uzupełnieniem potrzebnych materiałów będą także: zaczep do ciężarka, krętlik i\lub zaczep do przyponu strzałowego (tzw. strzałówki) oraz haczyki. W bardziej zaawansowanej wersji, dodamy klasyczne tuleje zaciskowe, krętliki i\lub koraliki dwukanałowe oraz koraliki blokujące (o czym za chwilę) – wszystko dopasowane swoją średnicą, do średnicy żyłki części głównej zestawu. Wybór zaczepów jest przeogromny, a tylko kilka z nich prezentują poniższe zdjęcia.
Na początek, ucinamy odpowiedni odcinek żyłki, będący częścią główną zestawu (z reguły 120-150cm). Na dolnym końcu, zawiązujemy zaczep do ciężarka lub agrafkę (strzałka niebieska na zdjęciu poniżej). Dobrze jest zastosować agrafkę z krętlikiem, zwłaszcza w przypadu, gdy na górze zestawu nie ma krętklika, a jest zwykły zaczep (strzałka zółta).
W prezentowanym poniżej przypadku w krętlik wyposażony jest ciężarek, więc nie ma potrzeby stosowania dodatkowego. Dlaczego obecność krętlika jest istotna? Możecie wierzyć lub nie, ale kręlik zapobiegnie skręcaniu się zestawu, a także przyponu strzałowego, czy żyłki głównej lub plecionki.
Poniższe zdjęcia, przestawiają zestawy demonstracyjne w skali „mikro” tak, aby pokazać ogólną zasadę, co do ich budowy. W rzeczywistości są one oczywiście dużo dłuższe (większe), a odległości od nasady troków są inne. Trzeba zawsze pamiętać, że długość górnego i kolejnego, dolnego troka, nie powinna być dłuższa, od odległości pomiędzy mocowaniami podstawy towarzyszących troków. W innym bowiem wypadku, troki będą się plątały.
Poniżej prawidłowo skomponowany zestaw główny (skrócona wersja demonstracyjna bez dowiązanych troków bocznych), z wykorzystaniem krętlików, do mocowania troków (białe strzałki).
Następnie kroki zależą od tego, w jakiej technice wykonamy zestaw i to, czy będzie posiadał jeden, dwa, czy więcej troków bocznych. Także w jakim wariancie trok boczny będzie montowany. Na poniższym schemacie przedstawiam trzy, najczęściej używane warianty (1, 2 i 3) montażu troka bocznego – oczywiście nie jedyne, ale te najbardziej podstawowe.
Klasyka(wariant 3)
Najprostszą metodą, na zbudowanie zestawu – jest klasyczne dowiązanie troków, do części głównej zestawu. Po dowiązaniu haczyków oraz zaczepu do strzałówki (lub krętlika) – żółta strzałka – oraz zaczepu do ciężarka (strzałka niebieska) zestaw jest gotowy. W zestawach tych, oba troki, muszą być przymocowane co najmniej węzłem ósemkowym i wychodzić w tym samym kierunku, do góry (białe strzałki), wzdłuż zestawu głównego. Na gotowe węzły, zazwyczaj podaję kroplę kleju szybkoschnącego, w celu utwardzenia i dodatkowego mocowania.
W opcji nieco bardziej zaawansowanej – do mocowania troków – stosujemy najczęściej krętliki, koraliki dwukanałowe lub inne mechanizmy.
Krętlik (wariant 2)
W przypadku zastosowania krętlików podczas montażu troków, pozostawiamy niezbędny, 1-2 milimetrowy luz dla krętlika (biała strzałka na zdjęciu poniżej) tak, aby mógł się swobodnie obracać pomiędzy koralikami, które z kolei ograniczamy tulejami zaciskowymi, dopasowanymi swoją średnicą do body. Średnica zastosowanych koralików, nie może być mniejsza od oczka krętlika – w innym bowiem wypadku krętlik przeleci na wylot. Otwory w koralikach, muszą także odpowiadać średnicy zaciskanych tulejek, bo w najgorszym przypadku także przelecą przez nie na wylot. Nawet po zaciśnięciu tulejek.
Bez względu na to czy będziemy łowić na jeden, dwa lub trzy troki zasada jest taka – że na żyłkę główną zestawu (body), po zawiązaniu zaczepu na ciężarek, nanizujemy zawsze elementy na wszystkie komplety mocujące troki, które wydają sie nam konieczne. Ja zazwyczaj trzy pełne komplety.
Zdjęcia przykładowych tulejek o różnej średnicy (którą dopasowujemy do średnicy żyłki głównej zestawu) poniżej. Do zaciskania tulejek najlepiej jest użyć dedykowanych szczypiec, także widocznych na zdjęciu.
W przypadku budowy zestawów z wykorzystaniem krętlików i tulejek, wygląda to następująco.
Po zawiązaniu zaczepu do ciężarka, w kolejności naniuzjemy: tuleję, koralik, krętlik, koralik i tuleję. I znowu: tuleja, koralik, krętlik, koralik tuleja. Na koniec znowu ta sama czynność trzeci raz. Zawiązanie zaczepu spowoduje, że trzy nanizane komplety nie zsuną sie nam, pozostaną na dole i w łatwy sposób rozmieścimy je po części głównej, w zależności od naszych potrzeb. Po nanizaniu wszystkich elementów zawiązujemy u góry krętlik lub zaczep i w zasadzie “jesteśmy w domu”. Pozostaje dowolne rozmieszcznie trzech kompletów po części głównej zestawu oraz zaciśnięcie tulejek i dowiązanie troków bocznych. Możecie zrobić to w domu lub nad wodą. Także w zależności od waszych preferencji – w czasie lub przed wędkowaniem – dowiązujemy tyle troków ile będziemy w danej chwili potrzebować. W omawianym przypadku: jeden, dwa lub trzy. Ja bardzo często zaciskam tulejki oraz dowiązuję troki do krętliów, bezpośrednio nad wodą, gdy warunki na to oczywiście pozwalają. Wielkość krętlików musi zostać dopasowana do średnicy żyłki głównej, troka – i znowu wybór jest ogromy (zdjęcie poniżej po prawej stronie).
Koralik dwukanałowy (wariant 1)
Zamiast klasycznych krętlików, można zastosować koraliki dwukanałowe (białe strzałki na zdjęciu poniżej). Moje ulubione koraliki dwukanałowe prezentuję na lewym zdjęciu powyżej. Dopasowujemy je – tak samo jak krętliki- do średnicy żyłki głównej i przyponu. Te dwa modele prezentowane na zdjęciu są dosyć uniwersalne (średnica 3.3 mm pasuje do żyłki głównej o średnicy do 0,8mm i troka bocznego o średnicy do 0,4mm; średnica 4mm pasuje do żyłki głównej o średnicy do 0,9mm i troka bocznego o średnicy 0,6mm). Blokujemy je z obu stron węzłem ósemkowym i dodatkowo mniejszymi koralikami ograniczającymi, które zapobiegną „wyskakiwaniu” koralików dwukanałowych poza węzły części głównej. W przypadku zastosowania bardzo grubej żyłki- bliskej maksymalnej średnicy przez jaką może przejść koralik – można nie stosować koralików ograniczających, a jedynie pozostać z węzłami ósemkowymi. I znowu zasada nanizania kompletów koralików jest taka sama jak w przypadku krętlików i tulejek. Zamiast tulejek, zawiązujemy węzły ósemkowe i dowiązujemy troki boczne. W związku z tym, że dowiązanie troków i przewleczenie żyłki lub fluorokarbonu przez koralik, nie jest takie proste i wymaga precyzji, w tym wypadku łatwiej jest przygotować wszystko w domu.
Trok boczny mocujemy, przewlekając linkę troka w poprzek koralika dwukanałowego i blokujemy go, węzłem z dodatkowym koralikiem ( biała strzałka). Zamiast koralika można zastosować kilkakrotny węzeł i dodatkowo zabezpieczyć go kroplą kleju szybkoschnącego.
Dowiązanie strzałówki
Gotowy zestaw plażowy, jest połączony z przyponem strzałowym (białe strzałki ponizej) za pomocą specjalnych zaczepów, w które wpina się w krętlik, co pozwala na szybkie wypięcie zestawu i założenie nowego. Na zdjęciu dwa warianty montażu. Zaczep na końcu strzalówki albo górnym końcu zestawu. Obie wersje są poprawne.
Żyłka w czasie wiązania węzła na zaczepie lub krętliku zestawu, powinna przejść podwójnie przez oczko przed zaciśnięciem. Przewlekania „na raz”, może skończyć się zerwaniem zestawu podczas energicznego zarzutu.
Haczyki
Rozmiar i rodzaj haczyka dopasowujemy do gatunku poławianej ryby i rodzaju przynęty. Na początku najlepiej sprawdzą się haczyki typu Aberdeen, które mają dłuższy trzonek. Stosując różne rozmiary, znajdą zastosowanie w połowach większości bałtyckich gatunków.
W swoim ekwipunku posiadam już gotowe, przygotowane troki z haczykami, które nawinięte są na sprytne urządzono (poniżej). Kiedy potrzebuję zawiązać lub wymienić trok, otwieram pudełko, pociągam za haczyk i „hyc” gotowe bez plątania!
Elementy wabiące na trokach
Zastosowanie elementów wabiących, to kolejny etap zaawansowania. Mogą być to elementy pływające, tonące. Róznej wielkości, koloru i kształtu. Świecące lub nie. Opowiem o nich przy innej okazji, ale zdjęcie poniżej powinno dać Wam pojęcie w temacie różnorodności dostępnych opcji.
I to by było w zasadzie tyle podstawowych informacji, ktore w mojej ocenie, powinny Wam pozwolić na zabawę z zestawami. W przypadku jakichkolwiek pytań służę pomocą.
Zapraszamy serdecznie na nowy cykl audycji radiowych: RADIO GOZDAWA NA FALI.
Opowiemy o wędkarstwie plażowym od A do Z. Audycję kierujemy do wszystskich bez wyjątku. Do tych, którzy z wędkarstwem plażowym już się spotkali. A także do tych, którzy na bałtyckiej plaży byli już z wędkami, ale chcą sie dowiedzieć czegoś więcej. Mamy nadzieję, że każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego.
Jeżeli nie zdążycie posłuchać emisji programów na żywo, będzie szansa na odsłuchanie podcastów w najbardziej odpowiadającej Wam chwili. W drodze do pracy, szkoły, przedszkola-:). W samochodzie, autobusie czy tramwaju. Mamy nadzieję, że audycja przypadnie Wam do gustu.
Poliżej link do podcastu pierwszej audycji z cyklu plażowego abc.
Lekka galanteria, to przydane elementy plażowego wyposażenia, które nie zajmują dużo miejsca, a w większości przypadków są niezbędne. Jestem pewien, że większość z nich, znajduje się w Waszym słodkowodnym arsenale. Wykorzystacie je także z powodzeniem, na bałtyckiej plaży.
Kilka z omawianych w dzisiejszym odcinku elementów, jest dedykowanych głównie do wędkarstwa plażowego, ale nie będzie to dużym obciążeniem dla Waszej kieszeni, jeżeli zdecydujecie się na ich zakup.
Metalowe co nieco
Ostre nożyczki na plaży, to podstawa. I bynajmniej nie służą najczęściej do przecinania żyłek, plecionek, a głównie do przygotowywania przynęt oraz filetów. Nożyczki są o wiele wygodniejsze, bardziej poręczne w użyciu i zdecydowanie bezpieczniejsze od noża. Więc o ile noża, używam w zasadzie tylko do filetowania lub „oprawiania” złowionych ryb, o tyle nożyczki, są bezwzględnie koniecznie, do pełnej obróbki przynęty. Muszą być jednak zawsze ostre. Od kilku sezonów używam nożyczek firmy Mustad, które dostałem w prezencie od mojego kolegi i są po prostu niezawodne oraz ciągle ostre!
W swoim metalowym arsenale posiadam także oryginalny, chirurgiczny pean (a właściwie dwa – w dwóch różnych rozmiarach), które służą mi najczęściej, do odhaczania złowionych ryb.
W swoim pudełku, mam także szczypce oraz obcinaczki do paznokci. Szczypce z wąskim zakończeniem, mają wielorakie zastosowanie – mogą w niektórych przypadkach służyć do odhaczania wyjątkowo kąśliwie zaciętych ryb, a także stanowić typowy przyrząd służący do zaciskania, zaciągania węzłów, zestawów, śrucin itp. Obcinaczki do paznokci, zna chyba każdy wędkarz i nie trzeba przedstawiać ich wędkarskich zalet.
Igły
Uzupełnieniem galanterii metalowej, będą wszelkiego rodzaju igły, które są bardzo pomocne, podczas przygotowania przynęt, nawlekania robaków czy komponowania „przynętowych kanapek”. Na koniec całej operacji przygotowywania przynęty, nawlekamy wszystko na haczyk, właśnie przy użyciu igły, której jeden z końców – pusty w środku – pozwala na zaczepienie grota haczyka i przewleczenie całego „burgera”.
Wszystkie elementy metalowe, których używamy na plaży, powinny być wykonane z wysokogatunkowej stali. Po każdym wędkowaniu, wszystkie „metale” (zwłaszcza te słodkowodne), koniecznie wypłuczcie pod bieżącą wodą. Zapobiegniemy w ten sposób ich szybszemu zużyciu, stępieniu i korozji. Niemniej mimo konserwacji, często trudno się pozbyć wpływu „zęba czasu” i co jakiś czas nas sprzęt, będzie potrzebował wymiany.
Te elementy, które widzicie na powyższym zdjęciu, są już bardzo wysłużone, bo mają kilka lat, ale wciąż dobrze spełniają swoją rolę.
Portfel dobry na wszystko
To, że portfel jest dobry na wszytko – zwłaszcza pełny – wie chyba każdy. I chyba nie rzadziej niż w codziennych realiach, pełny i dobrze zaopatrzony portfel, przyda się zawsze na plaży. I nie mowa tu o klasycznych portfelach, w których gromadzimy banknoty, ale o portfelach, w których przechowujemy plażowe zestawy.
Osobiście bardzo je lubię i wszystkim gorąco polecam. Zajmują mało miejsca, są lekkie, a przezroczyste torebki, w których umieszczamy zestawy w przejrzysty sposób, ukazują swoją zawartość.
Zamiast klasycznych porfeli używam zamiennie torebek strunowych, ktore spinam często metalowym klipsem biurowym, wrzucam do pudełka lub skrzyni plażowej. Torebki strunowe opisuję markerem.
Zaletą takiego rozwiązania jest to, że nie zajmują one wiele miejsca. Często zestawy w torebkach strunowych, można wrzucić prosto do kieszeni pokrowca na wędki, wrzucić parę cięzarków i jesteśmy gotowi do wyjścia na plażę!
Krążkowy zawrót głowy
Lekkie, wykonane z miękkiej pianki krążki na zestawy, są świetną alternatywą dla klasycznych portfeli. Zajmują więcej miejsca, ale w zamian, pozwalają na lepszą segregację, wizualizację oraz uporządkowanie zestawów.
Różne kolory krążków, pozwalają na komponowanie grup zestawów kolorystycznie, w odniesieniu do gatunku poławianej ryby lub typu i charakterystyki zestawu.
Najwygodniejszym miejscem do przechowywania krążków są specjalne pudełka, które kupujemy w komplecie wraz z krążkami lub umieszczamy je pod wiekiem pudeł plażowych w specjalnie do tego celu przymocowanych drabinkach, w które wsuwamy krążki. Zobaczcie sami na poniższe zdjęcia.
Dodatkowo krązki wyposażone są często w dedykowane naklejki, na których możemy dokładnie opisać wszelkie detale, które charakteryzują każdy z zestawów, nawinięty na krążek.
Niezastąpiona nić
Dobra elastyczna nić to coś, bez czego w wędkarstwie plażowym nie można się obejść i powinna się znaleźć bezsprzecznie, na wyposażeniu każdego wędkarza plażowego. Także tego mniej zaawansowanego.
Nici służą do odpowiedniego uformowania i przygotowania zestawu przynęt na haczykach. Z jednej strony osiągamy odpowiednią formę. Z drugiej strony zmniejszmy ryzyko zerwania przynęty z haczyków, podczas energicznego zarzutu. Nici, możemy zastosować zarówno do przynęt miękkich i żywych, ale też martwych czy mrożonych, takich jak: klasyczne robaki, dżdżownice, bałtyckie krewetki (garnele), bałtyckie tubisy, dobijaki czy szproty oraz filety z ryb czy owoców morza.
Pamiętajcie o tym, że w morzu woda jest w ciągłym ruchu, więc dobre przymocowanie i prezentacja przynęty jest podstawą sukcesu. Nici mają swoją grubość, a co za tym idzie elastyczność – więc każdorazowo musicie wybrać odpowiednią dla Was wersję. Zazwyczaj okreśła się je jako cienkie, średnie i grube.
Oświetlenie – czołówki
W związku z tym, że często łowimy po zmroku, dobra „czołówka” jest wyposażeniem, bez którego trudno się obejść. Także i głównie ze względów bezpieczeństwa. Ręce pozostają całkowicie wolne, a my dzięki dobrej koordynacji ruchów głową, możemy zarówno oświetlać przedpole jak i strefę, w której przygotowujemy zestawy, przynęty czy też operujemy wędkami.
Czołówka musi być odporna na przenikanie wody, wilgoci i mieć kilka stopni regulacji jasności światła, bowiem innego (mniejszego) natężenia światła używamy do przygotowywania przynęt, a innego (silniejszego) do oświetlania terenu.
Na wyposażeniu powinniśmy mieć zawsze zapasową czołówkę, zapasowe baterie lub akumulatorki. Osobiście zawsze zabieram ze sobą jedno i drugie. Polecam Wam właśnie takie rozwiązanie, bo bezpieczeństwa na plaży nigdy za wiele.
Plażowa chłodziarka
Powtarzam to zawsze jak przysłowiową mantrę, ale odpowiednia jakość przynęt, to w dużej mierze, sukces naszego połowu. Dlatego namawiam do przetrzymywania przynęt w odpowiednich warunkach i nie chowania ich „po kieszeniach”. Nawet jeżeli zabieramy ze sobą kilka pudełek robaków, czy też „mrożonki”, nie wystawiajmy ich na działanie zbyt wysokiej temperatury, słońca i wysuszającego wiatru.
Wystarczy, że zastosujemy najprostsze rozwiązanie i umieścimy je, w plastikowym zamykanym pudełku po lodach. Z jednym albo dwoma cienkimi wkładamy chłodzącymi. To już będzie duży sukces.
Dla bardziej zaawansowanych polecam tzw. cool-boxy, które omówimy przy okazji odcinka o przynętach. Jak wygląda klasyczny cool-box możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. Co ważne, po włożeniu przynęt i wkładów chłodzących, można je szybko zamknąć zamkiem błyskawiczym lub zamknąć po prostu wieczko i w drogę!
Dobrze izolowany cool-box jest w stanie utrzymać temperaturę bliską zera przez kilka lub kilkanaście godzin (wszystko z zależności od temparatury zewnętrznej).
Na naszym profilu YT- link poniżej – znajdziecie materiał video w którym omówimy najważniejsze zmiany nowelizacji przepisów rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 27 grudnia 2023 roku w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego. Zmiany weszły w życie 1 stycznia 2024 roku.
W naszym materiale skupimy się głównie na kluczowych zmianach, ktore obejmują wędkarstwo plażowe w łowieniu na przynęty naturalne z brzegu.
Cieszymy się, że kluczowe w naszej ocenie zmiany przepisów w Rozporządzeniu, dotyczące wędkarstwa brzegowo-plażowego, są naszym skromnym udziałem. Oczywiście tekst rozporządzenia zawiera inne zmiany, jednak my odniesiemy się tylko do tych zmian, które zostały zainicjowane przez nasz zespół i w naszej ocenie są kluczowe, dla dalszego rozwoju wędkarstwa sportowego brzegowo-plażowego w Polsce, a także wędkarstwa brzegowo-plażowego rekreacyjnego, w połowie na przynęty naturalne z brzegu.
Wyposażenie plażowego twardziela – czyli o „wadze tematu”.
Kontynuując opis najbardziej przydatnych elementów plażowego wyposażenia, wybór, ocenę, czy też celowość zastosowania, pozostawiam Wam. Wszystko będzie zależeć od Waszych potrzeb i stopnia zaawansowania. Jednocześnie chciałbym jasno podkreślić, że aby zacząć przygodę z „plażingiem”, na początku wykorzystacie to, co macie w swoim słodkowodnym arsenale. Niemniej namawiam, żebyście spróbowali wyjść, poza etap całkowitego minimalizmu tak, aby łowienie było bardziej komfortowe i przyniosło więcej satysfakcji. A jak to zrobić? O tym dowiecie się z dzisiejszego odcinka, w którym przedstawię kilka gabarytowo większych, elementów plażowego ekwipunku.
A jakie koła wybrać do naszego wózka? To jest pytanie!!! Jak myślicie?
Kategorie wagowe na plaży?
Często (żartobliwie) dzielę wędkarzy plażowych – tak jak sportowców niektórych dyscyplin – na kategorie wagowe. I to nie w kwestii masy ciała, ale wagi sprzętu, który zabierają na plażę. Mam nadzieję, że nikt się na mnie nie obrazi – wręcz przeciwnie, wywoła to uśmiech – bowiem każda z kategorii, ma swoje zalety oraz wady, a będzie to wyjściem do dyskusji o „wadze tematu”. Wspominam o tym, bowiem „waga sprzętu” nie decyduje o wyniku, ale w określonych “okolicznościach przyrody” ma znaczenie. Rozsądne i przemyślane wyposażenie, daję większą paletę możłiwości i alternatyw, co przy dynamicznym „plażingu”, jest niejednokrotnie kluczowe.
Wyróżniam więc, wakacyjną kategorię słomkową – kiedy na plażę ruszamy z kijem, kołowrotkiem i pudełkiem robaków. Waga musza, to dwa kije i dwa pudełka robaków. Może lecz nie musi, zdarzyć się podpórka. Kategoria kogucia, to dwa kije, dwa pudełka, pokrowiec na wędki i sztyce. W wadze półśredniej, zamiast sztyc, dochodzi stojak i siedzisko. W kategorii średniej pojawia się wózek, zaś w półciężkiej dochodzi skrzynia plażowa. Waga ciężka to już pełen wypas z namiotem plażowym. Oczywiście mamy do czynienia także z kombinacjami kategorii-😊 Zastanówcie się koniecznie, w której kategorii się teraz znajdujecie?
Z doświadczenia wiem, że w przypadku, gdy wpadniecie w szaleństwo “wyścigu zbrojeń”, trzeba później pracować nad ciągłym “odchudzaniem” naszego ekwipunku, pozostawiając tylko niezbędne rzeczy, dopasowane do naszych aktualnych potrzeb.
Pamiętajcie o tym, że często łowimy po zmroku, więc „ogarnięcie” całego wyposażenia przed i po łowieniu, jest tym bardziej skomplikowane. Wszystko musi być usystematyzowanie i mieć swoje miejsce. Nie idźcie w kierunku pakowania wszystkiego w dziesiątki toreb, torebek czy pudełeczek, bowiem jedno „pomieszczenie plażowe” całkowicie starczy.
Z mobilnym „pomieszczeniem” na plażę?
Najlepszym i najpraktyczniejszym wyjściem, a jednocześnie impulsem do ograniczenia ilości sprzętu oraz rozsądnego spakowania całej galanterii plażowej, jest dedykowana skrzynia plażowa. Uważam, że nie ma nic prostszego i funkcjonalnego. Dobra i pojemna skrzynia, jest wykonana z bardzo odpornego, lekkiego tworzywa. Chroni przed sypiącym piaskiem i wodą oraz wilgocią. Może służyć jako stolik, siedzisko, deska do oprawiania złowionych ryb, miara oraz miejsce do przygotowywania przynęt, czy zestawów. Pozwala na wrzucenie wszystkiego w jedno miejsce i usystematyzowanie całego plażowego bałaganu, przed i po łowieniu. Do skrzyni umocujecie osobne stoliczki, podstawkę pod ciężarki, a pod wiekiem umocujecie drabinkę, w którą wepniecie krążki piankowe z Waszymi zestawami. Brzmi zachęcająco?
Podstawowy wariant skrzynki na plażę, którą także wykorzystacie na sródlądziu Mercedes wśród skrzyń plażowych, pomieści dosłownie wszytsko: posiada półkę na ciężarki, kratkę na krążki z zestawamiSkrzynię, można nosić bezproblemowo na plecach i wtedy nie potrzebujemy wózkaUprzęż, montowana do skrzyni, pozwala na założenie skrzyni plażowej na plecy, a dodatkowo pełni – w razie potrzeby- funkcję wysuwanego oparcia.
Centrum dowodzenia na kołach
Mimo, że „poradnik surfmaniaka” jest dedykowany głównie do „plażowych szaraków”, to nie można nie wspomnieć o wózku plażowym, bez którego nie obejdzie się – prędzej czy później – wędkarz, który chce wyjść poza granice plażowego minimalizmu. Wózek, nie będzie Wam zapewne potrzebny, podczas wakacyjnego lub czysto stacjonarnego łowienia tzw. “na szybko”. Jest jednak niezastąpiony, kiedy trzeba spakować dużo sprzętu i kiedy chce się aktywnie łowić, przemieszcając się z miejsca na miejsce. W mojej ocenie, wózek przydaje się nawet wtedy, kiedy trzeba pokonać kilkaset metrów, z całym ekwipunkiem z samochodu na plażę. Zabieramy wtedy wszystko “na raz”, bez potrzeby ciągłego wracania po coś, o czymś zapomnieliśmy, lub nie daliśmy rady, zabrać za pierwszym razem.
Porównanie dwóch typów wózków plażowych oraz kół. Średnica kół w połączeniu z ich szerokością, decyduje o tym, ile w rzeczywistości możemy zapakować na wózek tak, aby nie zakopać się w miękkim piachu.
Na dobrze zorganizowanym wózku, znajduje się wszystko to, co jest potrzebne do przygotowania stanowiska, bez potrzeby rozstawiania dodatkowych elementów – może poza triopodem lub sztycami na wędki. Choć dostępne są już wózki, które posiadają także wbudowane uchwyty na kije. Zachowujemy porządek i wszystko jest na swoim miejscu. Pakowanie sprzętu po łowieniu, zajmuje tylko kilka, a nie kilkanaście minut.
Rodzaje wózków, to kolejny temat rzeka. Nie ukrywam, że najlepszym rozwiązaniem, są wózki na kołach typu balon. Zdecydowanie sprawdzają się na miękkim piasku, w przypadku którego, wózki na wąskich gumowych kołach, po prostu zapadają się, zwłaszcza w przypadku sporego obciązenia. Koła balonowe, dają zupełnie inne opory toczenia, a co najważniejze, można je już zakupić, za naprawdę rozsądne pieniądze i zamontować do naszego starego wózka.
Z kolei wybór samego wózka, to już kwestia zasobności Waszego portfela. Ceny wahają sie od kilkuset, do nawet kilku tysięcy złotych. Czy warto? Na to pytanie, musicie sobie odpowiedzieć sami.
Oprócz pełnej funcjonalności wózka, opcji umieszczenia na nim pudła plażowego, wmontownych podpórek, grzebieni na zestawy, stolika itp. itd., najważniejszą i często pomijaną kwestią, jest samo wyważenie środki ciężkości wózka. Wiem, że zapewne dla części z czytelników, kwestia ta może wydawać się niestotna i niezauważalna, ale wydaje sie kluczowa zwłaszcza wtedy, kiedy łowimy naprawde aktywnie przemieszczając sie z miejsca na miejsce. Wśród wielu “przerobionych” przeze mnie modeli wózków fabrycznych (bo samoróbki to inny temat), najlepiej w mojej ocenie sprawdza sie wózek marki WheelEzz, prezentowany na poniższych zdjęciach. Jest bardzo prosty w budowie, ale ma wyśmienicie położony środek ciężkości. Nie ma niestesty opcji dokupienia dodatkowego wyposażenia, takie jak grzebienie, uchwyty, ale wystarczy postawić na nim skrzynię, postawić namiot, a toczenie sprzętu po plaży, to istna przyjemność. Jeżeli troszeczkę pokombinujecie, do wózka można w zasadzie przymocować wszystko, wliczjąc w to grzebień czy stolik.
Bardzo praktyczny model wózka w pełnej okazałośc,i po jego całkowitym rozłożeniuWózek jest w stanie ponieśc ciężar, nawet 40-50kg!!A tak, wózek wygląda po zlożeniu. Koła – w razie potrzeby – zdejmuje sie jednym ruchem ręki – jest to banalnie proste i zajmuje jedną minutę
Plażowe podpórki
Są niezbędne do mocowania wędek w miękkim piasku lub kamieniach. Zastanawiacie się pewnie co będzie lepsze? Klasyczna podpórka, plażowe sztyce, stojak (tripod) a może zwykła, szara rura PCV? Wszystko będzie zależeć od typu podłoża, ale na początek wystarczą zwykłe podpórki. Zwłaszcza, gdy nie ma dużej fali i nie wieje, a plaża jest piaszczysta. W przypadku wzmagającego się wiatru i większej fali, znacznie lepiej sprawdzają się rozwiązania, które uniosą szczytówki wędek jak najwyżej, pionowo w górę. Dlaczego? Unikniemy w ten sposób, smagania żyłki przez fale przybojowe i zminimalizujemy ryzyko osiadania glonów na żyłce lub plecionce. Także łatwiej będzie zauważyć brania.
Klasyczne sztyce – ta z prawej strony z możłiwością zamontowania drabinki na zestawyWędki umieszczamy na sztycach pionowo lub opieramy. Wszytsko zależy od warunków i naszych upodobańTripod pozwlana na dosyć stabilne umieszcenie wędek, co jest wyjątkowo istotne w przypadku silnego wiatru i falowania. Przy silnym wietrze – dla lepszej stabilności – do tripoda mocuję woreczek z piaskiem.
Plażowe wieszaki i stoliki
Na początku przygody z „plazingiem”, można się bez nich zapewne odejść. Niemniej, jeżeli będziecie gościć na plaży częściej, przekonacie się z pewnością, że czegoś Wam brakuje. Tym brakującym – a zarazem bardzo praktycznym i funkcjonalnym – ogniwem, będą wszelkiego rodzaju grzebienie na zestawy, stojaki plażowe, tripody z grzebieniami, tackami, stolikami. Umożliwiają zachowanie porządku w obrębie stanowiska, a co najważniejsze, pozwalają w spokoju (i nie na kolanach) przygotować zestawy, przynęty oraz dokonać niezbędnych korekt czy napraw zestawów. To będzie nasze plażowe centrum operacyjne. Najbardziej funkcjonalne rozwiązaniem to takie, aby wszystko było w jednym miejscu. Czyli grzebień i tacka\stolik. Najlepiej na jednym uchwycie. Jak jeszcze wszystko znajdzie się na wózku – osiągniemy ideał.
Niemniej w przypadku metody czystego minimalizmu, wybór zabawek, które chcemy zabrać na plażę, zależy oczywiscie tylko i wyłącznie od Waszych potrzeb..
Centrum operacyjne na wózku – który ma specjalne uchwyty na pudełka z zestawamiIdeał w praktyce – stolik i grzebień przymocowany do wózkaTripod operacyjny to super rozwiązanie
Pojemniki na złowione ryby
Wszelakie pojemniki, będą uzupełnieniem pakietu wyposażenia i w zasadzie powinien posiadać je każdy, zarówno początkujący i zaawansowany wędkarz plażowy. Możecie do tego celu wykorzystać najtańsze plastikowe wiadra lub też specjalne dedykowane pojemniki, w których umieszczamy uśmiercone ryby po ich złowieniu.
Dobrym zwyczajem – praktykowanym przez wędkarzy plażowych na całym świecie – jest umieszczenie ryby – bez względu na to, czy jest wymiarowa czy też nie – bezpośrednio po złowieniu, w pojemniku wypełnionym świeżą wodą morską, który z kolei umieszczamy blisko brzegu. Podczas, gdy ryba znajduje się w wodzie, mamy czas na odłożenie wędki i sięgnięcie – jeżeli to potrzebne – po narzędzia do uwolnienia ryby. Tym samym oszczędzamy rybie cierpień i przebywania, czy też przeciągania na\po piasku, bez dostępu świeżej morskiej wody. W przypadku, gdy wymiarową rybę zamierzamy zabrać, niezwłocznie po złowieniu, humanitarnie ją uśmiercamy.
Bardzo funkcjonalne są pojemniki ,które się skladająWiadroo to też dobre i praktyczne rozwiązanie
~~Przyp z dnia 01.01.2024 roku – W związku z wejściem w życie nowego rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 29 grudnia 2023 roku w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego w §8.1 czytamy co następuje: ” Złowione ryby, z wyjątkiem ryb z gatunków nierodzimych, przechowuje się żywe w znajdujących się w wodzie siatkach rozpiętych na obręczach albo uśmierca się je bezpośrednio po złowieniu.”
W ocenie zespołu PSS, §8.1 ~ powinien mieć tylko zastosowanie w przypadku, gdy przechowujemy żywe ryby w wodzie, które wcześniej czy później zamierzamy uśmiercić (albo przechowujemy w siatce do momentu uśmiercenia albo uśmiercamy od razu). Jaki bowiem miałby być cel przechowywania żywych ryb w siatkach na plaży? Samo przechowywanie ryb w siatkach w stanie żywym, w przypadku wędkarstwa plażowego, jest z jednej strony niehumanitarne, z drugiej pozbawione głębszej logiki. Może sprawdza się w przypadku akwenów słodkowodnych lub łowienia portowego, ale w przypadku silnego falowania morza, wiatru będzie właściwie niewykonalne, nawet przy zastosowaniu siatek z obręczami. Nie mówiąc o tym, że ryba która jest przechowywana w wodzie, w siatce, ma nikłe szanse na jakiekolwiek przeżycie – zwłaszcza w przypadku silniejszego falowania. Dodatkowo samo w sobie jest niebezpieczne np. w przypadku konieczności posadowienia siatek przez wędkarza na odpowiedniej głębokości, w niesprzyjających warunkach wodno-wietrznych, tak aby zapewnić rybom odpowidnią ilość pozbawionej piachu wody. Na koniec warto wspomnieć o tym, iż rozporządzenie stoi w świetle prawa poniżej ustawy o ochronie zwierząt, a owe przetrzymywanie ryb w siatce na brzegu (plaży), nie może być zakwalifikowane inaczej, niż działanie wyjatkowo niehumanitarne. Powiem więcej znęcanie się nad zwierzętami.
Zwyczajowo w wędkarstwie plażowym w cywilizowanym świecie – ryba po złowieniu – jeżeli warunki nie pozwalają na jej natychmiastowe uwolnienie z haczyka i wypuszczenie, powinna być niezwłocznie umieszczona w pojemniku ze świeżą morską wodą, do momentu jej uwolnienia. W Polsce przepisy rozporządzenia się do tego faktu nie odnoszą. Nie można też wychodzić z założenia, że jeżeli coś nie jest zabronione, to jest dozwolone, a samo rozporządzenie nie będzie w stanie odnieść się do wszystkich sytuacji, wiec wydaje się, że będą niezbędne dodatkowe wyjaśnienie od ustawodawcy.
W wędkarstwie plażowym, czysto sportowym, nie przechowujemy złowionych ryb w celu ich zabrania, bowiem z reguły stosujemy zasadę catch and release, gdzie po pomiarze ryby (która w najgorszym przypadku, jest przechowywana do czasu pomiaru w pojemniku z czystą wodą morską) wypuszczana jest ona w dobrej kondycji do wody. W sporcie wędkarskim plażowym, nie prowadzimy więc rywalizacji na martwej rybie, więc przepis ten w naszej ocenie, nie powinien mieć w wędkarstwie plażowym sportowym zastosowania.
Kończąc – wydaje się – że w przypadku wędkarstwa plażowego czysto sportowego, krótkie przetrzymanie ryby w wodzie w pojemniku ze świeżą morską wodą, jest o wiele bardziej humanitarne, niż “topienie” ryb w siatce w wodzie lub trzymanie na piachu w trakcie czynności odhaczania ryby (co w przypadku płastug może być długotrwałe), w których to przypadkach minimalizujemy szanse na ich przeżycie i powrót do wody w dobrej kondycji.
Niemniej w naszej ocenie, wydaje się konieczne skierowanie pytania do ustawodawcy, o dokładną interpretację tego przepisu, o czym wszystkich zainteresowanych z pewnością poinformujemy.
Z pewnością, nie jesteśmy zwolennikami stosowania jakichkolwiek siatek do przechowywania złowionych (tym bardziej żywych ryb) i w przypadku, gdy nie zamierzacie uśmiercić ryby po jej zlowieniu w celu jej zabrania, w przypadku wędkarstwa rekreacyjnego, zalecamy natychmiastowe wpuszczenie ryby do wody, tak aby w dobrej kondycji, ryba wróciła do wody.
Plażowy leniwiec
To dosyć popularna forma plażowego łowcy, który po zarzuceniu zestawów, „lokuje” swoje ciało, we wszelkiego rodzaju krzesłach, krzesełkach i innych mniej lub bardziej wygodnych fotelach. Plażowe siedziska, to – rzecz jasna – także element wyposażenia. Z reguły jest dosyć ciężki i mało poręczny. I z tego też powodu, jest przeze mnie praktykowany stosunkowo rzadko. W zasadzie, tylko w przypadku całonocnych zasiadek. Kiedy chcę usiąść, z reguły wykorzystuję do tego celu, skrzynię plażową z uprzeżą, ktora pełni także funkcję oparcia.
Zachęcam do lektury następnego odcinka, w którym omówimy drobny sprzęt plażowy, zaś w kolejnej odsłonie, omówię wędki oraz kołowrotki. Obiecuję, że kolejne części będą się ukazywać regularnie tak, żeby Was przygotować do nadchodzącego, nowego sezonu.
Wyposażenie plażowego surfmaniaka – czyli nie ma złej pogody, tylko nieodpowiedni ubiór
Wstęp
W wędkarstwie plażowym wyposażenie, dopasowujemy każdorazowo do panujących lub spodziewanych warunków pogodowych, pory roku oraz tego, co, kiedy i gdzie będziemy łowić. Logistyka przygotowania jest każdorazowo inna i od niej właśnie będzie zależeć sukces naszej wyprawy, a także pełne bezpieczeństwo. Logistyka zaczyna się od ubioru, a kończy na najdrobniejszych elementach wyposażenia. Pamiętajcie o tym, że błędy popełnione w trakcie planowania i przygotowania, zemszczą się na plaży.
W kolejnym odcinku postaram się przybliżyć głównie taktykę przygotowań, od strony ubioru, a w kolejnych częściach, będę kontynuował opis plażowego wyposażenia, który przyda się Wam w każdych warunkach sezonu.
Dobre czy złe decyzje?
Chciałbym jasno podkreślić, że wybór oraz to, czy i jak daleko, chcecie się posunąć w „wyścigu zbrojeń”, zależy tylko i wyłącznie od Was. Co to znaczy więcej i czy więcej znaczy lepiej? Czy to, że nie będziecie dozbrojeni „po zęby” znaczy, że macie mniejsze szanse? Oczywiście że nie! Moje doświadczenie wskazuje na to, że warto jednak wyjść, poza etap zupełnego minimalizmu sprzętowego. Myślę, że jak zwykle sprawdzi się metoda „złotego środka”.
Czy pogoń za sprzętem, nowinkami jest konieczna? Z jednej strony pewnie tak. Każdy z nas w pewnym momencie, pewnie dał się ponieść wodzom „fantazji zakupowej”. Z drugiej, często się zastanawiam, do czego to sprzętowe szaleństwo prowadzi? No cóż pewnie nie mnie to oceniać, ale niemniej postaram się Wam przekazać esencję moich doświadczeń po to, żebyście uniknęli niepotrzebnych błędów i podjęli rozsądne decyzje.
Plażowe klimaty
Pamiętajcie, że na plaży zawsze wieje. Nawet jak dzień jest zupełnie bezwietrzny – a zdarza się tak tylko kilka razy do roku – to wcześniej czy później i tak zawieje. Zwłaszcza rankiem i pod wieczór. Parafrazując słowa „wieszczki”: „sorry taki mamy klimat”. Z wiatrem nie ma co walczyć, za to trzeba być zawsze przygotowanym i po prostu do niego przywyknąć. Wiatr kręci. Wiatr dmucha. Wiatr napędza fale. Wiatr sypie piaskiem po oczach.
Pogoda na plaży, jest wyjątkowo dynamiczna. Potrafi się zmienić kilka razy w ciągu dnia i nocy. Czasami wchodzimy na plażę w upalne lato, a wychodzimy w strugach zimnego, jesiennego deszczu. Nie raz zdejmujemy z siebie większość ciuchów, bo jest gorąco, żeby za godzinę siedzieć pod namiotem w kombinezonie. Wraz ze zmianami wietrznymi, idą bezpośrednio zmiany temperatury i wilgotności powietrza. Tak więc nasz ubiór i zdolność szybkiej reakcji, są w przypadku „plażingu” niezwykle istotne. Jeżeli zareagujemy zbyt późno, szybko wychłodzimy organizm i stracimy przyjemność z łowienia.
Plażowa garderoba
Doświadczając każdorazowo, bardzo wymagających warunków, mam odczucie, że cała zabawa zaczyna się i kończy, na dostosowanym do warunków, ubiorze. Dlatego też, zaczynam cykl, właśnie od „rozbioru ubioru”. Pomimo, że większość zasad jest Wam zapewne znana, zwrócę uwagę na parę ważnych, plażowych kwestii.
Aby łowić komfortowo i czerpać z tego przyjemność, trzeba mieć pod ręką, zestaw niezbędnych – ogólnie dostępnych i niedrogich – fatałaszków. W innym wypadku, będziemy walczyli z zimnem i wiatrem, a łowienie na dłuższą metę, stanie się koszmarem. W większości przypadków, będziecie w stanie wykorzystać rzeczy, który przywieziecie ze sobą ze śródlądzia. Na początek więc, nie będą potrzebne, większe nakłady finansowe.
Moją złotą zasadą jest to, że bez względu na porę roku (poza upalnym latem), ubieram się zawsze na tzw. „cebulkę”, a pod ręką mam zawsze dwuczęściowy kombinezon. Oprócz takiej zalety, że chroni przed wodą i wilgocią, chroni przed czymś bardziej dotkliwym – uporczywym wiatrem, który może szybko wychłodzić, nawet najbardziej rozgrzanego surf-twardziela. Dobry kombinezon muszą cechować cztery parametry. Musi być lekki, oddychający i musi stanowić solidną ochronę membranową przed deszczem. Dodatkowo powinien być dwuczęściowy. Jest to o tyle istotne, że wielokrotnie można zdjąć górną część i zostać w spodniach, które stanowią świetną ochronę przed morską wodą i piachem. Podczas gdy górę pozostawiamy nieskrępowaną i uzupełniamy ją kurtką, tylko w razie potrzeby. Namawiam Was, żeby w tym przypadku nie oszczędzać i poszukać coś naprawę profesjonalnego.
Kolejną zasadą ubierania na plażę jest to, żeby nie ubierać się za grubo. Lepiej założyć mniej i później dołożyć (na przykład cienki polar), niż od razu się spocić w trakcie „wtaszczania” całego sprzętu na plażę. W chłodniejszych porach roku, mam na sobie zawsze cienką i oddychającą bieliznę termiczną. Na dół zakładam wygodne, koniecznie lekkie, oddychające i ograniczające przenikanie wiatru spodnie. Na górę zakładam bluzę z kapturem, z popularnego teraz materiału, jakim jest softshell. To wszystko.
Do kompletu dochodzą ciepłe skarpety i buty lub kalosze. Osobiście z kaloszami mi nigdy nie po drodze. Dobry i lekki but na plaży to podstawa, jeżeli łowicie aktywnie. Buty najlepiej za kostkę, aby uchronić się przed wszechobecnym piaskiem. W sezonie letnim, gdy jest wyjątkowo ciepło, zakładam skarpety\lekkie buty neoprenowe z lekką podeszwą, lub wzorem Cejrowskiego, biegam po plaży boso.
Z reguły unikam wchodzenia do wody głębiej, niż do łydek. Z tego też względu, moje gumowce – jeżeli ich w ogóle używam – nie sięgają dalej niż do kolan.
Nie namawiam Was absolutnie do zakładania woderów lub spodniobutów na plażę tylko po to, żeby wchodzić do wody i dalej rzucać. Robi tak wiele osób i w mojej ocenie, jest to duży błąd. Po pierwsze ciągłe siedzenie – zwłaszcza w spodniobutach – to ryzyko zapocenia i tym samym wychłodzenia. Po drugie, rzuty wykonane z wody, nie są wcale dłuższe, od tych wykonywanych z plaży. Nie mówiąc o względach bezpieczeństwa. Jedynym warunkiem, tłumaczącym założenie „gumowego ubranka”, powinien być silny deszcz i konieczność brodzenia w wodzie, poprzez wlewające się na plażę fale. Wtedy, zamiast neoprenu, sprawdzają się zdecydowanie lepiej wodery w stylu angielskim (pod pachy).
Do kompletu, dochodzą oczywiście okulary (w tym przeciwsłoneczne), niezbędne przy słonecznej pogodzie i sypiącym po oczach piasku. Dobrze, zwłaszcza w przypadku silnego wiatru i sypiącego piasku, sprawdzają się wszelakie kominy, bandany i chusty. Dobrze chronią szyję, a w razie potrzeby, można je szybko zaciągnąć na twarz.
UWAGA!! W samochodzie, zawsze mam torbę z kompletem zapasowych ciuchów na przebranie. Już wielokrotnie się przydały nie tylko mnie, ale i towarzyszom wspólnych wypraw. Niezbędne zwłaszcza w przypadku silnego wychłodzenia, albo nieoczekiwanego przemoczenia lub przypadkowej kąpieli.
Plażowy wiatrołap
Najlepszym uzupełnieniem dobrego ubioru jest – i tu zapewne Was zadziwię – mój „osobisty przyjaciel”: namiot plażowy. Osobiście traktuję go, jako integralną część mojego ubioru i nie rozstaję się z nim w zasadzie nigdy. Jeżeli zamierzacie spędzać nad wodą sporo czasu, będzie nieodzowny.
Pozwala przetrwać na plaży w niesprzyjających warunkach, a jego główną zaletą jest ochrona przed wyziębiającym wiatrem i deszczem, a także przed palącym słońcem. Oczywiście zamiast namiotu, można zastosować inne „ochraniacze”, w tym plażowe parasole, parawany, które sprawdzą się przy łagodniejszej pogodzie. Jednak tracą one swoją funkcjonalność, gdy mamy do czynienia z naprawdę silnym wiatrem, a zwłaszcza deszczem.
Namiot musi być odpowiednio duży, żeby pomieścił sprzęt, wędkarza (czasem dwóch) i obowiązkowo posiadać także odpowiednią wysokość (co najmniej 1.5m), tak aby nie siedzieć ciągle „na czworakach”.
Plażowa waga ciężka
Przechodząc naturalnie do etapu dyskusji o sprzęcie, nie można nie wspomnieć, o „wadze tematu”.
Czy kiedykolwiek próbowaliście unieść coś ciężkiego i przejść się po bałtyckim piasku? Nieśliście ciężkie torby na plażę, krocząc za swoją żoną i dziećmi? Niosąc „tony” jedzenia, gazetek i książeczek, soczków, materaców, zabaweczek, dmuchanych żółwi, rekinów i tym podobnych? Jeżeli nie mieliście okazji, to musicie koniecznie spróbować. Jeżeli mieliście okazję, to na pewno zorientowaliście się, że dźwiganie czegokolwiek po miękkim piasku powoduje, że to co niesiecie, wydaje się kilka razy cięższe.
Wspominam o tym, żebyście nigdy nie zapominali o złotej zasadzie, iż na plażę zabieramy tylko niezbędne rzeczy. Także w kwestii ubioru. Wiem, że nie jest to łatwe – zwłaszcza, gdy brak czegoś, z reguły się mści – ale trzeba zawsze znaleźć złoty środek. Zachęcam Was gorąco, do pracy nad odchudzaniem plażowego ekwipunku, żeby nie wpaść w szał zabierania na plażę wszystkiego, co się da. Nie tędy droga.
Ale o tym porozmawiany bardziej szczegółowo w następnym, czwartym odcinku, do którego lektury, serdecznie Was zapraszam.